Historia zakładu sięga 1942 roku, czyli czasów niemieckiej okupacji. Otworzył go dziadek pana Aleksandra. Potem interes przejął ojciec. - Na mnie się skończy, bo nikt nie chce tego kontynuować - mówi szewc z Katowickiej.
Dodaje, że interes kręci się coraz słabiej. - Przynoszą ludzie buty, ale bez rewelacji. Gdybym nie miał emerytury, to bym już tym strzelił. Ale tak to trochę tu dostanę, trochę tu zarobię i da się wyżyć.

Pan Aleksander ma to szczęście, że mieszka w tym samym budynku, w którym pracuje. - Sam jestem, żona mi zmarła. Co ja bym w tej chałupie robił. A tak to przez klatkę schodową idę do pracy i jestem.

W latach 80-tych robił jeszcze buty na zamówienie, ale przestało się to opłacać. Teraz już tylko naprawia. Klei, szyje, nabija fleczki. Jak ocenia, jakość butów jest coraz niższa, więc szybciej i częściej się psują. Tyle że wiele osób po prostu je wyrzuca, zamiast naprawić. A to wcale nie jest drogie i przy dobrej jakości butów na pewno się opłaca. - Szycie 10-15 zł, fleki damskie 22, męskie 25, obcasy i zelówki 50 zł - wylicza z głowy cennik pan Aleksander.
Na klientów czeka od poniedziałku do piątku w godz. 9-16. W weekendy robi sobie wolne.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze