Z danych przygotowanych przez MZUiM wynika, że ściąganie opłat dodatkowych za brak opłaconego postoju w Strefie Płatnego Parkowania nie idzie zbyt dobrze. Niektórych "kar" nie uda się ściągnąć nigdy.
O tym, że kierowcy samochodów na zagranicznych rejestracjach mogą stać na płatnych miejscach parkingowych w Katowicach i nie płacić pisaliśmy kilka dni temu. MZUiM twierdzi, że nie ma podstaw prawnych do egzekwowania od właścicieli takich pojazdów opłat dodatkowych za nieopłacony postój, bo nie jest w stanie ustalić kto tym właścicielem jest. Przez półtora roku takich "kar" zostało wystawionych około 3600. Opłaty dodatkowe wynoszą od 100 do 300 zł, w zależności od strefy i czasu ich opłacenia. Gdyby z tych kwot wyciągnąć średnią (200 zł), to widać, że miasto straciło (albo nie zyskało) na nieegzekwowaniu ich od obcokrajowców ponad 700 000 zł.
To jednak nie wszystkie utracone wpływy.
Z danych MZUiM wynika, że w okresie od 1 grudnia 2023 (dzień wejścia w życie zmian parkingowych) do 19 maja 2025 roku powstało około 95 000 opłat dodatkowych. Znów, gdyby przyjąć średnią wysokość opłaty na poziomie 200 zł, to do budżetu miasta powinno z tego tytułu wpłynąć nawet 19 000 000 zł. Tymczasem na razie wpłynęło 548 550 zł z tytułu opłat dodatkowych za nieopłacony postój w Śródmiejskiej Strefie Płatnego Parkowania oraz 2 469 000 zł z SPP. To dane za cały 2024 rok i pierwsze cztery miesiące 2025 roku. W wyliczeniach MZUiM pojawia się jeszcze kwota 1 243 886 zł jako "tytuły wykonawcze", ale nie wiadomo czego dokładnie dotyczy.
Z danych przygotowanych przez MZUiM dla radnych wynika też, że do 19 maja 2025 uiszczonych zostało tylko 15,6 tys. opłat dodatkowych. Dodatkowo wystawiono 6,3 tys. upomnień, które obejmują około 33,9 tys. opłat. Zdarza się bowiem, że jeden samochód będzie wielokrotnie stał bez opłaconego postoju w ŚSPP czy SPPP.
W przypadku kolejnych 7,4 tys. opat MZUiM prowadzi korespondencję z osobami, na które zostały one nałożone. W tej liczbie mieszczą się też te opłaty, które zostały rozłożone na raty. Niektórzy mają do zapłacenia nawet kilkanaście tysięcy złotych.
Teoretycznie, w przypadku tych około 41 300 opłat ich ściągnięcie jest możliwe, chociaż nie można zakładać, że w całości.
Nie ma natomiast szans na wyegzekwowanie pieniędzy ze wspomnianych 3600 opłat dodatkowych dotyczących samochodów z zagraniczną rejestracją oraz około 300 wystawionych na osoby zmarłe. MZUiM nie dostanie też pieniędzy z opłat naliczonych w przypadku około 2000 pojazdów, co do których brak jest informacji o danych właściciela pojazdu, umożliwiających prowadzenie dalszych czynności w sprawie.
Dodatkowo, około 1500 upomnień posiada domniemanie doręczenia do właścicieli pojazdów, a w przypadku pozostałych opłat dodatkowych (czyli około 40 000) trwa bieżąca obsługa księgowa, kancelaryjna oraz prawna, prowadzona przez Dział Nadzoru Systemu Parkowania MZUiM.
Jak widać, system e-kontroli płatnego parkowania działa dość dobrze, ale problem zaczyna się już po stwierdzeniu, że ktoś za postój nie zapłacił.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
I bardzo dobrze, jak ktoś potrafi logicznie myśleć to wie że kredytowanych mandatów i opłat dodatkowych nie płacić wcale.
Największą patologią w polskich przepisach jest i tak to, że jak ktoś stoi zaparkowany na legalnym parkingu, ale bez opłaty, to wezwanie od razu idzie na właściciela samochodu. Jak metr dalej stoi nielegalnie zaparkowany samochód, to pierwsze trzeba wezwać SM albo policję, i zwykła kontrola nie może zrobić nic. Po drugie policja musi dochodzić KTO popełnił wykorczenie, bo nie można karać samochodu (ani właściciela), tylko trzeba ustalić kto kierował. Efektywnie takich mandatów zdecydowana większość w ogóle nie płaci, bo właściciel nie pamięta kto prowadził, albo akurat zaparkował tam sąsiad, którego nie zna z imienia i sprawa zamknięta. Niestety, ale polskie państwo leganie parkujących traktuje jak frajerów. Lepiej stawać gdzie popadnie i rozjeżdżać trawniki, bo szansa, że w ciągu dnia ktoś to zgłosi i SM jeszcze się wyrobi z kontrolą jest bliska zeru.
I bardzo dobrze, jak ktoś potrafi logicznie myśleć to wie że kredytowanych mandatów i opłat dodatkowych nie płacić wcale.
Największą patologią w polskich przepisach jest i tak to, że jak ktoś stoi zaparkowany na legalnym parkingu, ale bez opłaty, to wezwanie od razu idzie na właściciela samochodu. Jak metr dalej stoi nielegalnie zaparkowany samochód, to pierwsze trzeba wezwać SM albo policję, i zwykła kontrola nie może zrobić nic. Po drugie policja musi dochodzić KTO popełnił wykorczenie, bo nie można karać samochodu (ani właściciela), tylko trzeba ustalić kto kierował. Efektywnie takich mandatów zdecydowana większość w ogóle nie płaci, bo właściciel nie pamięta kto prowadził, albo akurat zaparkował tam sąsiad, którego nie zna z imienia i sprawa zamknięta. Niestety, ale polskie państwo leganie parkujących traktuje jak frajerów. Lepiej stawać gdzie popadnie i rozjeżdżać trawniki, bo szansa, że w ciągu dnia ktoś to zgłosi i SM jeszcze się wyrobi z kontrolą jest bliska zeru.