- Stała chyba jeszcze za komuny, to stoi dalej. I pewnie długo jeszcze postoi. Ja na pewno nie zamierzam rezygnować z takiej przyjemności – mówi mieszkaniec Załęża. Budka z lodami włoskimi na Załężu to miejsce dobrze znane nie tylko mieszkańcom dzielnicy, ale i całych Katowic. To już 33. sezon, kiedy serwuje klasyczne włoskie lody. Pani Teresa prowadzi ją sama, ale nigdy nie stoi tam samotnie – towarzyszą jej długie kolejki wiernych klientów.
Kiedy tylko temperatura zaczyna rosnąć, na forach internetowych pojawiają się pytania: „czy pani Teresa już otworzyła?”. To najlepszy dowód na to, jak wielu fanów ma ta mała budka. To właśnie oni napędzają ten biznes – odwiedzają, przyprowadzają bliskich, dzielą się opiniami. Choć sama właścicielka nie zabiega o popularność, to sami klienci jej ją zapewniają.
Przed kioskiem nie trzeba długo czekać, by usłyszeć rozmowy i liczne pochwały. Wśród klientów są dzieci, rodziny z dziećmi, ale dużą grupę stanowią też seniorzy. To właśnie oni najczęściej wracają tu z sentymentem, dzieląc się opowieściami z młodości, w których budka pani Teresy gra główną rolę.
- Ja pamiętam, zawsze uciekałam ze szkoły, żeby przyjść tu na lody. To było... nie pamiętam dokładnie, ale bardzo dawno temu – śmieje się pani Anna, mieszkanka Załęża. - Teraz z mężem przychodzimy tu w każdą niedzielę, oczywiście jeśli jest ładna pogoda. Taki spacer to już nasza tradycja – dodaje.

Tradycją stało się też samo miejsce. Lody są zawsze dwusmakowe: pierwszy to klasyczna śmietanka, a drugi zmienia się regularnie. Na forach można znaleźć zapowiedzi nowych smaków, typowanie i debaty, który smak jest najlepszy. W czołówce są: jabłko, karmel, jagoda, porzeczka i klasyczna czekolada.
- Dzisiaj są porzeczkowe, najlepsze! Musi pani spróbować – zachęca pani stojąca w kolejce. Sama maszyna często nie wyrabia i potrzebna jest krótka przerwa techniczna, „by lody dobrze stęgły”, jak powtarza pani Teresa.
Godziny otwarcia? Zależą od pogody i zdrowia pani Teresy, ale zazwyczaj lody można kupić od 12:00 do 18:00 – choć godziny nie są sztywno ustalone. Lody dostępne są w dwóch rozmiarach: małe za 6 zł i duże za 8 zł. Budka mieści się na rogu ulic Gliwickiej i Pośpiecha. Nie sposób jej przeoczyć – kolorowe graffiti i kilka plastikowych krzesełek przed pobliskim sklepem spożywczym to charakterystyczny widok. Kiosk pani Teresy to nie tylko punkt gastronomiczny, ale też miejsce spotkań, wspomnień i lokalnej dumy. Dla wielu to więcej niż lody – to smak lata, który z pokolenia na pokolenie przyciąga kolejne rzesze fanów.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Bardzo fajny artykuł zdaje się nowej reporterki Waszego portalu. Niech będzie tak jak z tymi lodami, że za kolejne wiele lat powiemy sobie - my czytelnicy - że regularnie czytanie Waszego portalu to codzienna tradycja, tak jak i ta lodziarnia zbudowała swoją tradycję przez dekady.
Szkoda, że otoczenie takie paskudne. Typowe Załęże, nawet budka z lodami popisana.
Bardzo fajny artykuł zdaje się nowej reporterki Waszego portalu. Niech będzie tak jak z tymi lodami, że za kolejne wiele lat powiemy sobie - my czytelnicy - że regularnie czytanie Waszego portalu to codzienna tradycja, tak jak i ta lodziarnia zbudowała swoją tradycję przez dekady.
Szkoda, że otoczenie takie paskudne. Typowe Załęże, nawet budka z lodami popisana.