Reklama

Kolejny kibol daje alibi Dariuszowi N., oskarżonemu o zamordowanie 19-letniego Dominika Koszowskiego

Kolejny pseudokibic dał alibi Dariuszowi N., który jest oskarżony o zamordowanie w sierpniu 2016 roku Dominika Koszowskiego. Na przesłuchanie został doprowadzony z aresztu, w którym przebywa od roku. Przy okazji stwierdził w sądzie, że kibice Górnika Zabrze i Ruchu Chorzów są do siebie nastawieni neutralnie. Jednocześnie wspomniał, że został kiedyś zaatakowany przez kibiców Ruchu, czego wynikiem były liczne rany kłute, cięte i tłuczone na głowie i kończynach.

Podczas dzisiejszej rozprawy jako pierwsza przesłuchiwana była fryzjerka Agnieszka W. Obecnie mieszka w Rzeszowie, więc jej przesłuchanie odbyło się z wykorzystaniem połączenia wideo. Nie wniosła wiele do sprawy. Stwierdziła jedynie, że kiedy zobaczyła w mediach społecznościowych komunikat policji zawierający zdjęcia mężczyzn, którzy brali udział w bójce, w czasie której zginął 19-letni Dominik Koszowski, rozpoznała Daniela D. Znała jego dziewczynę. Napisała do niej i zapytała, czy jej chłopak jest poszukiwany. Kiedy się upewniła, zadzwoniła na policję. Żadnego innego kibola nie znała i nie rozpoznała. Również Dariusza N., który jako jedyny z poszukiwanych mężczyzn uciekł wtedy z kraju. Reszta zgłosiła się na policję.

Dariusza N. nie rozpoznał też na nagraniach z dworcowego monitoringu Jarosław P. pseudonim "Lotek". To pseudokibic Górnika Zabrze, który od roku siedzi w areszcie śledczym. Na rozprawę został doprowadzony ze skutymi rękami i nogami.
Zeznał, że Dariusza N. poznał przed rokiem 2010. Stwierdził, że obaj handlowali klubowymi pamiątkami i robili wspólne interesy. Powiedział, że był na meczu Stomilu Olsztyn-GKS Katowice. Wspólnie z innymi kibicami pojechał na Warmię pociągiem. - Na pewno nie jechał z nami Dariusz N., bo w tamtym czasie był już wykluczony ze struktur kibicowskich, gdyż składał zeznania w prokuraturze i na policji. Wiem, że w ich wyniku pogrążył któregoś ze swoich kolegów - zeznawał Jarosław P. Mniej więcej to samo zeznają wszyscy kibole wzywani na świadków w sprawie zabójstwa 19-letniego Dominika. Dają w ten sposób alibi N.. Co więcej, żaden z nich nie rozpoznaje mężczyzny w kapeluszu i z bananem w ręce, z którym byli na meczu w Olsztynie.

Reklama

Co ciekawe, Jarosław P. dopiero dzisiaj mówił o rzekomym wykluczeniu Dariusza N. ze struktur kibicowskich z powodu współpracy z prokuraturą. Kiedy jednak składał zeznania niedługo po zamordowaniu Dominika, o niczym takim nie wspominał. Owszem, zeznał, że N. na meczu nie było, ale nie powiedział z jakiego powodu.

Dzisiaj powiedział, że gdyby N. zjawił się wtedy na stadionie, "zostałby przegoniony".

Na nagraniach rozpoznał za to kilku kiboli Górnika i GKS-u, którzy na meczu byli. M.in. Tomasza W., Patryka K., Marka Z ps. Zator., Daniela D. ps. Romek, Bartłomieja G., Krystiana K., Huberta K., Dawida D., Adama K., a także kilku innych, których nazwisk jednak nie pamiętał.

Reklama

Sędzia Józef Chowaniec dopytywał, czy świadek kiedykolwiek został pobity. "Lotek" nie odpowiedział wprost, ale zeznał, że miał pewne nieprzyjemne zdarzenie, którego jednak nie pamięta, bo stracił przytomność. Doznał w tym zdarzeniu licznych ran kłutych, ciętych i tłuczonych. Wspomniał jednak, że sprawcami byli kibole Ruchu Chorzów. Przy okazji dodał, że pseudokibice Górnika i Ruchu są w stosunku do siebie neutralni, co jednak jest nieprawdą. Obie te grupy kiboli się nienawidzą. To kibole Ruchu zabili Dariusza P., jednego z przywódców pseudokibiców Górnika.

W poniedziałek zeznawał też Dariusz C. ps. Murzyn. To jeden z przywódców kiboli GKS Katowice. On też stwierdził, że Dariusza N. na meczu w Olsztynie nie było. Powtórzył, podobnie jak inni pseudokibice, że w tamtym czasie N. był wykluczony z ich struktur za składanie zeznań w prokuraturze.

Reklama

Podczas dzisiejsze rozprawy zeznawali również dwaj policjanci. Jeden w czynnej służbie, a drugi emerytowany. Byli przesłuchiwani, bo w 2005 roku pojechali na interwencję na os. Witosa, w  czasie której grupa kilku mężczyzn dewastowała klatkę schodową bloku przy ul, Sławka 24. Kiedy chcieli ich zatrzymać, zostali zaatakowani. W tej grupie był też Dariusz N., który według policjantów, miał ich szarpać i odpychać.

Sąd nie okazał im jednak żadnych zdjęć Dariusza N. z takiego okresu, co mogłoby być przydatne w ustaleniu, czy np. rozpoznają go na nagraniach z 2016 roku.

Reklama

Do zabójstwa Dominika Koszowskiego doszło nad ranem 21 sierpnia 2016. Zdaniem prokuratury, w czasie bojki przed klubem Salome, to Dariusz N. zadał 19-latkowi śmiertelne ciosy nożem. Ranił też jego ojca. N. uciekł z kraju i ukrywał się w kilku krajach. Ponad rok po zabójstwie, w październiku 2017 roku, został zatrzymany przez hiszpańską policję w Katalonii podczas załadunku narkotyków schowanych w puszkach z pomidorami.

W styczniu 2018 roku Dariusz N. został przewieziony do Polski, a nieco ponad rok później ruszył jego pierwszy proces, w którym został skazany na 25 lat więzienia. Jednak sąd drugiej instancji uchylił ten wyrok i sprawa od kilku lat toczy się od nowa.

Reklama

Pseudokibic GKS-u od początku nie przyznawał się do winy i twierdził, że gdy doszło do zabójstwa, nie było go na dworcu PKP, ani na meczu Stomil Olsztyn-GKS Katowice, który odbywał się tego dnia.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 14/04/2025 22:01
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo katowice24.info




Reklama
Najnowsze wiadomości