Już po kilkudziesięciu minutach przyszła z urzędu miasta informacja prasowa pt. "Katowice Polską Stolicą Kultury 2027!". Co ważne, z wykrzyknikiem, a to znaczy, że sukces. Nieważne, że nikt o taki tytuł nie walczył, a został on naprędce wymyślony podczas ogłaszania Lublina Europejską Stolicą Kultury 2029. Nieważne, że Katowice walczyły o tytuł europejskiej, a nie polskiej stolicy kultury. Wreszcie, nieważne, że miasto dostanie tylko milion złotych z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, a miało dostać ponad 65 mln zł.
Ważne, że jest jest jakiś tytuł. To mniej więcej tak jak w słynnym "Misiu" Stanisława Barei, kiedy prezes klubu "Tęcza" przynosi puchar dla wnuka byłego wiceministra.
- Właśnie, nie bardzo wiedziałem co uprawia, więc taki napis jest może nie taki bardzo...
- Nic nie uprawia, chodzi właśnie o zachętę. A co napisałeś?
- Napisałem, tam, Markowi Złotnickiemu za zajecie pierwszego miejsca.
Katowice wprawdzie pierwszego miejsca nie zajęły, ale zostały Polską Stolicą Kultury 2027. Na zachętę, a właściwie, na pocieszenie.
Kiedy wpis o sukcesie, jakim było nieprzyznanie Katowicom tytułu ESK, pojawił się na profilu prezydenta Marcina Krupy na Facebooku, gratulacjom nie było końca. Warto dodać, że praktycznie tylko ze strony radnych Forum Samorządowego i Marcin Krupa, ale to mało znaczący szczegół.
Chociaż nie, to bardzo istotny szczegół. Cytat z wspomnianej już informacji prasowej: Dwa lata starań zaktywizowały mieszkanki i mieszkańców całej GZM na niespotykaną dotąd skalę.
Tak się składa, że to nieprawda. W całym tym staraniu o ESK 2029 na pierwszy plan wysuwa się właśnie to, że praktycznie nikogo, poza wąską grupą osób bezpośrednio zaangażowanych w tworzenie aplikacji, nie interesował ten konkurs. To zasadnicza i najważniejsza różnica pomiędzy staraniami z 2011 roku (o ESK 2016), a tymi obecnymi.
Wtedy były to akcja oddolna, która wymusiła na ówczesnym prezydencie Piotrze Uszoku, wzięcie udziału w konkursie. Teraz odwrotnie, była to inicjatywa polityków, która mało kogo interesowała.
Jestem przekonany, że gdyby zapytać setki przechodniów co to za flagi z hasłem PLAY wiszą na al. Korfantego (powieszone tylko na przyjazd komisji), to odpowiedzieliby, że to pewnie kampania reklamowa operatora telefonii komórkowej. Mieszkańcy w ogóle nie utożsamiali się z tym konkursem, bo też nic albo prawie nic o nim nie wiedzieli. Dlatego nie trzeba im teraz wmawiać, że mamy wielki sukces w postaci wymyślnego wczoraj tytułu Polskiej Stolicy Kultury 2027.
Nie było oczekiwań, nie ma rozczarowania. Nie trzeba więc nikomu wmawiać, że mamy jakiś sukces. W 2011 na ul. Mariackiej na werdykt komisji w sprawie ESK 2016 czekały tłum. Wczoraj na Dworcowej było może 40-50 osób.

Warto docenić zaangażowanie i pomysły osób, które współtworzyły aplikację do ESK 2029. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zrealizować przynajmniej część z wydarzeń, które zostały uwzględnione w tej aplikacji. Natomiast warto sobie odpowiedzieć jakie są nasze priorytety i w jakim miejscu jesteśmy. Chcemy być europejską stolicą wszystkiego (nauki, kultury, zieleni), miastem wielkich wydarzeń itd., a z drugiej strony miejska biblioteka co roku musi żebrać w Budżecie Obywatelskim o jakiekolwiek pieniądze na nowe książki, a domy kultury o pieniądze na ciekawe zajęcia. Znajmy umiar. Może najpierw praca u podstaw w dzielnicach, a potem europejska gigantomania.
Grzegorz Żądło
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Lepiej sie tego nie dało ująć. Przykra rzeczywistość.
Pan redaktor sie myli. Katowice to jeden wielki sukces a najwieksze umysly tego miasta to dr Krupa i jego przydupasy z mlynskiej
Świetnie podsumowano całą sprawę w ostatnim akapicie. Kwintesencja miasta Katowice - tu wszystko musi być jak od wielkiego dzwonu, a szara codzienność to zaniedbany transport publiczny, priorytet dla inwestycji drogowych, priorytet na skrzyżowaniach dla aut, uczelnie zaniedbane i w ogóle nie zachęcające do studiowania ludzi spoza województwa, nowoczesny PSZOK na terenie kampusu uniwersyteckiego, kwartał PWG, który wygląda jak po przejściu wojsk radzieckich w 1945, a mógłby stanowić wyjątkową dzielnicę akademicką, brudne deptaki z kruszącą się nawierzchnią i zaparkowanymi samochodami "na chwilę", notorycznie wystawione śmietniki na ulicach, cudowne guziki na przejściach dla pieszych, żeby znali swoje miejsce w szeregu i łaskawie prosili o możliwość przejścia na drugą stronę ulicy, biblioteki żebrające o pieniądze na książki w BO, szkoły żebrające o pieniądze na remont toalet w BO, wszechobecna reklamoza, z którą władze miasta nie zamierzają nic zrobić (a jedynie pozorują jakieś prace nad uchwałą), chaotyczne prace nad miejscami parkingowymi, wywalanie pieniędzy na parkingowy paczkomat i wreszcie wywalenie kilkuset milionów na GKS i stadion dla niego, pomimo tych wszystkich zaniedbań wcześniej wspomnianych. Po latach, jak już będziemy miastem samotnych seniorów, historycy będą łapali się za głowę, jak mogliśmy na to pozwolić.
Lepiej sie tego nie dało ująć. Przykra rzeczywistość.
Pan redaktor sie myli. Katowice to jeden wielki sukces a najwieksze umysly tego miasta to dr Krupa i jego przydupasy z mlynskiej
Świetnie podsumowano całą sprawę w ostatnim akapicie. Kwintesencja miasta Katowice - tu wszystko musi być jak od wielkiego dzwonu, a szara codzienność to zaniedbany transport publiczny, priorytet dla inwestycji drogowych, priorytet na skrzyżowaniach dla aut, uczelnie zaniedbane i w ogóle nie zachęcające do studiowania ludzi spoza województwa, nowoczesny PSZOK na terenie kampusu uniwersyteckiego, kwartał PWG, który wygląda jak po przejściu wojsk radzieckich w 1945, a mógłby stanowić wyjątkową dzielnicę akademicką, brudne deptaki z kruszącą się nawierzchnią i zaparkowanymi samochodami "na chwilę", notorycznie wystawione śmietniki na ulicach, cudowne guziki na przejściach dla pieszych, żeby znali swoje miejsce w szeregu i łaskawie prosili o możliwość przejścia na drugą stronę ulicy, biblioteki żebrające o pieniądze na książki w BO, szkoły żebrające o pieniądze na remont toalet w BO, wszechobecna reklamoza, z którą władze miasta nie zamierzają nic zrobić (a jedynie pozorują jakieś prace nad uchwałą), chaotyczne prace nad miejscami parkingowymi, wywalanie pieniędzy na parkingowy paczkomat i wreszcie wywalenie kilkuset milionów na GKS i stadion dla niego, pomimo tych wszystkich zaniedbań wcześniej wspomnianych. Po latach, jak już będziemy miastem samotnych seniorów, historycy będą łapali się za głowę, jak mogliśmy na to pozwolić.