Dwa samochody regularnie stoją na miejscach parkingowych w Strefie Płatnego Parkowania w Katowicach, ale ich właściciel lub kierowca za ten postój nie płaci. MZUiM nalicza jednak opłaty panu Damianowi z Dąbrowy Górniczej, który nigdy właścicielem tych samochodów nie był. Nigdy też nimi nie jeździł i nie widział ich nawet na oczy. Jak to możliwe? Prawdopodobnie doszło do sfałszowania umowy kupna-sprzedaży, ale konsekwencje ponosi tylko jedna osoba. Ta, która nie jest niczemu winna.
Wezwanie z MZUiM: 1300 zł za nieopłacone parkowanie
Cała historia zaczyna się w połowie listopada 2025 roku. 18 listopada MZUiM wysyła do pana Damiana wezwanie do uregulowania tzw. opłat dodatkowych za niepłacony postój w Stefie Płatnego Parkowania i Śródmiejskiej SPP. Łącznie to 1300 zł + 16 zł kosztów upomnienia. Samochód o numerze rejestracyjnym SH21128 stał bez opłaconego postoju na miejskich parkingach pięć razy w ciągu 9 dni (od 20 do 28 października). A przynajmniej tyle razy został namierzony przez kontrolerów MZUiM. To jednak dopiero początek, bo opłat dodatkowych z każdym tygodniem będzie przybywać. Jak się wkrótce okaże, nie tylko na ten samochód, ale też inny, tym razem zarejestrowany najprawdopodobniej w Tychach.
„Nigdy nie miałem tych samochodów”
Pan Damian nie bardzo wie o co chodzi. Nigdy samochodów o podanych numerach rejestracyjnych nie miał. Nie tylko nie był ich właścicielem, ale też nigdy nimi nie jeździł. Nie widział ich nawet na oczy. - Kiedy dostałem pierwsze wezwanie, myślałem, że to pomyłka. Zadzwoniłem do MZUiM i usłyszałem, że to może jakiś błąd systemu. Potem jednak sprawdziłem w CEPiK i oprócz samochodu, który faktycznie posiadam, były jeszcze dwa, których rzekomo jestem nabywcą. Chociaż co ciekawe, kiedy wszedłem do mObywatela, to nie mogłem zobaczyć danych tych dwóch aut. Wszystko dlatego, że nie jestem ich właścicielem - mówi pan Damian.
Kiedy orientuje się, że z MZUiM niczego nie wyjaśni, prosi o pomoc prawników.
Prawnicy wkraczają do akcji
27 listopada 2025 roku pierwsze pismo do MZUiM pisze w jego imieniu mecenas Artur Walkowicz.

"Informuję, że mój mocodawca nigdy nie był i nie jest właścicielem, posiadaczem jak też korzystającym w rozumieniu art. 13 ust. 1 Ustawy o drogach publicznych, pojazdu Opel Astra nr rej. SH21128 i pojazdu Mazda 3 nr rej. SR3486F (błędnie podany numer rejestracyjny - przyp. red.). Mój mocodawca nigdy tych pojazdów nie widział, nigdy z nich nie korzystał, a w szczególności nigdy nie parkował ich w strefie płatnego parkowania w Katowicach. (...) Stanowczego podkreślenia wymaga fakt, że mój mocodawca nie widnieje w CEP (Centralna Ewidencja Pojazdów - przyp. red.) jako właściciel tych pojazdów (tj. osoba, która figuruje w dowodzie rejestracyjnym pojazdu), a jedynie jako nabywca. Niestety umieszczenie w CEP takiej fałszywej informacji jest stosunkowo proste" - czytamy w piśmie do MZUiM. Dalej mecenas Walkowicz wyjaśnia jak mogło dojść do sytuacji, w której dane jego klienta znalazły się w CEP jako nabywcy dwóch samochodów, których jednak nigdy nie kupił.
"Zgodnie z art. 85b ust. 1 pkt 2 i pkt 5 Prawa o ruchu drogowym w CEP gromadzi się dane o właścicielu pojazdu (pkt 2) i o zbyciu pojazdu (pkt 5). W ramach danych o zbyciu pojazdu, w CEP umieszcza się datę zgłoszenia zbycia pojazdu, datę zbycia pojazdu, dane nabywcy. Zgłoszenie tych danych następuje na podstawie art. 78 ust. 2 PrDr, zgodnie z którym „Właściciel pojazdu zarejestrowanego na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej jest obowiązany zawiadomić w terminie nieprzekraczającym 30 dni starostę o zbyciu pojazdu”. Co istotne, nie odbywa się to w ramach jakiegokolwiek postępowania administracyjnego, nie jest konieczne okazanie oryginału umowy. Wystarczy wysłanie do starosty kopii dokumentu potwierdzającego zbycie, w efekcie czego w CEP wprowadzane są dane, o których mowa w art. 85b ust. 1 pkt 5 PrDr. Dane uwidocznione w CEP jakoby mój mocodawca miał być nabywcą pojazdów o nr rej. SH21128 i SR3486F są nieprawdziwe. Mój mocodawca podejrzewa, że doszło do sfałszowania umowy, w której wskazano jego dane jako nabywcy, tak aby użytkownicy tych pojazdów mogli korzystać z nich bez uiszczania opłat za parkowanie - czytamy w reklamacji przesłanej do MZUiM.
Prawnik pana Damiana wniósł o anulowanie naliczonych opłat i niezwłoczne skierowanie przez MZUiM zawiadomienia do "stosownych organów" w celu ustalenia rzeczywistych korzystających z tych pojazdów, bo to te osoby powinny zapłacić za postój.
"W ocenie mojego mocodawcy MZUiM powinien również rozważyć złożenie zawiadomienie o popełnieniu na jego szkodę czynu zabronionego, o którym mowa w 121 § 2 k.w. i złożyć wniosek o pilne zabezpieczenie monitoringu w miejscach, gdzie pojazdy te parkowały - kończy mecenas Walkowicz.
MZUiM: „Nie mamy podstaw, żeby interweniować”
W odpowiedzi MZUiM informuje, że dane otrzymane z CEPiK oraz Urzędu Miasta Chorzów "potwierdzają wskazanego nabywcę pojazdu o numerze rejestracyjnym SH 21128." Czyli pana Damiana, który jednak nigdy tego samochodu nie kupił.
"W dalszej kolejności informuję, że tutejszy Zarząd nie ma podstaw do złożenia zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa na rzecz właściciela pojazdu na podstawie posiadanych danych z CEPiK і Urzędu Miasta Katowice. Wskazuję, iż możliwość dochodzenia swych racji przez zobowiązanego powstaje dopiero na etapie postępowania egzekucyjnego, co następuje poprzez zgłoszenie zarzutów na postępowanie, co dopiero wtedy zobowiązuje organ do przeprowadzenia postępowania wyjaśniającego, gdyż w przypadku obowiązku, który powstaje z mocy prawa jest to jedyna możliwa obrony swoich spraw przez dłużnika. Informuję, iż na wskazanym etapie przeprowadzone mogą zostać dowody wskazywane przez zobowiązanego, które mogą mieć wpływ na wynik sprawy. Mając na uwadze powyższe, wskazuję, iż dotychczasowe wyjaśnienia na obecnym etapie są niewystarczające do odstąpienia przez tutejszy Zarząd od procedury ściągnięcia opat dodatkowych w trybie egzekucji administracyjnej - czytamy w piśmie podpisanym przez Piotra Handwerkera, dyrektora MZUiM w Katowicach.
Tłumacząc tę odpowiedź na prostszy język, MZUiM uważa, że wszystko zrobił jak trzeba. Zwrócił się do CEPiK-u o dane właściciela i dostał dane pana Damiana, który jest rzekomo nabywcą samochodu. A skoro tak, to MZUiM założył, że to on jest właścicielem Opla Astry.
"Do czasu otrzymania dokumentacji potwierdzającej dane użytkownika pojazdu wszelkie roszczenia będą kierowane na właściciela pojazdu" - zapowiedział dyrektor MZUiM. Tyle, że pan Damian nie wie kto jest użytkownikiem pojazdu. Kto jest właścicielem zresztą też.
MZUiM sugeruje, że wszelkie wyjaśnienia i przedstawienie dowodów w tej sprawie może nastąpić dopiero na etapie postępowania egzekucyjnego. - Ale wtedy nasz klient będzie już miał zablokowane konto, a do tego nie chcielibyśmy dopuścić - mówią prawnicy pana Damiana.
Jak to w ogóle możliwe, że osoba, która nigdy nie kupiła konkretnych samochodów widnieje w CEPiK jako ich nabywca? Okazuje się, że doprowadzenie do takiej sytuacji nie jest niemożliwe. Co więcej, wcale nie jest takie trudne, choć wymaga sfałszowania umowy kupna-sprzedaży, co oczywiście jest poważnym naruszeniem prawa.
- Podejrzewam, kto sfałszował umowę i podał w niej moje dane. Na razie nie jestem jednak w stanie niczego udowodnić, bo nie mam umowy kupna sprzedaży. Nie wiem więc kto mi te samochody rzekomo sprzedał i kto był ich właścicielem. Moi prawnicy wystąpili do CEP z wnioskiem o uzyskanie takich informacji, ale przez dwa miesiące niczego nie dostaliśmy - tłumaczy pan Damian.
Odpowiednie pisma poszły też do wydziałów komunikacji w Tychach i Chorzowie, bo to najprawdopodobniej w tych miastach zarejestrowane są samochody. A to właśnie do urzędów miast trzeba zgłosić sprzedaż pojazdu. Zgodnie z art. 78 PoRD, właściciel pojazdu zarejestrowanego na terenie RP ma obowiązek zawiadomić o jego zbyciu w terminie nie przekraczającym 30 dni (wniosek+umowa kupna-sprzedaży). W bazie ewidencyjnej odnotowywana jest informacja o jego zbyciu na rzecz nowego właściciela. Sytuacja wyglądała więc zapewne tak, że osoba, która sfałszowała umowę, przesłała jej kopię do odpowiedniego wydziału komunikacji, a ten umieścił dane w systemie. Stąd w CEPiK pan Damian widnieje jako nabywca samochodów, chociaż nie jako właściciel. O to zresztą toczy się spór pomiędzy MZUiM w Katowicach i prawnikami pana Damiana. O tym jednak za chwilę.
Rosnące kwoty i spotkanie w MZUiM
Kiedy sytuacja robi się naprawdę poważna, a suma opłat dodatkowych przekracza 15 tysięcy złotych, dochodzi do spotkania przedstawicieli MZUiM z panem Damianem i jego prawnikami. Przełomu w sprawie nie ma. MZUiM wstrzymuje egzekucję opłat do końca marca 2026 roku, dając czas panu Damianowi na dostarczenie dokumentów, które potwierdzą, że to nie on jest właścicielem Opla i Mazdy. Przy okazji, okazuje się, że Mazda cały czas stoi w tym samym miejscu na ul. Uniwersyteckiej, a Opel regularnie parkuje bez opłat na ul. Bogucickiej. Wygląda na to, że to pierwsze auto jest już porzucone, ale drugie cały czas jest użytkowane. Nie zmienia to faktu, że ktoś regularnie nie płaci za parkowanie, a wszystkie karne opłaty idą na konto pana Damiana.
Poprosiliśmy MZUiM w Katowicach o odpowiedź na kilka pytań, w tym m.in. dlaczego nie zwróci się z wezwaniem do zapłaty należności do faktycznego właściciela samochodów, którego dane widnieją w CEPiK, i które muszą być różne niż dane pana Damiana, uwidocznionego tam jako nabywca aut.
- W tej indywidualnej sprawie, z danych CEPIK-u wynika, że Pan Damian jest nabywcą, a zatem właścicielem pojazdów, które realizowały postój w SPP bez uiszczenia należnej opłaty. Jest objęty zatem domniemaniem, iż kierującym pojazdem obowiązanym do wniesienia opłaty za postój pojazdu, a co za tym idzie opłaty dodatkowej, jest właśnie on - odpowiedział nam MZUiM.
Spór o to, kto naprawdę jest właścicielem
Jak mówi jeden z prawników pana Damiana, to właśnie podstawowy błąd, który popełnia MZUiM.
- W naszej ocenie MZUiM ignoruje literalną treść przepisów Prawa o ruchu drogowym. W rozumieniu tych przepisów właściciel to osoba, która widnieje w dowodzie rejestracyjnym (art. 80b ust. 1 pkt 2 PrDr). My z kolei zostaliśmy wskazani przez kogoś nie jako właściciel, tylko jako "nabywca" (art. 80b ust. 1 pkt 5 PrDr). Oznacza to, że ktoś znający dane z dowodu rejestracyjnego (być może sam właściciel chcący uchronić się przed mandatami) wysłał do wydziału komunikacji kopię umowy, w której nasz klient widnieje jako kupujący. Wydział komunikacji po otrzymaniu takiego pisma nie prowadzi żadnego postępowania. Po prostu wprowadza do niejawnej części CEPiK informację o nabywcy. Wprowadzanie tych danych wynika z faktu, że nabywcy często nie przerejestrowują pojazdu w wymaganym terminie 30 dni. Tak więc - co do zasady - skierowanie wezwania przez MZUiM do nabywcy jest zrozumiałe. Ale w momencie, gdy dowiedzieli się o naszych zarzutach, zupełnie niezrozumiała jest próba przerzucenia na nas postępowania dowodowego w sprawie i ustalenia co się stało. Zupełnie niezrozumiałe jest też to, że MZUiM nie wezwał do zapłaty również właściciela pojazdu wskazanego w dowodzie, co być może pozwoliłoby wyjaśnić sprawę - mówi prawnik Oskar Możdżyń.
W odpowiedzi na nasze pytania MZUiM podkreśla, że pan Damian nie przedstawił żadnego dowodu, że dane z publicznego rejestru są nieprawdziwe (na dzień spotkania, czyli 22 stycznia 2026 r.). - Zgodnie z jego oświadczeniem, jedynym podjętym działaniem było złożenie zapytania do organu prowadzącego CEPiK. Nie udokumentował on jednak tego faktu. Poza tym nie weryfikował on w żaden sposób podstaw ujawnienia swoich danych, np. u podmiotów będących dostawcami danych do tego systemu. Nie zgłosił również w organach ścigania podejrzenia popełnienia na jego szkodę wykroczeń czy przestępstw - argumentuje MZUiM.
Prawnicy: Nie da się udowodnić, że się czegoś nie zrobiło
- Nasz klient od razu po otrzymaniu wezwania podjął działania i wystąpił o dane do CEPiK, żeby dowiedzieć się kto i kiedy wskazał go jako nabywcę pojazdu. Nadal czekamy na odpowiedź. Wystąpiliśmy też do dwóch wydziałów komunikacji i dopiero po otrzymaniu z nich dokumentów skierujemy zawiadomienie do organów ścigania. Nie mamy prawnie możliwości udowodnienia, że czegoś nie zrobiliśmy, czyli nie kupiliśmy pojazdu. Jak to zrobić? Zaprosić przedstawiciela MZUiM do garażu klienta? - odpowiada Oskar Możdżyń.
MZUiM zapowiada, że jeżeli nie będzie podstawy do identyfikacji osoby korzystającej z pojazdu na podstawie innych dowodów, niż dane z CEPIK, Zarząd będzie musiał skierować tytuł wykonawczy do egzekucji. Na razie, do 31 marca 2026 roku, sprawa została "zamrożona".
Udowadnianie, że nie jest się wielbłądem
- Zdaję sobie sprawę, że to wyjątkowa sytuacja, podobno pierwsza taka w historii katowickiego MZUiM. Tym bardziej przykro mi, że nie mogę liczyć na życzliwe traktowanie ze strony Zarządu. Udowadnianie, że nie jest się wielbłądem jest trudne, zwłaszcza, jeśli druga strona nalicza kolejne opłaty, a nad człowiekiem wisi groźba blokady konta - żali się pan Damian.
Podejrzewa, że umowę sfałszowała osoba, z którą pozostawał w sporze sądowym i w stosunku do której toczą się postępowania egzekucyjne i karne. Wyjaśnieniem tej sprawy powinny się jednak zająć organy ścigania. Kiedy tylko pan Damian dostanie jakiekolwiek dokumenty (umowę kupna-sprzedaży), jego prawnicy złożą zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Kopanie się z koniem.
