Reklama

Po 36 latach z centrum Katowic znika sklep papierniczy "Pelikan"

Zaopatrywały się w nim dziesiątki roczników studentów Akademii Muzycznej, uczniów okolicznych szkół, kolekcjonerzy wiecznych piór i setki osób, które chciały kupić długopis, kredki, zeszyty czy inne artykuły papiernicze. Po 36 latach działalności zamyka się sklep "Pelikan". Przy ul. Francuskiej 18 będzie działał tylko do końca maja.

Najpierw mieścił się po drugiej stronie ulicy, pod adresem ul. Francuska 17. Potem przeniósł się na stronę parzystą i funkcjonował pod nr 18. Zawsze jednak nazywał się "Pelikan". Nazwa wzięła się od niemieckiej firmy produkującej wysokiej jakości pióra, długopisy i artykuły papiernicze. 

- Na początku najwięcej było asortymentu Pelikana. To stara niemiecka firma, która działa do dzisiaj. Dobre wieczne pióro to dla mężczyzny rodzaj biżuterii. To są naprawdę rzeczy wieczne. Ja mam takie pióro już 32 lata - mówi Adam Zwardoń, pracownik sklepu, który od trzech lat pomaga właścicielowi sklepu.

Reklama

Właśnie m.in. wieczne pióra były przez lata wyróżnikiem sklepu i przyciągały do niego tych, dla których ważne jest nie tylko co, ale też czym się pisze. 

W "Pelikanie" można było znaleźć pióra ze średniej i wyższej półki. - Mało kto by się odważył kupić pióro za kilkaset czy nawet kilka tysięcy złotych i zdać się tylko na wygląd w internecie, bez możliwości wcześniejszego dotknięcia go, zobaczenia jak się nim pisze. W tym sklepie można było zawsze wziąć, namoczyć, wypróbować i przemyśleć zakup - mówi pracownik "Pelikana"

Reklama

Z czasem właściciel rozszerzał asortyment i wprowadzał do sprzedaży kolejne produkty i usługi. Korzystali z nich przede wszystkim studenci pobliskiej Akademii Muzycznej, którzy przychodzili np. drukować nuty. - Oni są trochę zrozpaczeni, bo dzisiaj studenci głównie drukują nuty, a nie kupują. Poza tym u nas można też oprawić pracę dyplomową - mówi Zwardoń.

Przez te 36 lat działalności sklepu wiele się zmieniło. Pojawiły się sklepy internetowe, a klienci większą wagę zaczęli przykładać do cen. Dobrze było to widać np. pod koniec wakacji. - Od kilku lat nie odczuwaliśmy już zwiększonego ruchu w tzw. sezonie szkolnym. Trudno się dziwić, skoro markety przy zakupie trzech zeszytów kolejne trzy dorzucają gratis. Nie wszyscy dostrzegają, że te gratisy to jest papier 60 czy 70 gr/m kw. Jak się na takiej kartce coś napisze, to przebija na drugą stronę. Kolejny przykład to kredki, które kosztują kilka złotych, ale za to trudno je zatemperować, bo cały czas się łamią. U nas kredki kosztują kilkanaście czy kilkadziesiąt złotych, ale od początku do końca rysują i się nie łamią - tłumaczy Grzegorz Patej, właściciel sklepu.

Reklama

Jednak to nie przyczyny ekonomiczne spowodowały zamknięcie sklepu. Sprawa jest bardzie prozaiczna. - - Może tego po nas nie widać, ale powoli dobijamy do 70-tki. Mnie brakuje 10 miesięcy, a Grzegorzowi 3 lat. Trzeba w końcu kiedyś odpocząć, zwłaszcza że prowadzenie takiego sklepu to nie jest praca od 7 do 15 - tłumaczy Adam Zwardoń. Dodaje, wprawdzie głównym powodem zamknięcia sklepu jest przejście na emeryturę, to jednak nie sposób nie zwrócić uwagi na otoczenie, w którym prowadzi się biznes w Katowicach. - Miasto też nam nie pomaga, nie pomaga takim małym podmiotom. Mieliśmy kopertę parkingową dla klientów. Chyba dwa lata temu miasto dwukrotnie podniosło cenę za nią. Zapłaciliśmy, a po tygodniu przyszedł inny pracownik i wstawił znak zakazu. Koperta została zlikwidowana. Uznaliśmy to za wyłudzenie pieniędzy. Potem jednak oddali nam pieniądze, ale miejsca dla klientów już nie odzyskaliśmy.

Reklama

Sklep musi się wyprowadzić z budynku przy ul. Francuskiej 18 do końca maja. Mniej więcej do końca tego tygodnia będzie trwała wyprzedaż asortymentu. 

W ostatnich dniach do sklepu przychodzi więc grupa stałych klientów. - Jedna pani to nawet płacze. Jest emerytką, kiedyś pracowała na Akademii Muzycznej i mówi, że to jest niemożliwe, że "Pelikana" już nie będzie. Niektórzy przyjeżdżają do nas z Mysłowic, Sosnowca czy Chorzowa i robią zakupy na zapas. Mówią, że tam już takich sklepów nie ma. Mamy też takie klientki, które pochodzą pożegnać się z "Puszkiem", który od lat towarzyszył nam w sklepie - mówi Adam Zwardoń.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 11/05/2026 11:44
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Jan - niezalogowany 2026-05-11 12:15:54

    Na całym świecie wspiera się przedsiębiorczość, bo to koło zamachowe gospodarki. To także składki, podatki i miejsca pracy. W Polsce natomiast faworyzuje się duże podmioty, co prowadzi do koncentracji rynku i przejmowania drobnych przedsiębiorstw. Nie ma już prawie niezależnych aptek, weterynarzy czy szewców, dominują sieci, które dumpingiem wypierają konkurencję, a następnie, dzięki monopolizacji dyktują ceny. Konsument o mentalności z bloku wschodniego wysyła do sejmu nauczycieli, pediatrów i prawników, wierząc, że czyni dobrze. Pediatra jako minister sił zbrojnych czy historyk jako premier wiele mówią o narodzie. Nadzieja pozostaje jedynie w młodych, mimo starzejącego się społeczeństwa i ujemnego przyrostu naturalnego, które blokują konieczne zmiany.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Stefek albo Wandzia - niezalogowany 2026-05-12 08:47:31

    Czyli premier ma być z zawodu premierem?

    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    PKN - niezalogowany 2026-05-11 16:51:57

    tu jest jeden sklep do likwidacji, a przecież nasi intelektualiści z Młyńskiej powięcili całą handlową ulicę przebudowując dworzec na sklep i zabijając tym handel

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo katowice24.info




Reklama
Najnowsze wiadomości