Były 3 wybuchy. Jeden większy i dwa mniejsze. Ogień pojawił się zaraz po nich. Płomienie od razu miały około 2-3 metrów, a zanim przyjechała straż pożarna urosły do około 6 metrów. - Jak mówiła siostra Jacka, to oni się ze sobą żegnali w środku. Oni nawet nie wiedzieli gdzie są - mówi Michał, pracownik sąsiedniego warsztatu samochodowego. Pożar wybuchł około godziny 16 we wtorek. Strażacy pojawili się przy ul. Armii Krajowej 8 minut później i dość szybko ugasili pożar. W trakcie akcji z płonącego pożaru wyszły o własnych siłach dwie osoby. Byli to właściciel warsztatu Jacek i Szymon, jego współpracownik. Kiedy doszło do wybuchu, najprawdopodobniej spawali jeden z samochodów. - Znam tego kolegę, bo mamy podobne pasje. To jest pasjonat starych samochodów, klasycznych. Jest znany w Polsce w środowisku koneserów przede wszystkim Forda Capri oraz w środowisku motocyklowym - opowiada właściciel warsztatu przy. ul. Armii Krajowej. Mówi, że zaglądał do Jacka kiedy pracował nad jakimś ciekawym autem.
Zobacz zdjęcia:
Teraz w spalonym budynku warsztatu i na podwórku stoją wraki kilku samochodów oraz motocykli. Z jednego z nich niewiele zostało. To prawdopodobnie Ford Taurus, nad którym ostatnio pracował Jacek. Jak mówi jego sąsiad, Adrian, siła wybuchu wyrzuciła samochód w powietrze. W okolicy krążą plotki na temat pożaru. - Różne wersje teraz chodzą, że ktoś mu to podpalił. Tak gadają ludzie. Tu nic się nie stało, to był przykry wypadek. Pracowali, doszło do złamania BHP i tyle - mówi Adrian. Rodzina Jacka nie chce wypowiadać się na temat pożaru. - Właściciel jest w szpitalu, a ja nie udzielam żadnych informacji - mówi ojciec. Relację świadków potwierdzają przypuszczenia policji. Najprawdopodobniej pożar wybuchł z powodu zapalenia się oparów gazu podczas spawania. - Na razie sprawę prowadzą policjanci z "czwórki". Materiały trafiły już do prokuratury. Został też powołany biegły z zakresu pożarnictwa - mówi kom. Aneta Orman, oficer prasowy katowickiej policji.
Jacek i Szymon zostali wczoraj przewiezieni do Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich. Jak mówią świadkowie, pierwszy ma poparzone ręce i twarz, a drugi lżejsze poparzenia. Cały czas są pod popieką lekarzy, którzy ich stan określają jako stabilny.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze