Granat to podobno najważniejszy owoc w Armenii. - Jest zdrowy, ładny i wykorzystywany w wielu potrawach. To też symbol dobrobytu – mówi Oksana Bobrowa, żona Tigrana, syna właściciela restauracji. A Ormianie jedzą na bogato i… nie spieszą się przygotowując swoje tradycyjne potrawy. - Potrzebujemy na to naprawdę dużo czasu. Gotujemy powoli. Tylko wtedy potrawy będą smakowały tak, jak powinny – dodaje Oksana.
Weźmy dolmę, czyli gołąbki z liści winogron, nadziewane mielonym mięsem i ryżem, którą przyrządza się około 5 godzin, nie licząc czasu zbierania liści. Konfitura z orzecha włoskiego potrzebuje dwóch tygodni, a basturma, czyli suszona wołowina, nawet dwóch miesięcy.
Zanim „Granat” pojawił się w Katowicach, Gagik Karapetyan, szef kuchni z Armenii, w Erywaniu prowadził usługi cateringowe. W czasie studiów przyjeżdżał do Polski, na Śląsku miał znajomych. Trzy lata temu zebrał całą rodzinę, czyli żonę, dwóch synów i synową, i przyjechał do Katowic na stałe. Restaurację otworzyli jednak dopiero przed rokiem. - Szukaliśmy idealnego miejsca, z dużą kuchnią i grillem. Mamy też deserownię – tłumaczy Oksana. - Postawiliśmy na Katowice, bo Kraków czy Warszawa mają już podobne miejsca. Tutaj to coś nowego – dodaje.
Rodzina Karapetyanów trzyma się razem, a Śląsk stał się ich domem. - Dzięki temu jest nam łatwiej. Nadal dużo podróżujemy. Mimo to dbamy, by posiłki jeść razem. W Armenii obiad trwa minimum dwie godziny. Nikt się nie spieszy, rozmawiamy. Stawiamy na kulturę slow food, zupełnie inaczej niż w Polsce, gdzie posiłki trwają krótko, nawet w niedzielę – opowiada Oksana. Podobne zasady przyjęto w „Granacie”. Nie jest tanio, ale też nie używa się tu mikrofalówki, wszystko musi być świeże i dobrze przyrządzone. Kuchnia armeńska to tradycyjne posiłki rodziny Karapetyanów, gruzińska jest dość podobna. Do menu „Granatu” trafiła dlatego, że Gruzja jest coraz bardziej popularna, również wśród Polaków. Zjemy więc gruzińskie chaczapuri oraz chinkali, czyli pierogi nadziewane mięsem mielonym i rosołem w środku. Warto skusić się na mięsa przyrządzane na grillu, jak szaszłyk z wieprzowiny czy ormiański lyulya kebab. Jest też bozbasz, czyli zupa z wołowiną oraz solianka. Miłośnicy słodyczy powinni skosztować pakhlavy, a fani dobrych trunków - wina owocu granatu czy ormiańskiego koniaku.
W ormiańskiej kuchni dominują mięsa: wołowina, wieprzowina czy jagnięcina. Nie brakuje też warzyw, zwłaszcza bakłażanów, pomidorów i papryki. Dania są mocno przyprawione. Z ziół najpopularniejsza jest kolendra. - Ale wiemy jak bardzo Polacy lubią zupy, więc podzielimy się przepisem na spas. Nie ma jej w naszym stałym menu, czasem pojawia się jako zupa dnia. Powodzenia i smacznego – mówi Oksana.
PRZEPIS na tradycyjną zupę ormiańską SPAS
To zupa, którą jada się na gorąco zimą, latem można ją zjeść na zimno. Podaje się ją w każdym ormiańskim domu i… tylko tam. Ważne, by miała w sobie dużo zielonego, głównie kolendry. Ormianie uwielbiają tę roślinę, a spas to ulubiona zupa rodziny Karapetyanów.
Czas gotowania: 15-20 min (gotowanie pszenicy ok. 20 min)
Składniki (na 4 osoby):
400 g jogurtu naturalnego 150 g ugotowanej pszenicy cebula 30 g masła świeża kolendra/mięta pół łyżki soli
Masło rozpuszczamy w garnku. Dodajemy cebulę pokrojoną w kostkę i smażymy ją na złoty kolor. Można dodać łyżkę mąki. Dolewamy jogurt. Cały czas mieszamy, by zupa się nie zważyła. Po chwili wsypujemy ugotowaną wcześniej pszenicę i dolewamy gorącej wody tak, by rozrzedzić nieco zupę. Następnie podkręcamy ogień i czekamy aż zupa się zagotuje. Dodajemy poszatkowaną kolendrę i trochę mięty. Nie przestajemy mieszać. A po 5 minutach doprawiamy zupę solą. Smacznego!
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze