Zaświadczenia, decyzje administracyjne i ograniczona liczba posiłków. Nowa polityka Katowic wobec osób bezdomnych budzi kontrowersje. Konkurs na prowadzenie jadłodajni został rozstrzygnięty i rodzi pytania o to, komu naprawdę mają służyć zmiany.
Niedawno miasto zapowiedziało zmiany we wsparciu osób potrzebujących. Jak mówił podczas konferencji prasowej prezydent Marcin Krupa, zmiana w polityce społecznej jest konieczna, ponieważ Katowice nie chcę finansować posiłków dla osób spoza miasta.
Poniżej cytaty, które obrazują podejście władz do tego problemu.
Chcemy to zjawisko, czyli turystyki bezdomności, przemieszczania się tam, gdzie jest lepiej i wygodniej, w znacznym stopniu ograniczyć.
Zauważyliśmy, że osoby bezdomne często wybierają miejsca, w których chcą skorzystać z posiłku, na podstawie jadłospisu. Nie taka jest rola tego posiłku. Tą rolą jest wzmocnienie takiej osoby, sprawienie, żeby nie była głodna przez cały dzień i żeby tych posiłków wystarczyło dla wszystkich potrzebujących.
Reklama
To wypowiedzi Marcina Krupy, który tym samym zaznaczył, że niebawem zajdą duże zmiany. Tak też się stało i właśnie zakończony konkurs na prowadzenie jadłodajni w 2026 roku miał inne warunki niż w poprzednich latach. W Katowicach działają dwie jadłodajnie, których działalność dofinansowuje miasto. Jedna znajduje się przy ul. Jagiellońskiej i prowadzi ją Górnośląskie Towarzystwo Charytatywne, a drugą zajmuje się Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta przy ul. Brackiej w Załężu.
Do tej pory miasto dokładało się do wydania posiłków dla około 230 osób dziennie. Ograniczenie tej liczby tylko do mieszkańców Katowic, według szacunków urzędników, ma zmniejszyć liczbę posiłków do 150. To nie tak, że nagle osób potrzebujących będzie mniej. Mają one być weryfikowane. Zaświadczenia uprawniające do otrzymania posiłku w jadłodajniach będą miały tylko osoby, które posiadać będą decyzję administracyjną świadczącą o tym, że są z Katowic.
Ta decyzja miasta wywołała bardzo dużo negatywnych komentarzy. Wiele osób zwraca uwagę na to, że miasto powinno pomagać niezależnie od tego, skąd przychodzi potrzebujący i te zaświadczenia nie rozwiążą problemu, jak nazwał to prezydent Katowic, turystyki bezdomności.
Najbardziej popularną i wydającą najwięcej posiłków jest jadłodajnia przy ul. Jagiellońskiej. Prowadzi ją od 30 lat Górnośląskie Towarzystwo Charytatywne. Roczne miejskie dofinansowanie do działalności jadłodajni wynosiło w poprzednich latach 250-270 tys. złotych. W 2026 roku kwota będzie podobna.
Zmniejszona w konkursie liczba posiłków, wbrew pozorom, nie poskutkowała zmniejszeniem dofinansowania na posiłki dla potrzebujących. Ostatecznie kwota wsparcia miejskiego pozostaje bez zmian. To dlatego, że jednocześnie miasto zwiększyło „wkład do kotła”, czyli stawkę za każdy wydany posiłek. Wcześniej na jeden posiłek wychodziło 3,5 zł, a teraz będzie to 5 zł. Nie jest to jednak całkowity koszt przygotowania posiłku, ponieważ nie tylko produkty wkładane do garnka generują koszty.
- Gdyby podmiotowi zewnętrznemu zlecić codzienne wydawanie 100 posiłków przez 365 dni w roku, to skala tego zadania oznaczałaby koszty rzędu 800 tysięcy nawet do 1 mln zł. Trzeba mieć kucharzy, w pełni wyposażone zaplecze, sieć dostawców. Organizacja pozarządowa robi to w dużej mierze dzięki wolontariatowi, zaangażowaniu i doświadczeniu ludzi dobrej woli i gronu darczyńców. Cały projekt kosztuje nas około pół miliona złotych rocznie, a miasto w przyszłym roku współfinansować będzie go w wysokości 224,7 tys. zł - mówi Dawid Brehmer z Górnośląskiego Towarzystwa Charytatywnego.
To oznacza, że szacunkowo usługa prowadzenia jadłodajni kosztuje ponad dwa razy więcej niż wynosi miejskie wsparcie. Teraz GTCh, wbrew woli organizacji, będzie wydawać mniej posiłków dziennie i dostanie mniej pieniędzy. GTCh ma wydawać osobom z Katowic 100 szt, a 50 szt. będą dostawać u „Brata Alberta” (choć w Załężu posiłki są wydawane w 5 dni w tygodniu, a na Jagiellońskiej codziennie).
Problemem okazało się zebranie zaświadczeń od 100 osób z Katowic, które mają otrzymywać posiłki. Jednak nie dlatego, że tych osób jest mniej. Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej, pracownicy MOPS byli kilka razy w jadłodajni przy ul. Jagiellońskiej w trakcie wydawania jedzenia w GTCh i przeprowadzali pogłębione wywiady z potrzebującymi, żeby sprawdzić, czy faktycznie mają możliwości otrzymywania posiłków.
Na razie nie udało się zebrać 100 osób, które będą mogły korzystać z jadłodajni. - Wywiad jest bardzo czasochłonny i trudny. Jeden trwa od 20 do 30 minut, więc nie da się w szybkim czasie zebrać 100 osób - mówi jeden z pracowników MOPS. Osoby bezdomne są wyłapywane na miejscu, przy jedzeniu, ale do tego dochodzą jeszcze mieszkający w Katowicach, którzy są skrajnie ubodzy. Te osoby mają umawiać się z pracownikami MOPS-u w miejscu zamieszkania. - Skuteczność takich wizyt jest bardzo niska - komentuje pracownik. Poza tym potrzebujący niechętnie biorą udział w tej weryfikacji. Wiele z nich ma za sobą trudne doświadczenia. Na przykład eksmisję, przemoc domową, komornika i MOPS kojarzy im negatywnie. Nie z pomocą, tylko z kontrolą.
Posiłki dla posiadających decyzję administracyjną wydawaną przez MOPS miały zacząć być wydawane od 1 stycznia 2026. Wiadomo już, że tak nie będzie. Między innymi dlatego, że MOPS za późno, bo dopiero na początku grudnia, zabrał się za zbieranie informacji o potrzebujących. Górnośląskie Towarzystwo Charytatywne jest na to przygotowane. Jak zapowiada Brehmer, nie zostawią nikogo bez pomocy. Organizacja wykorzysta zapis konkursowy mówiący o tym, że jadłodajnia może wydawać posiłek przez trzy dni bez skierowania.
Zdaniem prowadzącego jadłodajnię, łatwiej byłoby zebrać 100 osób z zaświadczeniami, gdyby faktycznie powstała nowa jadłodajnia. Jednak po proteście mieszkańców Załęża miasto wycofało się z planów budowy takiego miejsca. - Jeżeli powstałaby nowoczesna placówka, to problem ze skierowaniami byłby z pewnością mniej kłopotliwy. Gdybyśmy przenieśli się do miejsca o wysokim standardzie, jakim miała być nowa jadłodajnia, to łatwiej byłoby rozmawiać z tymi osobami. Łatwiej byłoby ich przekonać, że to jest nowe otwarcie - mówi Dawid Brehmer.
Dodaje, że liczba osób z zaświadczeniami też będzie się zmieniać. Raz będzie ich mniej, a raz więcej. Z jednej strony ktoś może wyjść na prostą i już nie potrzebować pomocy albo po prostu wyjechać, z drugiej - ktoś wyjdzie z więzienia i będzie chciał otrzymać wsparcie. Jednak na to miasto nie przygotowało się w rozstrzygniętym właśnie konkursie.
Trudno wyobrazić sobie, że ograniczenie liczby posiłków i twarde wymogi przy ich wydawaniu rozwiążą problem. Po pierwsze, organizacje wydają jedzenie poza pulą dofinansowaną przez miasto. Po drugie, działają organizacje, które w ogóle z miejskiego dofinansowania nie korzystają. Po trzecie, bezdomni i tak na ulicach będą widoczni. Zdaniem Dawida Brehmera, być może bardziej niż bez tych ograniczeń.
- Będą bardziej zdesperowani, być może bardziej natarczywi. Ci, którzy nie podejmowali się żebractwa, a jest ich wielu, będą mieli jeszcze trudniej. To problem każdego dużego miasta – Katowic, Krakowa, Warszawy, Berlina. Nikt nie przyjeżdża do Katowic „po zupę”. Przyjeżdżają, bo to duże miasto, gdzie łatwiej przetrwać. Ten ciepły posiłek to tylko jeden z elementów codziennej walki o przetrwanie - mówi Brehmer.
Górnośląskie Towarzystwo Charytatywne poczuło się odsunięte od tematu pomocy potrzebującym po tym, jak upadł pomysł budowy jadłodajni w Załężu. Organizacja nie ukrywa rozczarowania podejściem władz Katowic do ważnego problemu społecznego.
- Nowa polityka została wprowadzona bardzo szybko, bez szerszych konsultacji społecznych. Jeśli chcemy realnie pomagać osobom bezdomnym, powinniśmy pozostawać w stałym kontakcie i wprowadzać zmiany w sposób długofalowego planowania, z myślą o dobru tych ludzi, a nie po to, by odciąć się od domniemanej „fali napływowej” osób z zewnątrz - uważa Brehmer
Dodaje, że sposób komunikowania i tempo zmian sugerują, że obecność osób bezdomnych w przestrzeni miasta staje się coraz mniej pożądana. - Na pierwszy plan wysuwa się aspekt wizerunkowy, zamiast konsekwentnego skupienia się na realnym dobru osób znajdujących się w najtrudniejszej sytuacji życiowej - mówi.
Górnośląskie Towarzystwo Charytatywne deklaruje, że będzie dalej wspierać potrzebujących. Można będzie tu zjeść również w Święta Bożego Narodzenia. W Wigilię o godz. 12.00, a w kolejne dwa dni świąteczne o godz. 16.00.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Raczej Dietmar a nie Dawid. Skandaliczne decyzje Krupy. Cdn
Ale 2 mln na premie dla kopaczy to były.
Zza szyb Audi A8 biedy nie widać
Panie Marcinie jak wrażenia z jazdy w Auuudii ?
krupniok kiedy CBA u ciebie zawita?
Nur fur Krupiorze beda posilki wydawane a to i tak niewiele zmieni. Bo jak ktos ma deficyty we lbie i zabiera sie za cos od d.. strony to tak sie konczy. Moze tak w koncu zatrudnic porzadnych ochraniarzy, a nie takich z grupa inwalidzka, co zrobia porzadek w podziemnym dworcu autobusowym? Decyzje tego soltysa wolaja o pomste do nieba, jak to mozliwe ze ten czlowiek rzadzi kolejna kadencje i jest uwazany ze mesjasza?
Brawo władze Katowic. Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek pochwalę decyzję prezydenta Krupy, a tu takie miłe zaskoczenie. Koniec wspierania alkoholowej patologii, która wystaje przed Netto w Załężu, na Placu Kaczyńskich, w Szopienicach itd., a później upita i omamiona alkoholem i jego pochodnymi śpi na koszt podatników w Izbie Wytrzeźwień przy ulicy Macieja. Nie raz i nie sto słyszałem od niechcących się chwycić żadnej pracy bezdomnych alkoholików, że przyjeżdżają do Katowic, bo tutaj jest pomoc, można coś dostać i wyżebrać, a później to co się uzbiera przeznaczyć na berbeluchę, paliwo lotnicze, dentkę i inny syf. Bezbronnemu dziecku, matce z dzieckiem, choremu i starszemu zawsze pomogę, ale nie alkoholowej patologii, która zrobiła sobie z Katowic dojną krowę. Co do trudności MOPSu z zebraniem zaświadczeń, w moim mniemaniu należy to traktować jako chwilowy problem, który niebawem zostanie rozwiązany.
Raczej Dietmar a nie Dawid. Skandaliczne decyzje Krupy. Cdn
Ale 2 mln na premie dla kopaczy to były.
Zza szyb Audi A8 biedy nie widać