Mieszkańcy Sosnowca i okolicznych miast, rodzina, przyjaciele, prezydent RP, premier, marszałek Sejmu oraz inni posłowie - tysiące ludzi wzięło udział w pogrzebie Łukasza Litewki, który zginął tragicznie w czwartek 23 czerwca, kiedy wjechał w niego kierowca samochodu osobowego. Pożegnanie posła miało charakter państwowy.
Łukasz Litewka posłem był przez półtora roku. Wcześniej był sosnowieckim radnym. Jednak przede wszystkim był społecznikiem. Pomagał ludziom, którym nikt nie chciał pomóc. Organizował wsparcie także dla zwierząt. Walczył o ich prawa. W czerwcu 2023 roku założył Fundację Team Litewka, której był prezesem. Fundacja zbierała pieniądze m.in. dla chorych dzieci, ale też na pomoc dorosłym.
Tragiczna śmierć posła wstrząsnęła całym krajem. Zginął, kiedy wybrał się na rowerową przejażdżkę. Na ul. Kazimierzowskiej w Dąbrowie Górniczej wjechało w niego Mitsubishi Colt, które prowadził 57-letni mieszkaniec Sosnowca. Mężczyzna tłumaczył, że zasłabł lub zasnął. Został tymczasowo aresztowany, ale już wyszedł za kaucją.
Pożegnać Litewkę przyszło dzisiaj kilka tysięcy ludzi. Pogrzeb miał charakter państwowy, a jego organizatorem była Kancelaria Sejmu. W uroczystości wzięli udział m.in. prezydent Karol Nawrocki, premier Donald Tusk i marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty.
Msza pogrzebowa w kościele św. Joachima w Sosnowcu rozpoczęła się od wręczenia Krzyża Oficerskiego Orderu Odrodzenia Polski. Łukasz Litewka został nim pośmiertnie uhonorowany za wybitne zasługi w działalności publicznej i społecznej. Order z rąk prezydenta RP odebrał jego ojciec, Zdzisław Litewka.
Mszy św. przewodniczył biskup sosnowiecki Artur Ważny. W homilii mówił m.in. tak:
"Przyszliśmy pożegnać człowieka, który pokazał nam wszystkim, że autentyczne dobro nie potrzebuje legitymacji, wielkich haseł, ani określonych barw, by czynić świat jaśniejszy. On działał w tym świecie niczym pryzmat. Brał to trudne, połamane, często szare światło ludzkich losów i rozszczepiał je na barwy czystej empatii i życzliwości. Wielu z was patrząc dziś na tę trumnę pyta pewnie w duchu z nutą buntu: "Gdzie był Bóg, gdy młodość Łukasza tak nagle zgasła?". Odpowiadamy na to pytanie z pokorą, ale szeptem pełnym nadziei. Bóg był i pozostaje w tym samym świetle, które Łukasz zapalił w tak wielu ludzkich oczach. To światło nie zna zachodu. Bóg nie jest reżyserem mroku, który nas tutaj dzisiaj zgromadził. On jest pierwszym, który płacze razem z nami nad tą stratą - mówił bp. Ważny. - Pan Łukasz z pasją adwokata stawał w obronie spraw beznadziejnych i zapomnianych. Jego dewiza - każdy zasługuje na drugą szansę - to najprostsza parafraza Ewangelii przełożona na język naszych trudnych czasów. Mam pełną świadomość, że wielu z was nie przyszłoby dziś do tego kościoła, gdyby nie on. Jesteście tu ze względu na Łukasza, na wartości, które wyznawał i którym był wierny do końca. Dziękuję wam za tę obecność. Jest ona świadectwem miłości.
Po zakończeniu mszy głos zabrali m.in. marszałek Sejmu, a także przyjaciele zmarłego.
- Najdroższy przyjacielu Łukaszu. Dzisiaj rano czekałem na twój telefon. Domyślam się, że powiedziałbyś o tym, że ten wczorajszy mecz w Paryżu to powinien być finał Ligi Mistrzów. Rzuciłbyś paroma żartami, jak to miałeś zwyczaju każdego dnia. Powiedziałbyś, że ta wiosna powinna się zdecydować, że trzeba się wybrać na SUP-a. Czekałem na ten twój por telefon, ale niestety zamiast tego jest bolesna cisza i ogromna pustka, której chyba niczym nie zapełnimy - mówił Paweł Cyz, a potem odczytał list od przyjaciół.
