W procesie Dariusza N., oskarżonego o zabójstwo 19-letniego Dominika Koszowskiego w 2016 roku, zeznawał dzisiaj jeden z najważniejszych świadków prokuratury. Policjant Marcin R. stwierdził, że jest pewny, że mężczyzną w kapeluszu i z bananem w ręce jest Dariusz N. A to właśnie tak wyglądający mężczyzna zadał śmiertelne ciosy Dominikowi Koszowskiemu.
Dariusza N. nie było dzisiaj na sali rozpraw. Jak mówił sędzia Józef Chowaniec, N. przysłał do sądu pismo, w którym poinformował, że nie może meldować się na policji (ma policyjny dozór), bo został tymczasowo aresztowany na terenie Czech i przebywa w areszcie w Ostrawie. Ma to związek z porwaniem Marka Kubaczki, którego wciąż poszukuje policja. Kilkanaście dni temu za Dariuszem N. został wystawiony Europejski Nakaz Aresztowania.
Wiedziałem, że może wyglądać inaczej
Przed sądem po raz kolejny zeznawał dzisiaj Marcin R. To policjant kryminalny Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach, który zajmuje się wykrywaniem sprawców najcięższych przestępstw. To właśnie on w październiku 2017 roku rozpoznał na zdjęciu Dariusza N., który od kilkunastu miesięcy był wtedy poszukiwany przez polską i europejską policję. To m.in. dzięki szybkiej decyzji Marcina R. kibol GKS-u został zatrzymany, kiedy pakował narkotyki do puszek z pomidorami.
- Bardzo dobrze pamiętałem jak wyglądał w czasie, kiedy kontaktował się z czołówką kierownictwa GKS-u. Dlatego zostałem wytypowany do zatrzymania go w Hiszpanii. Wiedziałem, że może wyglądać inaczej. Skontaktowałem się z łącznikiem w Hiszpanii. Dostałem zdjęcie mężczyzny na wózku widłowym i potwierdziłem, że to on - wspominał Marcin R.
Kiedy adwokatka Dariusza N. dopytywała go skąd wiedział, że N. może wyglądać inaczej, odpowiedział, że sam zmieniłby wygląd, gdyby się ukrywał.
- Dariusza N. uważałem za bardzo inteligentną osobę. W momencie wydania Europejskiego Nakazu Aresztowania zrobiłbym to samo, co on. Zmieniłbym swój wygląd zewnętrzny, nie kontaktował się z rodziną i wyjechał za granicę. Pamiętam, że od czasu, kiedy przejąłem sprawę poszukiwawczą, spływały do nas informacje, że był widziany np. w tramwaju w Chorzowie. Pytałem wtedy jak wyglądał. Wiedziałem, że jeżeli ktoś mówił, że tak jak wcześniej, to byłem pewny, że ta informacja nie jest wiarygodna. I tak sobie wyobrażałem Dariusza N. w Hiszpanii, zmienionego i że będę miał problem go rozpoznać.
Marcin R. zeznał też, niedługo po zamordowaniu Dominika Koszowskiego, był u matki Dariusza N.. - Nie zaprzeczyła, że to on jest na nagraniach z monitoringu. Kilka dni po zdarzeniu zadzwoniła do mnie z pretensjami, że to ja przyczyniłem się do ujawnienia wizerunku jej syna w mediach.
Cały czas utrzymywał kontakt z pseudokibicami GKS-u
Policjant zaprzeczył też powtarzanej przez kolejnych przesłuchiwanych kiboli GKS-u tezie, że Dariusz N. był wykluczony z tego środowiska, bo zeznawał w jakiejś sprawie dotyczącej handlu narkotykami.
- Do momentu zatrzymania w Ostrawie w październiku tego toku, przez cały czas kontaktował się z kibicami klubu GKS Katowice. Był widziany w ich towarzystwie. Nie został wykluczony w tego środowiska, bo mieliby zakaz kontaktowania się z nim i udzielania mu wszelkiej pomocy - zeznał R. Doprecyzował też, że N. kontaktował się tylko z osobami decyzyjnymi w środowisku pseudokibiców GKS-u, którzy akurat nie siedzą w areszcie lub w więzieniu. - Połowa czołówki pseudokibiców GKS-u jest tymczasowo aresztowana do sprawy prowadzonej przez Prokuraturę Krajową w Krakowie.
W latach 2015-2016 Marcin R. pracował przy sprawie zorganizowanej grupie przestępczej, którą tworzyli pseudokibice GKS Katowice. Kilkunastu z nich zostało zatrzymanych w grudniu 2016 roku, a potem skazanych. Nie było wśród nich Dariusza N. Nie tylko dlatego, że ukrywał się wtedy poza Polską. - On nie wymuszał haraczy, dlatego nie został zatrzymany - wspominał policjant.
To właśnie wtedy dobrze poznał środowisko kiboli GKS-u, w którym jedną z czołowych ról odgrywał Dariusz N. Dlatego, kiedy 21 sierpnia 2016 roku grupa pseudokibiców wracających z meczu w Olsztynie brała udział w bójce przed klubem Salome, w której zginął Dominik Koszowski, został poproszony o obejrzenie nagrań z monitoringu.
Rozpoznał kilku kiboli, innych wytypował. Katarzyna Hebda, obrończyni Dariusza N., dopytywała na czym polega różnica pomiędzy rozpoznaniem i wytypowaniem. Policjant wyjaśnił, że w przypadku rozpoznania od razu wiadomo o kogo chodzi. Z kolei typowanie to wskazanie konkretnej osoby np. na podstawie postury czy sposobu poruszania się. W przypadku Dariusza N. wątpliwości nie miał.
Rozpoznałem go na monitoringu
Kibole GKS-u konsekwentnie zeznają, że na meczu w Olsztynie Dariusza N. z nimi nie było. Nie mógł więc jechać pociągiem, z którego wyszli na dworzec, a potem na ul. 3 Maja.
- Czy ma pan wiedzę, czy był na meczu? - pytała adwokatka N. - Nie mam wiedzy czy był na meczu w Olsztynie, ale na pewno wychodził z tego pociągu, gdzie rozpoznałem go na monitoringu - odpowiedział Marcin R.

Prokurator Michał Binkiewicz pytał świadka, czy pseudokibice GKS-u zeznają na korzyść oskarżonego., bo się go obawiają. - Myślę, że nie obawiają się go, tylko pomagają mu uniknąć odpowiedzialności karnej.
Pytany przez adwokatkę oskarżonego, czy Dariusz N. mógł być na meczu w Olsztynie, mimo że miał zakaz stadionowy, policjant stwierdził, że to prawdopodobne. Mówił, że stowarzyszenie kibiców GKS-u samo chwaliło się na swojej stronie internetowej, że na meczu w Olsztynie była grupa kilkudziesięciu kiboli z zakazami stadionowymi.
Marcin R. zdradził też, że kiedy kibole jadą na mecz wyjazdowy, wyłączają telefony komórkowe nawet na dwa dni. Często nie wracają po meczu od razu do domów, tylko zatrzymują się np. w motelu i imprezują. Telefony wyłączają też, kiedy umawiają się na tzw. ustawki.
Policjant zeznał, że zauważył u Dariusza N. nowe tatuaże, których nie miał w czasie, kiedy był poszukiwany do sprawy zabójstwa Dominika Koszowskiego. Adwokatka oskarżonego zapytała, skąd wie o nowych tatuażach. - Widziałem go w październiku tego roku w ramach czynności operacyjnych - odpowiedział policjant.
Chodzi o wspomniane już porwanie Marka Kubaczki i zatrzymanie Dariusza N. w Czechach.
Przypomnijmy, według ustaleń prokuratury, 21 sierpnia 2016 roku przed klubem Salome na ul. 3 Maja w Katowicach doszło do bójki dwóch grup mężczyzn. Jedną stanowili kibole GKS-u Katowice wracający z meczu ze Stomilem Olsztyn. W drugiej był 19-letni Dominik Koszowski, były piłkarz drużyn młodzieżowych GKS-u oraz jego ojciec. Prokuratura przekonuje, że to Dariusz N. wyciągnął nóż i dwukrotnie pchnął nim w klatkę piersiową 19-latka. Mimo reanimacji, Dominik Koszowski zmarł. N. konsekwentnie nie przyznaje się do winy. Twierdzi, że nie było go na meczu w Olsztynie. Jego koledzy kibole potwierdzają jego wersję. Jednak policjanci, którzy w czasie, kiedy doszło do zabójstwa zajmowali się środowiskiem pseudokibiców GKS-u, są przekonani, że mężczyzną w kapeluszu i z bananem w ręce, który zadał śmiertelne ciosy, był Dariusz N.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Czyli wynika z tego, że niejaki Dariusz N. to zwykły tchórz, który nie potrafi wziąć odpowiedzialności za to, co zrobił. To obrzydliwe, żenujące, małostkowe i płytkie. Zresztą takie zbiry zawsze są silne w grupie - samotnie nie mają odwagi (czytaj: są tchórzami).
Czyli wynika z tego, że niejaki Dariusz N. to zwykły tchórz, który nie potrafi wziąć odpowiedzialności za to, co zrobił. To obrzydliwe, żenujące, małostkowe i płytkie. Zresztą takie zbiry zawsze są silne w grupie - samotnie nie mają odwagi (czytaj: są tchórzami).