W poniedziałek 20 listopada odbyła się kolejna rozprawa w procesie Dariusza N. który jest podejrzany o zabójstwo Dominika Koszowskiego. Wszystko działo się nad ranem 21 sierpnia 2016 roku na ul. 3 Maja. W klubie Salome Dominik wraz z ojcem i kilkoma kolegami świętowali urodziny 19-latka. Kiedy około godz. 5 impreza się skończyła, ochrona poprosiła imprezowiczów o wyjście. Chwilę po tym grupa znajomych natknęła się na kibiców GKS Katowice, którzy wracali z wyjazdowego meczu ze Stomilem Olsztyn. Jak zeznał dzisiaj jeden z uczestników bójki, kolega Dominika, wszystko zaczęło się od tego, że 19-latek został raz czy dwa "popchnięty z bara". - Było jakieś gadanie do nas. Potem, jak Dominik został popchnięty, dostał chyba w twarz. Zaczęła się bójka. Było dużo ludzi wokół. Dostałem w twarz, straciłem prawą dolną jedynkę. Trudno powiedzieć od kogo dostałem, bo wszystko trwało ułamki sekund - opowiadał w sądzie Aleksander N., który został prawomocnie skazany za udział w bójce, chociaż przekonuje, że sam nikogo nie uderzył.

Kiedy zamieszkanie się skończyło, grupa znajomych ruszyła w kierunku rynku. Jak widać na nagraniu z monitoringu, Dominik Koszowski zataczał się. Szedł bardzo niepewnie. Wtedy jeszcze znajomi nie wiedzieli, że ich kolega jest ranny. - Zapytaliśmy: co ci jest? Ale nie potrafił nic powiedzieć, tylko podniósł koszulkę. Zobaczyliśmy dwie dziury, z których leciała krew. Zaraz potem położył się na ziemi. Zacząłem mu te dziury zatykać dłońmi. Nie umiał słowa powiedzieć, tylko parę razy z trudem wciągnął powietrze. W tym amoku byłem cały w jego krwi. Była panika. Nikt nie wiedział co się dzieje, wołaliśmy pomocy - mówił Aleksander N.
Jak zeznał, kiedy wstał i odszedł od leżącego Dominika, zobaczył dwóch kibiców GKS-u Katowice, którzy podeszli do grupy stojącej nad 19-latkiem. Wtedy wyciągnął z torebki nóż, którym zaczął machać i grozić kibicom. Jak tłumaczył w sądzie, nie chciał, żeby komukolwiek jeszcze stała się krzywda. Przekonywał, że nóż i latarkę miał w torebce po wyjeździe na ryby i zapomniał go wyciągnąć.
Po chwili obezwładniła go policja, która powaliła go na ziemię. W pierwszej chwili to on mógł być uznawany za potencjalnego sprawcę zabójstwa, ale nagrania z monitoringu i zeznania świadków szybko wykluczyły tę wersję.
Na nożu była krew Dominika, bo Aleksander N. trzymał go rękami, którymi chwilę wcześniej próbował zatamować rany 19-latka.
W poniedziałek zeznawał też policjant, który niedługo po zabójstwie Koszowskiego, analizował nagrania z monitoringu. W 2016 roku pracował w KMP w Katowicach w wydziale ds. walki z przestępczością przeciwko życiu i zdrowiu. To on rozpoznał na nagraniach jednego z kiboli GKS-u, którzy brali udział w bójce. Był nim Damian Ż. - Znałem go z innego mojego postępowania. Była to wtedy osoba podejrzana. Miał na imię Damian. Chodziło o wymuszenie rozbójnicze na jednej z katowickich firm. W związku z tym postępowaniem robiliśmy zasadzkę i został on wtedy zatrzymany - zeznawał policjant. Dodał, że jest wzrokowcem i gdyby dzisiaj zobaczył Damiana Ż., to by go poznał. Dariusza N. jednak nie kojarzył.

Zeznał za to, że podczas oględzin monitoringu zauważył jak jeden z mężczyzn robi doskok i wykonuje 2 lub 3 szybkie ruchy. Na tym nagraniu te ruchu były jednak wykonane nie w kierunku Dominika Koszowskiego, a jego ojca. On też został ranny i trafił do szpitala.
Podczas odtwarzania jednego z nagrań policjant stwierdził, że widoczny na nim mężczyzn w kapeluszu (ten, który wykonał gwałtowne ruchy w kierunku ojca Dominika) to Dariusz N. Dopytywany zarówno przez obrońców oskarżonego, jak i sędziego Józefa Chowańca skąd to wie, odpowiedział, że tak skojarzyło mu się, bo o N. mówiło się po zabójstwie jako o mężczyźnie w kapeluszu.
O kapeluszu mówił też cytowany już świadek Aleksander N., który jednak też nie rozpoznał Dariusza N. Ten ostatni od początku procesu (to już drugi proces w tej sprawie) twierdzi, że nie było go na miejscu zabójstwa.
Kolejna rozprawa została wyznaczona na 4 grudnia. Być może Dariusz N. po raz pierwszy nie zostanie na nią doprowadzony z aresztu w Gliwicach, a przyjdzie bez kajdanek samodzielnie. Wszystko dlatego, że na poprzedniej rozprawie sąd zdecydował, że można uchylić mu tymczasowy areszt, jeśli do 20 listopada wpłaci 250 000 zł kaucji. W poniedziałek taka kwota wpłynęła na konto sądu. Jednak już wcześniej sprzeciw do tej decyzji złożył prokurator. Sąd Apelacyjny w Katowicach rozpatrzy je 28 listopada. Jeśli uzna argumenty prokuratora, wówczas N. pozostanie w areszcie. Jeśli nie, oskarżony o zabójstwo Dominika Koszowskiego będzie mógł wyjść na wolność.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
niech najpierw się wyspowiada skąd miał ćwierć bańki...
niech najpierw się wyspowiada skąd miał ćwierć bańki...