Najpierw było na słodko, a teraz jest też niesłodko. W Załężu został otwarty kolejny lokal gastronomiczny. To inicjatywa osoby, która ma już za sobą kulinarny debiut w tej dzielnicy.
„Niesłodkie Ciocho” serwuje śniadania oraz obiady. To uzupełnienie, ale też w pewnym sensie przeciwwaga dla sąsiedniego lokalu "Ciocho".
- W planach od początku miały być serwowane dania słodkie i słone, ale nie było wystarczająco dużo miejsca i ludzi, żeby je wydawać. Dodatkowo, nie myślałam, że świeżo po otwarciu to tak wystrzeli i po prostu nie mieliśmy możliwości wyrobić się ze wszystkim. Gdy zauważyliśmy, że lokal obok kilka razy upadł, zaczęliśmy się zastanawiać, czy by go nie wziąć. Właściciel nas zachęcał, więc postanowiliśmy poszerzyć ofertę i go wynajęliśmy - mówi właścicielka, Ewelina Ciosek.
Źródło: Facebook: Tortowe CiOcho
O ile otwarcie "Ciocha" spotkało się z naprawdę dużym zainteresowaniem, o tyle "Niesłodkie Ciocho" rozkręca się trochę spokojniej.
- To jest na razie świeża sprawa. Myślę, że śniadania i lunche będą miały większe wzięcie dopiero we wrześniu, kiedy skończą się wakacje - uważa właścicielka.
Lokal „Niesłodkiego Ciocha” charakteryzuje nietypowy wystrój. Metalowe stoliki i boazerie, pastelowe kanapy oraz drewniane krzesła, a do tego odrapane, betonowo żółte ściany.
- Niektórzy mówią, że są okropne, ale mnie się bardzo podobają. Jesteśmy też na Załężu, a sami lokalsi nam odradzali prowadzenia biznesu tutaj ze względu na opinię o tej dzielnicy. Otwarciem cukrowni, pokazaliśmy, że jednak jest w niej potencjał – parę rzeczy już się tu otwiera, a niektóre kamienice zaczynają lekkie remonty - zauważa Ewelina. Jak twierdzi właścicielka, wbrew pozorom, wyróżnikiem okolicy są darmowe parkingi, które sprzyjają dłuższym odwiedzinom lokali „Ciocho” i nie tylko.

"Niesłodkie Ciocho" stawia przede wszystkim na śniadania.
- Uważam, że w Katowicach jest mało miejsc, gdzie można zjeść śniadania na mieście, może też dlatego, że nie jesteśmy do tego przyzwyczajeni w porównaniu do innych miast - mówi właścicielka, opowiadając o pomyśle na menu.
Jak mówi Ewelina Ciosek, menu wyróżniają proziaki – czyli typowo podkarpackie chlebki, które właścicielka bardzo chciała wprowadzić do menu (razem z małżonkiem pochodzą z tego regionu). Proziaki w wersji podstawowej kosztują 22 zł, a te bardziej złożone – 32 zł. Spróbować można także podpłomyków, czyli chleba bez drożdży, również w kilku odsłonach. - Chłopaki z kuchni specjalizują się w bajglach nowojorskich i nalegali by je wprowadzić do karty. Okazuje się, że był to strzał w dziesiątkę i mają duże wzięcie. Można spróbować opcji z kurczakiem w panko za 43 zł lub z panierowanym boczniakiem za 38 zł. Oprócz tego, serwowane są też typowe śniadaniowe pozycje, jak kiełbaski, tosty czy jajka podawane na wiele sposobów.

Jeżeli chodzi o napoje, właścicielka poleca soki oraz modną teraz matchę, czyli sproszkowaną zieloną herbatę. Są też lemoniady ze świeżych owoców. W karcie znajdziemy także kawy, herbaty i gorące mleko. Ceny napojów mieszczą się w przedziale od 9 do 26 zł.
„Niesłodkie Ciocho” oraz „Ciocho cukrownia” znajdują się przy ulicy Gliwickiej 107. Śniadaniownia otwarta jest od środy do niedzieli w godzinach 9:00-17:00, a cukrownia – od poniedziałku do niedzieli w godzinach 10:00-19:00.

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze