Krótka wymiana zdań podczas komisji transportu Rady Miasta pokazuje, dlaczego Katowice były, są i w najbliższej przyszłości będą miastem nieprzyjaznym rowerzystom. Trudno mieć nadzieję, że coś zmieni się na lepsze, skoro osoba odpowiedzialna za politykę rowerową w mieście nie widzi oczywistych rzeczy, które widzą radni i mieszkańcy.
W czwartek podczas obrad komisji transportu Rady Miasta Katowice głównym tematem były rowery. Urzędnicy przygotowali krótką informację, z której wynikało, że w zasadzie w tej sprawie wszystko w Katowicach idzie w dobrym kierunku.
"Istniejąca infrastruktura stanowi ważny element systemu transportowego miasta, umożliwiając mieszkańcom realizację codziennych podróży pomiędzy dzielnicami oraz integrację transportu rowerowego z transportem publicznym."
"Prowadzone działania stanowią element długofalowej polityki miasta ukierunkowanej na rozwój zrównoważonej mobilności oraz zwiększanie udziału transportu rowerowego w codziennym przemieszczaniu się mieszkańców."
"Prowadzone działania ukierunkowane są na poprawę spójności sieci, zwiększenie bezpieczeństwa uczestników ruchu oraz integrację transportu rowerowego z transportem publicznym."
"Jednym z głównych kierunków działań Miasta Katowice jest zapewnienie spójności i ciągłości infrastruktury rowerowej pomiędzy poszczególnymi dzielnicami. Prowadzone działania koncentrują się na eliminowaniu brakujących odcinków sieci, poprawie ciągłości przejazdu oraz tworzeniu bezpiecznych rozwiązań umożliwiających sprawne przemieszczanie się rowerem na terenie Katowic."
"Rozwój infrastruktury rowerowej prowadzony jest z uwzględnieniem integracji z transportem publicznym, w szczególności w rejonie centrów przesiadkowych oraz przystanków kolejowych. Działania te mają na celu stworzenie warunków umożliwiających wygodne łączenie różnych środków transportu oraz poprawę dostępności komunikacyjnej na terenie miasta."
I tak dalej, i tak dalej. Papier wszystko przyjmie. Pozytywnie o polityce rowerowej prowadzonej przez Katowice można mówić tylko do momentu, kiedy wsiądzie się na rower i zacznie korzystać z tej chwalonej przez władze miasta infrastruktury. Oczywiście, mowa tu o drogach rowerowych, którymi rowerzyści mają się przemieszczać w celach transportowych, a nie o trasach rekreacyjnych, bo z tymi akurat nie jest najgorzej.
Jednak drogi rowerowe to jedno. Równie ważne są parkingi i miejsca, gdzie bezpiecznie można rower zostawić. Zwróciła na to uwagę radna Beata Bala. - O tym też powinniśmy pomyśleć, bo jeżeli chcemy, żeby coraz więcej ludzi korzystało z roweru, to naprawdę nie ma tutaj gdzie zostawić tego roweru. Jak ktoś ma rower np. za 10 000 zł, bo teraz są takie rowery, to nie przypnie go przy podpórce przy urzędzie miasta. Trzeba go bezpiecznie zamknąć. Są boksy, są różnego rodzaju propozycje. Czy w ogóle myślicie o czymś takim, żeby w centrum miasta był parking rowerowy? - pytała radna.
Liczyła zapewne na odpowiedź w stylu: to rzeczywiście problem, więc zobaczymy, pomyślimy, sprawdzimy, rozważymy. Tak odpowiedziałby urzędnik, który zna prawdziwe problemy rowerzystów i jest otwarty na ich rozwiązywanie. Jak się jednak okazuje, brak parkingów nie jest żadnym problemem. A jeśli radni i mieszkańcy uważają, że jest inaczej, to tym gorzej dla nich.
- Mam drogi rower i parkuję go w centrum miasta pod Urzędem Miasta Katowice i powiem pani dlaczego - śródmieście miasta Katowice jest bardzo dobrze monitorowane. Dodatkowo w centrum miasta są zadaszone parkingi rowerowe, na których również można zostawiać rower - zresztą tak samo jak na centrach przesiadkowych - bez obawy, że zmoknie - odpowiedział Paweł Sucheta, zastępca naczelnika wydziału transportu UM Katowice.
Przenalizujmy te słowa na spokojnie. W centrum miasta niepotrzebne są zadaszone parkingi, bo pan naczelnik, który ma drogi rower, parkuje spokojnie przed urzędem miasta. A dlaczego parkuje spokojnie? Bo śródmieście jest bardzo dobrze monitorowane. Próbując dociec istotny tego argumentu, chodzi chyba o to, że nie trzeba się martwić kradzieżą rowerów, bo nawet jeśli ktoś ukradnie nam drogi rower (np. taki, jaki ma pan naczelnik), to wszystko się ładnie nagra. Będziemy potem mieć pamiątkę, jeśli policja nam to nagranie udostępni. Niestety, roweru mieć już nie będziemy, bo wykrywalność sprawców kradzieży jednośladów wynosi zapewne kilka procent.
Idźmy dalej. "W centrum miasta są zadaszone parkingi rowerowe" - trzeba przyznać, że to jest równie mocne stwierdzenie. Nieśmiało można zadać pytanie: a niby gdzie? Owszem, był epizod z zadaszonymi stojakami na rowery na ul. Tylnej Mariackiej, ale tym to bym się raczej nie chwalił.
"Tylna Mariacka dla osób poruszających się na jednośladach jest raczej ulicą przelotową. Do knajp na ul. Mariackiej jest stąd za daleko, a w tej okolicy byłoby dużo lepszych miejsc na montaż dodatkowych stojaków czy postawienie wiaty. Nie tylko lokalizacja wydaje się być nietrafiona. Stojaków jest tu bardzo dużo, więc sama konstrukcja wydaje się przeskalowana w stosunku do potrzeb (są miejsca, gdzie rowerzystom taka wiata naprawdę byłaby potrzebna). Do samej funkcjonalności wiat można mieć sporo zastrzeżeń. Daszki są dość wąskie i przy silniejszych opadach na zaparkowane tu rowery i tak pada deszcz. Poza tym część stojaków styka się ze słupkami podtrzymującymi zadaszenie" - pisaliśmy o wiatach w kwietniu 2025 roku, kiedy... rozstawił się pod nimi letni ogródek pobliskiego lokalu.
Kolejny argument naczelnika, że parkingi rowerowe są przecież w centrach przesiadkowych, też jest całkiem niezły. To raptem kilka kilometrów od centrum Katowic. Można spokojnie przejść spacerem, a rower bezpiecznie zostawić w Brynowie czy Zawodziu.
To jednak jeszcze nie wszystko. Parkingów rowerowych w centrum nie potrzeba - zdaniem Pawła Suchety - bo np. takie boksy nie licowałaby z wyglądem ścisłego centrum Katowic.
- Zapoznałem się ostatnio nawet z ofertą tego typu boksów. Nie wiem, czy miałem pecha po prostu, czy sprawa jest dalej rozwojowa, ale te boksy były autentycznie brzydkie. Prawdopodobnie gdybyśmy coś takiego postawili, to byłaby pani jednym z pierwszych krytyków, że to po prostu psuje przestrzeń miejską. A szkoda by było, bo Katowice, tak jak się rozwijają w ostatnich latach, zmieniły się naprawdę w bardzo piękne miasto. Z tej poprzemysłowej szarości, Plac Lecha i Marii Kaczyńskich czy ulica Dworcowa, to są przestrzenie, których nie chciałbym zagracać brzydką architekturą. Pewnie funkcjonalną, ale naprawdę brzydką, niepasującą do tego otoczenia - odpowiedział radnej Sucheta.
Dobrze wiedzieć, że w urzędzie miasta estetyka przestrzeni publicznej jest tak ważna. Zwłaszcza w wydziale transportu. Wprawdzie na przywołanym przez naczelnika placu Szewczyka urzędnikom nie przeszkadzają stojące budy z jedzeniem, paczkomat czy wielkoformatowe reklamy zasłaniające kamienice, ale boksy rowerowe zepsułyby te widokówkową, estetyczną, czystą i wolną od meneli przestrzeń.
Nie jest jednak tak, że naczelnik od spraw rowerowych jest zupełnie na nie, jeśli chodzi o parkingi rowerowe.
- Oczywiście, mogę zapoznać się z tego typu możliwościami. Widziałem ostatnio też kwestie takich nowoczesnych automatycznych wież parkingowych dla rowerów, ale to są naprawdę jeszcze drogie rzeczy. Jeszcze nie mam pomysłu na to, gdzie takie coś można by było ustawić w ten sposób, żeby było zarazem funkcjonalne, jeżeli chodzi o lokalizację, ale i pasujące, jeżeli chodzi o infrastrukturę - zastanawia się naczelnik Sucheta.
Tu trzeba przyznać mu rację. Katowice nie stawiają drogich, niefunkcjonalnych i niepotrzebnych piętrowych parkingów dla samochodów, więc dlaczego miałyby budować jakieś wynalazki parkingowe dla rowerów?
Wprawdzie na ul. Tylnej Mariackiej powstało trochę maszyn parkingowych, które kosztowały prawie 23 mln zł, i które co miesiąc generują niepotrzebne koszty, i na których prawie nikt nie parkuje. Ale to się nazywa innowacja i nowoczesność, więc się nie liczy.
