W autobusach i tramwajach może jednocześnie podróżować tylu pasażerów, ile wynosi połowa dostępnych miejsc siedzących. Takie decyzje podjął w ubiegłą środę rząd. Choć liczba osób korzystających z komunikacji miejskiej znacząco spadła, to pojawiają się już pierwsze problemy związane z tymi wytycznymi. 
W ostatnich dniach doszło już do pierwszego zatrzymania autobusu w Katowicach. "Przepełniony" pojazd linii 820 z Katowic do Tarnowskich Gór zauważyli policjanci w nieoznakowanym BMW. Autobus, w tym przypadku Solaris Urbino z limitem 19 miejsc, musiał zjechać do zatoczki przy ul. Sokolskiej. Funkcjonariusze drogówki weszli do środka i szybko wyprosili około 4-6 osób. Kierowca dostał od nich ostrzeżenie, że następnym razem taka interwencja zakończy się dla niego mandatem. - Ja nie mam pojęcia jak to będzie, ale do mnie te 500 zł trafiło. Pieniądze drogą nie chodzą - mówi kierowca 820-tki. Później, po drodze, sam wyprosił około 10 pasażerów. To akurat był popołudniowy kurs, ale gorzej jest rano, gdy ludzie jadą do pracy.
Większy ruch poranny jest zauważalny również w tramwajach. - Powroty mieszkańców z pracy rozkładają się na wiele godzin. Jeśli ktoś nie zmieści się do tramwaju, to pojedzie następnym. Ale rano każdy chce dojechać na czas - mówi Andrzej Zowada, rzecznik prasowy Tramwajów Śląskich. Dodaje, że motorniczy nie mają obowiązku liczyć pasażerów, tylko szacować ich liczbę. Zresztą w przypadku dwuczłonowych składów motorniczy nie może wiedzieć, ile osób znajduje się w drugim wagonie. Tramwaje różnią się też bardzo pod względem liczby siedzeń. Dlatego w niektórych przypadkach do większego składu może wejść mniej osób niż do mniejszego. Do tej pory żaden motorniczy jeszcze nie dostał nawet pouczenia za przepełniony pojazd. Jak mówi Zowada, pracownicy Tramwajów Śląskich mają nie przyjmować mandatów, a spółka udzieli im pomocy prawnej w sądzie. Wszyscy przewoźnicy i organizator transportu, czyli ZTM, apelują do pasażerów o wyrozumiałość i dostosowanie się do nowych zasad.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Bardzo podoba mi się system panujący na wyspach greckich... wsiada się do autobusu, w każdym jedzie konduktor sprzedający bilety (ale nie o same bilety chodzi)... pilnuje porządku (w pandemii może pilnować również liczby osób), a przy okazji 100% pasażerów jedzie kasując bilety. Nie ma problemu z gapowiczami. Jeżeli u nas dzisiaj 1/4 pasażerów kasuje bilety, to okazałoby się, że taki konduktor sam na siebie zarobi :-)... tymczasem kierowca / motorniczy zajmowałby się tym, co do niego należy - kierowaniem pojazdem
Bardzo podoba mi się system panujący na wyspach greckich... wsiada się do autobusu, w każdym jedzie konduktor sprzedający bilety (ale nie o same bilety chodzi)... pilnuje porządku (w pandemii może pilnować również liczby osób), a przy okazji 100% pasażerów jedzie kasując bilety. Nie ma problemu z gapowiczami. Jeżeli u nas dzisiaj 1/4 pasażerów kasuje bilety, to okazałoby się, że taki konduktor sam na siebie zarobi :-)... tymczasem kierowca / motorniczy zajmowałby się tym, co do niego należy - kierowaniem pojazdem