Nauczyciele mówią, że chcą wrócić do szkoły. Jednak nie do tej, która nie szanuje ich oraz uczniów. Jak twierdzą, zbliżające się święta i gra na czas rządu nie powstrzymają ich od walki. - Jest wręcz odwrotnie. Ignorancja rządu, ignorancja państwa powoduje w nas jeszcze większą złość. Rodzice na początku liczyli, że 2-3 dni nie będzie szkoły. W tej chwili wspierają nas chyba jeszcze bardziej, widząc to, jak rząd nas olewa - mówi Izabela Bubalik, wicedyrektorka Szkoły Podstawowej Specjalnej nr 2 w Bytomiu i dodaje, że w tej konkretnej placówce rodzice niepełnosprawnych dzieci pamiętają jeszcze zeszłoroczny protest w Sejmie, który zakończył się porażką. Przed Teatr Śląski przyszli m.in. uczniowie z liceum "Mickiewicza". Uważają, że nauczyciele muszą być lepiej traktowani, a maturzyści wcale nie zostali przez nich pozostawieni bez wsparcia. - Sytuację całą znamy i maturzyści mają wszystko zapewnione - mówi Wojtek Ćwikowski, uczeń drugiej klasy III LO im. Mickiewicza w Katowicach.
Nauczyciele chcą podwyżki, ale nie tylko. - Pracuję od 81. roku, od stanu wojennego praktycznie. Jeszcze takiej sytuacji w szkolnictwie nie było, nawet za komuny. Sytuacja zmienia się na niekorzyść uczniów - mówi Emilia Kalińska, nauczycielka ze szkoły podstawowej w Szopienicach. To nauczycielom zarzuca się, że uczniowie są zakładnikami ogólnopolskiego strajku. - Rząd wie, co robi. Bierze ten strajk na przetrzymanie, nie chce z nami rozmawiać. Jesteśmy ludźmi, ja akurat patrzę z perspektywy przedszkola. Mamy małe dzieci, 7-latka z sąsiadką można zostawić, a 3-latka już nie. Nie da się ukryć, że powoli opada entuzjazm i siła, ale wierzę w to, że nie opadnie do końca. Apeluję do wszystkich osób w tym kraju, żeby strajk nie wygasł w waszych głowach - mówi Sylwia z Miejskiego Przedszkola nr 12 w Katowicach.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze