Samorządowcy, w tym prezydent Katowic, chcą zniesienia dwukadencyjności prezydentów, burmistrzów i wójtów. Trudno im się dziwić, że tak zaciekle bronią swoich interesów [KOMENTARZ]

Czy dwukadencyjność prezydentów, burmistrzów i wójtów uzdrowi polski samorząd? Zapewne nie, ale jej zniesienie na pewno chorobę pogłębi. Katowice są idealnym przykładem, jak lokalne układy na kilkadziesiąt lat mogą zablokować zmianę władzy.

W środę w Sejmie odbyło się publiczne wysłuchanie na temat zniesienia dwukadencyjności w samorządach. Projekt nowelizacji Kodeksu wyborczego przygotowało Polskie Stronnictwo Ludowe. To akurat nie powinno dziwić, bo PSL znane jest z obsadzania swoimi ludźmi wszelkich możliwych stanowisk w samorządach. Pomysł ludowców popiera Koalicja Obywatelska z premierem Donaldem Tuskiem na czele, a także Lewica. Posłowie Polski 2050 się wahają, a przynajmniej nie ma wśród nich pełnego poparcia dla tego projektu.

Przypomnijmy, że ustawa o dwukadencyjności prezydentów, burmistrzów i wójtów weszła wżycie w 2018 roku. W założeniu, miał to być krok w stronę odbetonowania samorządów, w których lokalne układy potrafiły rządzić 20 i więcej lat. W praktyce rządzące wtedy Prawo i Sprawiedliwość liczyło, że dzięki limitowi kadencji łatwiej będzie przejąć zwłaszcza duże miasta, w których rządzą głownie politycy PO albo mocno sprzyjający im tzw. kandydaci niezależni.

Kiedy doszło do zmiany władzy w kraju, coraz głośniej zaczęły wybrzmiewać głosy wielu samorządowców niezadowolonych z tego, że w 2029 roku będą sobie musieli poszukać nowej pracy.

Oczywiście, nawet przepchnięcie ustawy przez parlament niczego jeszcze nie przesądza, bo musi ją podpisać prezydent Karol Nawrocki, a jaki miałby w tym interes, skoro przepisy zmienili jego koledzy z PiS.

Zanim jednak do tego dojdzie, warto przenalizować argumenty, których najczęściej używają samorządowcy na poparcie tezy, że dwukadencyjność jest zła. Warto też pokazać wprost co przemawia za jej utrzymaniem.

"To mieszkańcy powinni decydować"

Oczywiście, trudno się nie zgodzić. Od razu jednak przypomina mi się cytat z filmu "Chłopaki nie płaczą", kiedy syn gangstera oznajmia ojcu, że nie chce już być przestępcą, tylko zajmie się produkcją muzyczną. Wtedy ojciec zwraca się do swojego przybocznego "żołnierza":

"Jak Bolec coś nagra, to załatw, żeby to było pierwsze miejsce na liście przebojów.

- Ale to chyba ludzie decydują.

- To dowiedz się jacy ludzie i porozmawiaj z nimi po swojemu."

Wypisz wymaluj sytuacja z samorządu. Formalnie to ludzie decydują. Pytanie jednak na jakiej podstawie?

Weźmy takie Katowice i ostatnią kampanię wyborczą. Na kilka miesięcy przed ogłoszeniem swojego startu w wyborach i przed rozpoczęciem kampanii wyborczej prezydent Katowic Marcin Krupa prowadził ją gdzie tylko się dało. Wykorzystywał do tego pieniądze publiczne. Oficjalnie nazywało się to "działaniami informacyjnymi i promocyjnymi", ale było zwykłą kampanią wyborczą.

Zaczęło się jesienią 2023 roku. Przykładowo, działkowcy z ROD do worków na odpady zielone dostawali ulotkę ze zdjęciem prezydenta, w której Marcin Krupa informował, że "jesień to czas porządków, również tych prowadzonych na terenie ogródków działkowych".

"Przy okazji sprzątania zbieramy trawę, suche liście czy rozdrobnione gałęzie. Pamiętajmy, że to również odpady, a konkretnie frakcja bioodpadów, którą należy odpowiednio zagospodarować" - przypominał prezydent i dodawał, że "czyste i zdrowe środowisko zależy od nas".

Żeby utrwalić przekaz, na tablicach ogłoszeń na terenie ROD-ów zawisły plakaty ze zdjęciem i podobną treścią. Biorąc pod uwagę, że w Katowicach jest prawie 40 Rodzinnych Ogródków Działkowych, a w każdym znajduje się od kilkudziesięciu do kilkuset działkowców, jest to elektorat całkiem pokaźny. Co ciekawe, w poprzednich latach działkowcy nie dostawali do brązowych worków ulotki z prezydentem. Dopiero przed wyborami  zostali w ten sposób uświadomieni, że trawa i liście to bioodpady, które należy wyrzucić do worków, które od lat właśnie na takie odpady dostają.

Prezydenta można też było zobaczyć na dużych i mniejszych billboardach. Najpierw dziękował z nich mieszkańcom za udział w wyborach parlamentarnych, a potem zawisł na nośnikach reklamowych trzymając w ręce Katowicką Kartę Mieszkańca. "Załóż Katowicką Kartę Mieszkańca i korzystaj z atrakcyjnych zniżek" - taki przekaz, podpisany Marcin Krupa prezydent Katowic, można było spotkać na billboardach w wielu punktach miasta.

Na inną akcję "informacyjną" można się było natknąć na przystankach komunikacji publicznej. W gablotach wisiały plakaty, na których obok zdjęcia prezydenta pokazane były zrealizowane w ostatnim czasie inwestycje, jak stadion przy ul. Asnyka, modernizacja Stargańca w Mikołowie czy budowa i przebudowa parków.

Z kolei w holu miejskich basenów wyświetlane były filmiki przedstawiające prezydenta i zrealizowane inwestycje.

To wszystko kosztowało dziesiątki, jeśli nie setki tysięcy złotych. To jest tak gigantyczna przewaga urzędującego prezydenta nad kontrkandydatami, że trudno ją czymkolwiek zniwelować. Ale to jeszcze nie wszystko. Przecież decyzją prezydenta w trosce o dobro mieszkańców powstała oddzielna spółka ds. propagandy - Katowicka Agencja Wydawnicza. Na robienie tej propagandy ma ona kilka milionów złotych rocznie, które wyciąga z budżetu miasta i miejskich spółek. Te wprawdzie takiej pseudopropagandy i nieudolnego PR-u nie potrzebują, ale płacić muszą. I to stawki, o których na rynku normalne agencja PR mogą tylko pomarzyć.

Wspomniana agencja wydaje propagandowy biuletyn internetowy i gazetkę. To jednak nie wszystko, bo sam urząd też wydaje co miesiąc gazetę, która ma ponad 150 000 nakładu i w założeniu ma trafiać do każdej skrzynki pocztowej w mieście. To prawdopodobnie rekord Polski jeśli chodzi o nakład samorządowych gazetek. Jak można się domyślić, w miejskiej gazecie Katowice jawią się jako kraina mlekiem i miodem płynąca.

Tak więc to oczywiście ludzie decydują, ale jednak docierające zewsząd i opłacone z budżetu miasta informacje o sukcesach prezydenta mogą w istotny sposób na tę decyzję wpływać.

"Prezydenta kontrolują nie tylko mieszkańcy, ale też rada miasta"

Kolejny argument z kategorii: dawno temu, za górami, za lasami.

Trzymając się Katowic - rada miasta w tym mieście nie istnieje. To znaczy formalnie istnieje, odbywają się nawet komisje i sesje, a projekty uchwał przyjmowane są w głosowaniach. Jednak kontrolna funkcja radnych wobec prezydenta to fikcja. No ale jak tu powiedzieć cokolwiek nie po myśli swojego pracodawcy. Tu dochodzimy do kolejnej patologii polskiego samorządu, czyli zatrudniania radnych w miejskich spółkach. W ostatnich latach w Katowicach to naprawdę poważny problem. Oczywiście tylko dla mieszkańców, którzy na radnych liczyć nie mogą, bo dla samych radnych i prezydenta sytuacja jest idealna. Płacę wam, więc głosujcie tak jak należy. Z każdym rokiem radnych pracujących w miejskich spółkach przybywa. Co najlepsze, w Katowicach nie tylko radni prezydenta mogą liczyć na specjalnie dla nich tworzone dyrektorskie stanowiska (Damian Stępień w MPGK, Adam Skowron w Katowickiej Agencji Wydawniczej, Tomasz Szpyrka  - były już radny - w Katowickich Wodociągach jako dyrektor basenów). Wspierani są inni członkowie jednej wielkiej samorządowej rodziny, jak Beata Bala z KO (Katowickie Inwestycje) czy Mariusz Skiba z PiS, obecnie radny niezrzeszony (Katowickie Inwestycje). Na niższych szczeblach przystań znaleźli też Piotr Trząski z PiS (MPGK) czy Piotr Pietrasz (PiS - Katowickie Wodociągi). Nawet będąca już na emeryturze Krystyna Panek (PiS) miała do niedawna umowę zlecenie w spółce córce MPGK, która zajmuje się spalaniem odpadów medycznych.

I taka rada miasta ma kontrolować prezydenta i stawać po stronie mieszkańców? Bądźmy poważni.

Skoro już o kadrach, to przecież radni w miejskich spółkach to nie wszystko. Inni zaufani ludzie prezydenta też mogą liczyć na dobre stanowiska. Przykładowo, Jacek Szymik-Kozaczko, pełnomocnik wyborczy komitetu Forum Samorządowego i Marcin Krupa (wcześniej i Piotr Uszok), został prezesem wspomnianej już propagandowej Katowickiej Agencji Wydawniczej. Jest też w radzie nadzorczej MPGK. To naprawdę tylko najbardziej jaskrawe przykłady tworzenia układu zależności i powiązań. Im dłużej jedna opcja trwa przy władzy, tym układy coraz większe, a samorządy rynek pracy coraz bardziej zabetonowany.

Dość powszechna jest też praktyka wymieniania się swoimi ludźmi pomiędzy różnymi samorządami. Ja wezmę twoją żonę, brata, siostrę czy kolegę do rady nadzorczej mojej spółki, a ty w zamian weź mojego człowieka do swojej. I tak to się kręci.

Każda władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje absolutnie

Podczas środowego wysłuchania publicznego w sejmie Aleksandra Dulkiewicz, prezydent Gdańska, mówiła tak (cytat za PAP):

"Najprostszym mechanizmem kontrolnym jest to, że codziennie chodzimy po ulicach i codziennie spotykamy się z mieszkańcami. (...) Każdego dnia obywatele mogą zwrócić nam uwagę na różne sprawy w naszym mieście".

Nie wiem jak jest w Gdańsku, ale w Katowicach prezydent po ulicach nie chodzi i nie spotyka się z ludźmi codziennie. Mieszkańcy mogą spotkać prezydenta od święta, czyli np. na urodzinach miasta albo odsłonięciu jakiejś gwiazdy siatkówki czy bluesa. Prezydent lubi też wystartować jakiś rajd czy inne Tour de Pologne.

Prezydent nie jeździ komunikacją, więc nie wie jak ona funkcjonuje i jakie problemy mają pasażerowie. Prezydent nie jeździ na rowerze w celach transportowych (rekreacyjnie mu się zdarza), więc nie wie jak fatalna jest infrastruktura rowerowa w Katowicach. Prezydent po centrum miasta chodzi tylko w obrębie urzędu, więc nie wie jak brudne jest śródmieście albo jak wielki jest problem z bezdomnymi. I tak dalej i tak dalej. Z tylnego siedzenia służbowego samochodu niewiele widać. Może gdyby było tak, jak mówi prezydent Gdańska, sytuacja wyglądałaby inaczej. No, ale nie jest.

Każda kolejna kadencja powoduje, że władza oddala się od ludzi. Skoro i tak głosują jak trzeba, to widocznie im do odpowiada.

Po dwóch kadencjach można sobie zrobić przerwę

Samorządowcy argumentują, że po 10 latach na stanowisku prezydenta, burmistrza czy wójta trudno im będzie znaleźć pracę. To może być prawda. Jednak z drugiej strony, przecież prezydent miasta to nie zawód. Mimo wszystko, ludzie idą do samorządu z jakimś wykształceniem i doświadczeniem. Zresztą, najczęściej w swoim dotychczasowym miejscu pracy biorą bezpłatny urlop i teoretycznie mogą do swojej dawnej pracy wrócić. Tyle, że zwykle nie chcą, bo przyzwyczaili się do kierowcy i służbowego samochodu, do darmowych wycieczek od USA przez Dubaj po Filipiny i w dziesiątki innych miejsc. Owszem, taki nagły syndrom odstawienia może być bolesny i początkowo trudny do zniesienia, zwłaszcza, jeśli ktoś lubi władzę samą w sobie i to, że wiele osób kłania mu się w pas, ale na samorządzie życie się nie kończy.

Zresztą, co mają powiedzieć np. pracownicy zakładów przemysłowych, zwalniani po 20 czy 30 latach? Oni nie mają do czego wrócić. Nie mają też takiej sieci kontaktów, jaką wyrabia sobie prezydent czy burmistrz podczas swoich rządów.

Jeśli ktoś tak bardzo jest związany z samorządem, to po 5 latach przerwy, może ponownie kandydować i zostać wybrany. Kolejne 10 lat, kolejne sukcesy, oklaski, wiwaty. Są już przecież takie doświadczenia i to na znacznie wyższym poziomie niż samorząd, żeby wspomnieć choćby Donalda Trumpa.

Samorządowcy podkreślają, że przez 2 kadencje niewiele można zrobić, bo naprawdę duże inwestycje trwają bardzo długo. To po części prawda. Warto się jednak zastanowić, dlaczego publiczne inwestycje trwają zwykle znacznie dłużej niż prywatne. Nie wszystko można tłumaczyć prawem zamówień publicznych. Może właśnie perspektywa krótszych rządów będzie działać mobilizująco na samorządowców, którzy decyzje będą podejmować szybciej? Może też nie będą patrzeć tylko przez pryzmat swoich rządów, bo skoro po 10 latach nie będą mieli szans na kolejną kadencję, to na miasto spojrzą szerzej, a dokumenty i inwestycje strategiczne będą przygotowywane z myślą o dobru mieszkańców, a nie tylko swoim i własnego zaplecza na tu i teraz.

Samorządy robią w Polsce wiele dobrego. Nie znaczy to jednak, że nie potrzebują  zmian, Wręcz przeciwnie. Nikt oczywiście nie ma chyba wątpliwości, że wymiana kadr po 10 latach nie sprawi, że w tej czy innej gminie od razu będzie lepiej. Niestety, klasę polityczną mamy jaką mamy, czyli słabą. Następcy też zatrudnią w miejskich spółkach swoich ludzi, też dadzą zarobić kolegom w radach nadzorczych itd. Jednak dla higieny życia społecznego jakakolwiek wymiana kadr jest po prostu potrzebna.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 25/02/2026 19:26

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Tani muł - niezalogowany 2025-10-31 11:43:14

    To wyjątkowo bezczelne, a wręcz chamskie, gdy tłuste kocury w katowickim magistracie skamlą o zniesienie dwukadencyjności. To żenada i brak wyczucia. Panie Krupa! Taki postulat powinien wyjść od mieszkańców, których okradł Pan budując stadion za 0,5 miliarda złotych. Nie dość, że taka inwestycja powinna przejść w referendum, bo Katowice są zadłużone po uszy, to jeszcze pan dźwignął ludziom czynsze. To jest bandytyzm w białym kołnierzyku. Od wielu ludzi (gdybyś się pan nie bał zapytać) usłyszałby pan za takie "zarządzanie" Katowicami gromkie WYP....J!!!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Tramwaj na południe. - niezalogowany 2025-11-01 16:59:47

    Dzięki p.Grzegorzu , że nie wszyscy pogodzili się z totalnym zawłaszczeniem naszego miasta przez koterię nieudaczników, których hasłem przewodnim jest TKM .Niejaki doktor szalet /MK/ ,który swoim pozerstwem , blichtrem i budową stadionu z którego na znak protestu w pierwszym meczu Ekstraklasy rzucił się kibic/ co oczywiście zostało przemilczane ,harleyowiec,którego wyczyny rajdowe kosztowały miasto kilka tysięcy zł,stadionu bez dostępu samochodowego, człowieka,który niszczy obraz najładniejszej dzielnicy miasta Koszulki debilnymi wysokościowcami .Nie dla nieudaczników,szalet -Zabrze pokazało ,że nic nie trwa kadencję.

    • Zgłoś wpis
  • wściekły - niezalogowany 2025-11-03 15:54:34

    A pamiętacie Państwo jak pan Krupa w pierwszych wyborach obiecywał taksówki napowietrzne,tramwaj do południowych dzielnic Katowic? Tego można wymieniać mnóstwo.Namaszczony przez Uszoka jest ciągłością jego rządów a więc można je zsumować.Jest bardzo daleko od zwykłych mieszkańców Katowic.KZGM-my kroją czynszami i dopłatami z sufitu za ogrzewanie a Pan Krupa wywala pieniądze na promocję własną.Układanie z developerami,sprzedawanie działek,miasto brudne,drogi dziurawe,urzędnicy bez kompetencji.Jednym słowem układ zamknięty musi wreszcie odejść.

    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Najnowsze wiadomości