Niestety, wygląda na to, że nie wszyscy podzielają poglądy pana naczelnika.
- Cieszę się, że pan ma drogi rower, ale wolałabym, żeby go nikt nie ukradł, bo nie wiem, czy policja sobie da radę z odnalezieniem tego roweru. Uniknijmy więc tego. Ja zgłaszam głos mieszkańców, więc ja bym chciała, żeby pan się zapoznał ewentualnie z możliwościami, czy mamy szanse znaleźć odpowiednie miejsce, jeżeli jest taka potrzeba. Więc może skupmy się tylko na potrzebie, a nie na odczuciach subiektywnych czy obiektywnych. Prosiłabym o taką analizę, żebyśmy mogli znaleźć takie miejsce - naciskała radna Bala.
Czy miasto znajdzie odpowiednie miejsce na bezpieczny i zadaszony parking dla rowerów w rejonie dworca kolejowego czy rynku? Jeszcze przed analizą odpowiemy: nie, nie znajdzie.
Ale jak by ktoś pytał, to Katowice przechodzą rowerową rewolucję, Podobnie jak zieloną i jeszcze kilka innych. Jeśli nie wierzycie, to zajrzyjcie do miejskiej gazetki lub promocyjnego folderu.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
A ja mam pod domem ulicę - więc nie wiem po co miasto inwestuje w ulice gdzie indziej. Co więcej, jak się schowam do lodówki, to w ogóle nie pada deszcz i nie ma mrozu - nawet zimą. Dlatego naprawdę nie wiem, po kiego grzyba urząd miasta zajmuje się inwestycjami w kanalizację burzową, czy pługami do odśnieżania ulic. Kto mi pomoże zrozumieć? Brak parkingów rowerowych - zadaszony, monitorowanych - to jeden z poważnych maknamentów "systemu" rowerowego Katowic, traktowanego jako uzupełnienie transportowych rozwiązań dla mieszkańców. Krew człowieka zalewa, gdy z ust typiarza, który zdaje się był "oficerem rowerowym", słyszy się takie bezeceństwa.
Ja bym dodał do tej masy niepotrzebnych rzeczy dla rowerzystow (i nie tylko) jeszcze toalety. Czy to na rowerze czy na spacerze takich rzeczy sie nie przewiduje. W koncu kazdy ma w domu...
skoro jest tak dobrze to dlaczego polocja sprawdza rowerzystów i spisuje ich numery ram, bo ponoć jest dużo kradzieży...?
Wodociągi kieleckie jak widać mają swoich kontynuatorów. A nawet "uczeń" przerósł "mistrza".
Pan Naczelnik parkuje swoim drogim rowerem przed budynkiem Urzędu Miasta w centrum miasta, a uściślając to na jego podwórku za zamkniętą bramą
Kibel na rynku przesłaniający widok na Spodek jest też jakby taki prestiżowy.
Naprawdę świetny tekst. Doskonale uchwycił permenentny brak logiki i konsekwencji w argumentacji miasta. Bezpieczne miejsca do parkowania rowerów są tak naturalnym elementem przestrzeni miejskiej jak przystanki, ławki czy kosze na śmieci. Argument o estetyce to absurd- zwłaszcza w zestawieniu ze stojącymi całymi dniami kontenerami, oczekującymi na wywóz, falujacymi na deptakach płytami i kostką, czy innymi elementami zaśmiecającymi przestrzeń. Miasto powinno przede wszystkim słuchać mieszkańców i szukać rozwiązań, a nie przekonywać ich, że problem nie istnieje.
Głupie gadanie bezmyślnego urzędasa. Też mam drogi rower, ja i żona. Dużo jeździmy po mieście rowerami i chętnie zatrzymalibyśmy się na jakiś posiłek w centrum, ale zniechęca nas właśnie to uczucie braku bezpieczeństwa. Świadomość kradzieży naszego drugiego sprzętu. Po co komu stojaki rowerowe, skoro rowery coraz droższe i każdy rozsądny człowiek ma chyba świadomość, że nigdy do czegoś takiego, drogiego sprzętu nie przypnie. Lepiej wypełnić te przestrzenie boksami, z możliwością założenia własnej kłódki.
A ja mam tani rower, a i tak boję sie go zostawić przy dworcu od strony pl Andrzeja wiec gdy mam pociąg to jadę busem..
Słowa pana Naczelnika są kolejnym dowodem na oderwanie od rzeczywistości władz Katowic. Katowiczanie, dalej głosujcie na pana Krupę i związanych z nim Radnych, dalej udawajcie, że Wasze miasto jest fajne. Czy w Waszym odczuciu nie nadszedł już czas na zastosowanie rozwiązań referendalnych? Przykłady Zabrza i Krakowa pokazały, że pogonienie nieudolnej władzy jest możliwe, wystarczy tylko przestać udawać, że wszystko jest w porządku i zacząć działać. P.S.Mnie to już nie interesuje, do Katowic jeżdżę tylko do biblioteki, przejrzałem na oczy i wyniosłem się z tego śmiesznego miasta.
Skomunikowanie ścieżkami jest dobre. Z Muchowca na Nikiszowice można dwiema nowymi trasami dojechać. A że nikt tam nie jeździ poza weekendami, bo wszyscy pracują w centrum, to już problem wszystkich, bo nie pana naczelnika ;)
To nie jest wydumany problem, to jest realny problem. I wyzwanie dla miasta. Nie zakładam złej woli p. Suchety, ale jego nonszalanckie podejście do tematu nie zapowiada zmian. Istotą rzeczy jest skomunikowanie i udostępnienie centrum miasta rowerzystom i argument, że pan naczelnik zapina drogi rower pod urzędem jest co najmniej słabe. Dla jednego rower o wartości 10 000 zł to dużo, dla innego dużo to już jest 500 zł. Co do estetyki parkingów czy boksów, to jest to problem miasta, żeby były one dopasowane do otoczenia. Pan naczelnik w ramach podróży służbowej niech zwiedzi Amsterdam czy Kopenhagę i zobaczy, że się da. Jeżdżę na rowerach cały rok, miewam do załatwienia sprawy w centrum i chcąc, nie chcąc, przypinam je do byle czego, bo infrastruktury przeznaczonej do tego nie ma. M. in. dlatego rowerzyści (poza kurierami z jedzeniem) omijają centrum. I ogłaszanie wszem i wobec, że ograniczony jest ruch samochodowy, mamy transport zbiorowy, a rower jest jego dopełnieniem, to zaklinanie rzeczywistości. Z drugiej strony potępiać w czambuł wszystkich inicjatyw miasta w zakresie infrastruktury rowerowej też nie można, bo jednak coś się dzieje. Tyle, że jak już wskazał autor artykułu, są to głównie ścieżki rekreacyjne. Chwała za to miastu, bo to jednak zachęca do jazdy rowerem, ale inna rzecz, że mało kto potrafi z nich korzystać. Jak widzę tatusia z dwójką bąbelków, którzy jadą velostradą od krawężnika do krawężnika, to coś tu jest nie tak. Zaraz podniosą się głosy, to gdzie oni mają się uczyć? Nie wiem. Ale nie na velostradzie. Że o biegaczach, spacerowiczach i rolkarzach nie wspomnę. Musi dojść do jakiegoś wypadku, żeby ktoś się czegoś nauczył. Ale to taki off topic i podpowiedź dla autora na odrębny artykuł. Widzę, że miasto ostatnio oznaczyło DDR-ki znakami poziomymi tu i ówdzie, a zieleń miejska nawet przycięła krzaki wzdłuż Parku Kościuszki (pomijam już problem z zachowaniem skrajni drogi dla rowerów). Ale czy ktoś w mieści ma pomysł, plan, koncepcję na otwarcie centrum dla rowerów? Dojeżdżając czy to z południa, północy czy innych kierunków do centrum DDR-ką (jaka jest, taka jest) ślad jej się urywa i co dalej? Tu nie wystarczy pomalować na czerwono kawałka ulicy, tylko musi koncepcja oparta na logice i przewidywaniu przyszłości. I dopiero po jej realizacji miasto będzie się mogło pochwalić rowerową stolicą południa Polski.
A ja mam pod domem ulicę - więc nie wiem po co miasto inwestuje w ulice gdzie indziej. Co więcej, jak się schowam do lodówki, to w ogóle nie pada deszcz i nie ma mrozu - nawet zimą. Dlatego naprawdę nie wiem, po kiego grzyba urząd miasta zajmuje się inwestycjami w kanalizację burzową, czy pługami do odśnieżania ulic. Kto mi pomoże zrozumieć? Brak parkingów rowerowych - zadaszony, monitorowanych - to jeden z poważnych maknamentów "systemu" rowerowego Katowic, traktowanego jako uzupełnienie transportowych rozwiązań dla mieszkańców. Krew człowieka zalewa, gdy z ust typiarza, który zdaje się był "oficerem rowerowym", słyszy się takie bezeceństwa.
Ja bym dodał do tej masy niepotrzebnych rzeczy dla rowerzystow (i nie tylko) jeszcze toalety. Czy to na rowerze czy na spacerze takich rzeczy sie nie przewiduje. W koncu kazdy ma w domu...
skoro jest tak dobrze to dlaczego polocja sprawdza rowerzystów i spisuje ich numery ram, bo ponoć jest dużo kradzieży...?