Wszystko pięknie, ale na co czeka pan Damian? Z artykułu wynika , że ktoś najprawdopodobniej sfałszował umowę i zgłosił do Wydziału komunikacji, nie jedną , a dwie, bo dwa różne samochody wchodzą w grę ? Czy p. Damian, albo jego prawnicy zgłosili ten fakt na Policję? Jest tu wiele niewiadomych? Czy oba auta należały do tego samego właściciela, który je zbył p. Damianowi, czy tez każde należało do kogoś innego? Pan Damian nie wie, kto mógł się posłużyć jego danymi ? Co MZUM ma do tego? Mają dane z ewidencji pojazdów i robią swoje. A jeśli p. Damian uważa, że stał się oszukany, to dlaczego tego nie zgłosi sam czy przez pełnomocnika na Policję?
Przecież w tekście jest dokładnie opisane dlaczego pan Damian i jego prawnicy nie złożyli jeszcze zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa. Czekają na jakiekolwiek dokumenty, o które proszą od dwóch miesięcy. Obecnie nie bardzo mają z czymkolwiek iść na policję. W tekście jest też napisane kogo podejrzewa o sfałszowanie umowy pan Damian.
Panie "Sting", pan się w ogóle czyta? ???????? Przykładowo: ktoś mógł sfałszować umowę i wpisać tam pana dane, to pan wtedy też stwierdzi "ojej, to nie zglaszam. Poczekam, z której strony jeszcze dostanę"? A jak przyjdzie mandat? A UFG i ewentualny brak OC? A jak samochód zostanie wykorzystany do popełnienia przestępstwa? A jak ktoś tym autem kogoś potrąci i ucieknie z miejsca zdarzenia? Do kogo wtedy uderzą goście z policji? Do mnie, czy do typa, o którym wiedzą, że kupił auto? Wtedy też pan będzie bronił się wersją "nie mam nic, nie będę się bronił, dopóki łaskawy wydział komunikacji mi czegoś nie da"? Przecież to jest taki absurd, że aż się zastanawiam jak to jakiemuś prawnikowi przeszło przez gardło ???? Chyba bym nie płacił za te usługi...
Czytaj ze zrozumieniem.Żeby zgłosić fałszerstwo trzeba mieć na to dowód( w tym wypadku umowę) ,facet jej nie ma czyli nie ma dowodu fałszerstwa .Cepik nie reaguje bo ktoś jednak czegoś nie dopilnował, i nie wiedzą jak z tego wybrnąć .
Lolo, ale ktoś się jednak posłużył jego danymi, co samo w sobie jest przestępstwem, na co ma dowód w postaci wezwań do zapłaty. I może to nie powstrzyma obecnych roszczeń ale uchroni od potencjalnych następnych, co już ktoś wcześniej opisał.
Polska w pigułce! Budżetowa administracja już zaczyna zjadać własny ogon, bo ktoś nominował głupka na cieplutki stołek.
Panu Damianowi z Dąbrowy Górniczej to jeszcze proponuje zainteresować się kwestią OC pojazdu Mazda. Otóż na dziś ten pojazd pozostaje nieubezpieczony! Kary za brak OC wynoszą: Brak OC od 1 do 3 dni: 1 920 zł Brak OC od 4 do 14 dni: 4 810 zł Brak OC powyżej 14 dni: 9 610 zł Opłaty za parkowanie nakładane przez MZUiM to drobne na chipsy w porównaniu z tą karą z UFG.
Po pierwsze, Pan Damian jak najbardziej może zgłosić na policji tą sytuację. Ma przecież wezwanie do zapłaty, ma przecież nr rejestracyjne tych samochodów. Policja ma wgląd do tych systemów CEPiK i od razu może ustalić sprawcę tych klopotów. Po drugie, kuriozalna sytuacja to ta, że Pan Damian w ogóle ma udowadniać, że nie jest wielbłądem. Przecież tak naprawdę to z chwilą jak zgłosił do MZUiM jak się sprawy mają to urząd już wie, że ktoś tutaj popełnił przestępstwo na niekorzyść miasta i popełnia je nadal. Co powinien zrobić MZUiM? Ano wziąć oświadczenie od Pana Damiana i skierować zawiadomienie do prokuratury, że ktoś tutaj popełnił przestępstwo na niekorzyść miasta. W dalszej kolejności prokuratura zleca dochodzenie policji i sprawę wyjaśnia. A jak wyjaśni i ustali winnego to wtedy powiadamia MZUiM do kogo mają wysłac rachunek z odsetkami. A winnego stawia przed sądem. A tu wychodzi na to, że urząd ma w doopie kto był faktycznym właścicielem tych aut, byle kasa im się zgadzała. Ja tylko przypomnę, że to MZUiM został oszukany i narażony na szkodę a nie Pan Damian. Więc to ich obowiązkiem jest powiadomić odpowiednie organy.
No weź, ziomek. Pan Damian nie jest poszkodowany tylko zarząd? A kto jest ścigany o zapłatę? Nie reinterpretuj rzeczywistości xD Małe podsumowanie faktów: typ nie zgłasza na policję przestępstwa na jego szkodę (ryzykując że ktoś go wkręci w jeszcze większe kłopoty), a wymaga tego zgłoszenia od wszystkich dookoła. Tworzy do tego uzasadnienie pod publiczkę, zgodnie z którym przecież to jasne, że na policję to wbijamy najlepiej dopiero z gościem, którego sami ujmiemy (bo policja sama przecież nic nie zrobi :p), a dopóki typa nie ma, to popijam drinki z palemką. Swoją drogą fajna opcja, patrząc na argumenty z artykułu. Czyli obecnie mogę wbijać wszędzie z buta z tekstem "to nie ja". I wszyscy mają mi wierzyć na słowo? Bez dokumentów? Bo mi dobrze z oczu patrzy? Bank tak samo odpuści mi kredyt (nie podpisywałem przecież umowy, ale na policję nie pójdę, bo się jeszcze spocę!). Tak to teraz wszędzie działa? Super, świetny biznes.
Ale co MZIUM ma zrobić? Przecież on ma wysłać wezwanie do zapłaty na dane z Cepiku on nie jest odpowiedzialny za te dane. Więc nie może on informować Cepiku że chyba macie błąd w danych. A cepik też nic nie może bo takie dane dostaje od wydziału komunikacji. Jaja będą jak wydział komunikacji odmówi wydania tych dokumentów, bo powoła się na RODO i nic nie dostaną. Prawnicy mają tendencję do przedłużania sprawy bo mają za to płacone. A za rozprawy jeszcze więcej. I nie ważne czy przegrają czy wygrają zapłacone będą mieć, to tylko zależy z której kieszeni.
Masakra jakaś.
Karton Kraj, urzędasom nawet doopy sie nie chce ruszyć
Skoro jedno z tych aut jest porzucone, to przejąć, opłacić karę i cieszyć się resztą zysku
Kopanie się z koniem.
Wszystko pięknie, ale na co czeka pan Damian? Z artykułu wynika , że ktoś najprawdopodobniej sfałszował umowę i zgłosił do Wydziału komunikacji, nie jedną , a dwie, bo dwa różne samochody wchodzą w grę ? Czy p. Damian, albo jego prawnicy zgłosili ten fakt na Policję? Jest tu wiele niewiadomych? Czy oba auta należały do tego samego właściciela, który je zbył p. Damianowi, czy tez każde należało do kogoś innego? Pan Damian nie wie, kto mógł się posłużyć jego danymi ? Co MZUM ma do tego? Mają dane z ewidencji pojazdów i robią swoje. A jeśli p. Damian uważa, że stał się oszukany, to dlaczego tego nie zgłosi sam czy przez pełnomocnika na Policję?
Przecież w tekście jest dokładnie opisane dlaczego pan Damian i jego prawnicy nie złożyli jeszcze zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa. Czekają na jakiekolwiek dokumenty, o które proszą od dwóch miesięcy. Obecnie nie bardzo mają z czymkolwiek iść na policję. W tekście jest też napisane kogo podejrzewa o sfałszowanie umowy pan Damian.