"Najdroższy Łukaszu, w ubiegły czwartek nasz świat się zawalił. Stoimy bezradni, zdezorientowani i nie potrafimy znaleźć słów, które mogłyby w najmniejszym stopniu oddać skalę rozpaczy, głębokiego żalu, smutku i tego poczucia ogromnej niesprawiedliwości z faktu, że nie ma cię już z nami. Że ktoś tak nagle i brutalnie wyrwał kawałek naszego wspaniałego i niepowtarzalnego świata, pozbawiając go sensu. Mieliśmy niezwykły przywilej móc razem z tobą tworzyć piękne rzeczy, wspierać cię w realizacji twoich marzeń, budować razem z tobą lepszy świat bez bólu i cierpienia, świat pełen życzliwości i dobra. Straciliśmy kogoś absolutnie wyjątkowego, jedynego i niepowtarzalnego, na wskroś autentycznego, o tym rzadkim i wyjątkowym błysku w oczach człowieka o niezwykłych pokładach empatii i tej niestrudzonej chęci bycia dla innych, kogoś, kto nasze szczęście i szczęście innych stawiał ponad swoje. Człowieka skromnego, pełnego optymizmu, niewiarygodnej mocy i energii, która napędzała nas każdego dnia, ale też napędziła skalę pomocy na niewiarygodną skalę. Łączyłeś, byłeś jak magnes i wspólny mianownik. Kupowałeś nam kwiaty, bilety na koncerty, kiedy mierzyliśmy się z trudnościami w pracy. Mimo że tobie było dużo, dużo ciężej. Zapraszałeś na spotkania, organizując wodny plac zabaw dla naszych dzieci, bo taki byłeś dla nas, dla ludzi (...) Dzisiaj nie ma ciebie i Łukaszu kochany, nie możemy sami znaleźć rozwiązania, jak się z tym pogodzić. Widząc w jak wyjątkowy sposób żegna cię świat, nawet nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie, gdzie ta wyjątkowa moc mogłaby cię zaprowadzić i jak wielkie rzeczy mógłbyś uczynić. Pewnie w swojej skromności byłbyś zaskoczony widząc te wszystkie piękne słowa, które dziś po śmierci są do ciebie kierowane z różnych stron. Zapracowałeś i zasłużyłeś na każde z nich. Nigdy nie pogodzimy się z twoją stratą. Nie zaakceptujemy tej przeraźliwej pustki i ciszy. Część naszego życia, naszych serc, naszych przyszłości została brutalnie wyrwana. Wiemy, że ta rana nie zabliźni się nigdy. Żyliśmy z niezwykłym człowiekiem. Dziękujemy Łukasz, że wybrałeś właśnie nas."
We wzruszającym liście, odczytanym przez jednego z księży, Łukasza Litewkę pożegnali jego rodzice.
„Synku, syneczku drogi, żegnamy się dzisiaj z tobą. Nie ma słów, które potrafiłyby opisać ból rodziców stojących nad trumną własnego dziecka. To nie tak miało być. To my powinniśmy odchodzić pierwsi, a nie dziś żegnać ciebie, naszego syna, naszą dumę, część naszego serca. Byłeś człowiekiem o niezwykłej dobroci. Zawsze dostrzegałeś tych, których inni mijali obojętnie, biednych, samotnych, potrzebujących pomocy. Nigdy nie odwracałeś wzroku od cierpienia drugiego człowieka. Twoje serce było także schronieniem dla zwierząt, tych porzuconych, skrzywdzonych, zapomnianych. Dla nich byłeś opiekunem, przyjacielem i ratunkiem. W świecie pełnym pośpiechu i obojętności ty potrafiłeś zatrzymać się i pochylić nad każdym, kto potrzebował pomocy. Jako rodzice jesteśmy z ciebie dumni. Dumni z tego, jakim byłeś człowiekiem. Dumni z twojej wrażliwości, siły i ogromnego serca. Choć dziś ból rozdziera duszę, wiemy, że zostawiasz po sobie coś bezcennego, dobro, które będzie trwać. Poprzez twoje czyny opłakują cię z nami tysiące matek i ojców. Mamy nadzieję, że i dobry Bóg Bóg dostrzeże twoje uczynki, wybaczy ci grzechy i uchyli dla ciebie bramę do swojego królestwa. Synku drogi, spoczniesz obok doktora Aleksandra Widery, pierwowzoru postaci doktora Tomasza Judyma z "Ludzi Bezdomnych" Stefana Żeromskiego. Tak wiele was łączy w tak młodym wieku. Tak duży ciężar wzięliście na barki. Obaj tak młodo zmarliście. I choć mija już 125 lat od jego śmierci, na jego grobie ktoś wciąż zapala znicze. Wierzymy w to, że gdy już i nas zabraknie, dobrzy ludzie obok ciebie też nie przejdą obojętnie. Synu, dziękujemy ci za każdą chwilę, za twój uśmiech, za twoją obecność, za miłość i za to, że mogliśmy być twoimi rodzicami. To zaszczyt nosić w sercu wspomnienie o tobie. Nie żegnamy cię na zawsze. Wierzymy, że gdy i na nas przyjdzie pora, spotkamy się ponownie w niebie u dobrego Boga. Spoczywaj w pokoju, synku, na zawsze. Będziesz częścią w nas. Twój tata, twoja mama, twoi rodzice."
Zgodnie z prośba rodziny, zarówno w kościele, jak i na cmentarzu w uroczystościach pogrzebowych wzięli udział tylko najbliżsi oraz władze państwowe. Kiedy jednak oficjale już odjechali, setki ludzi poszło na cmentarz przy ul. Zuzanny, żeby złożyć kwiaty, zapalić znicz albo chociaż zobaczyć miejsce, w którym spoczął Łukasz Litewka.

Rodzina poprosiła też, żeby zamiast wieńców i kwiatów uczestnicy pogrzebu zrobili coś dobrego dla potrzebujących. Wiele osób wzięło ze sobą na pogrzeb karmę dla zwierząt, którą można było zostawić w samochodzie schroniska dla bezdomnych zwierząt.
9 maja 2026 roku Łukasz Litewka skończyłby 37 lat.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze