Dwa wozy straży pożarnej dojechały na plac Kwiatowy o godz. 11.32. Zanim strażacy dojechali do Urzędu Miasta z budynku przy Rynku 1 wyszło około 300 osób. Pracownicy i petenci ewakuowali się po tym, jak w urzędzie zadziałał monitoring pożarowy. Straż pożarna stwierdziła na miejscu spore zadymienie. Powodem było zwarcie w instalacji elektrycznej modułu klimatyzacji. Został on ugaszony przy użyciu jednej gaśnicy ręcznej. Nikomu nic się nie stało.
Po tym zdarzeniu katowicki urząd został zamknięty.
„Uprzejmie informujemy, że Biuro Obsługi Mieszkańców przy Rynku 1 jest dziś nieczynne z powodu skutków opanowanego już zagrożenia pożarowego. Zapraszamy do skorzystania z naszych usług ponownie od 2 stycznia i dziękujemy za zrozumienie!” - napisano na oficjalnym profilu Katowic na Facebooku.
Interwencja straży pożarnej zakończyła się o godz. 12.26.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Tak? To co to znaczy "Zapraszamy do skorzystania z naszych usług ponownie od 2 stycznia"?! Nieobsługiwanie mieszkańców przez pracowników biura obsługi mieszkańców to jest ich normalna praca?
Wszyscy pracownicy pracowali do końca dnia normalnie - wyłączono z użytku tylko Biuro Obsługi Mieszkańca, czyli parter i I piętro.
Co tak późno? Trzeba było to zwarcie zrobić rano zaraz po kawie i wtedy mieć fajrant. "Dziękujemy za zrozumienie" - no pewnie, każdy chciałby wziąć kasę za całą dniówkę nie wracając do pracy, konsekwencje przerzucając na petentów.
Tak? To co to znaczy "Zapraszamy do skorzystania z naszych usług ponownie od 2 stycznia"?! Nieobsługiwanie mieszkańców przez pracowników biura obsługi mieszkańców to jest ich normalna praca?
Wszyscy pracownicy pracowali do końca dnia normalnie - wyłączono z użytku tylko Biuro Obsługi Mieszkańca, czyli parter i I piętro.
Co tak późno? Trzeba było to zwarcie zrobić rano zaraz po kawie i wtedy mieć fajrant. "Dziękujemy za zrozumienie" - no pewnie, każdy chciałby wziąć kasę za całą dniówkę nie wracając do pracy, konsekwencje przerzucając na petentów.