Miejskie Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej w Katowicach szykuje się do wielomilionowej inwestycji. Bezpośrednim powodem, dla którego w zakładzie przy ul. Milowickiej ma powstać nowa hala, jest presja ze strony mieszkańców. Problem smrodu, na który skarżą się mieszkańcy nie tylko Katowic, ale również sąsiednich miast, był wiele razy poruszany w mediach. Sprawa trwa już około dwóch lat. Mieszkańcy są zdeterminowani. We wrześniu do MPGK trafiło pismo, że WIOŚ wszczął postępowanie, mające na celu zamknięcie zakładu. Podczas posiedzenia komisji infrastruktury i środowiska rady miasta wiceprezydent Mariusz Skiba uspokajał radnych, że tak się nie stanie.
MPGK do tej pory zrobiło już sporo, żeby odór z Zakładu Odzysku i Unieszkodliwiania Odpadów ograniczyć. Jak tłumaczy Tadeusz Duda, dyrektor zakładu przy ul. Milowickiej, jeszcze w 2017 roku otwarta powierzchnia, na której dojrzewały odpady biodegradowalne, wynosiła 5 hektarów. Wtedy o smrodzie nikt nie słyszał. - W tej chwili, poprzez inwestycje, które zrobiliśmy, na tym terenie został się raptem hektar, łącznie z "zielonymi". Czyli nastąpiło pięciokrotne zmniejszenie terenu, który jest tutaj w intensywnym działaniu biologicznym - mówi Duda. Zarówno dyrektor zakładu, jak i wiceprezydent Katowic przyznali podczas spotkania z radnymi, że nowa hala, która ma kosztować nawet 20 mln zł, może nie przynieść pożądanego efektu. Niewykluczone, że po jej zbudowaniu smród nadal będzie odczuwalny, bo - jak od początku twierdzą władze Katowic i spółki - śmierdzi nie tylko z MPGK. - Jest pewne poważne ryzyko, że będzie tu zapach dochodził nieprzyjemny. Bądź z Siemianowic, bądź z innych firm - mówi Mariusz Skiba. Pewne jest za to, że inwestycja przyniesie efekt w postaci pozbawienia argumentów wszystkich osób, które twierdzą, że odór pochodzi z tego zakładu. 
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze