Ponad 100 osób skandowało na katowickim Rynku: „Stop cierpieniu zwierząt w Polsce”. Protestujący przekonywali, że państwo nie robi nic, by ograniczyć liczbę niechcianych psów i kotów. Tymczasem niektórzy na bezdomności zwierząt sporo zarabiają.
- Prawie każdego dnia otrzymuję prośbę: „Justyna ratuj. Ten pies, ten kot nie ma szans w schronisku”. Dlaczego nie ma szans? Zostanie zabity, choć ładnie nazywa sięto „uśpiony”. On zostanie zabity dlatego, że jest tych zwierząt za dużo. Zwierzęta takie nie mogą liczyć na adopcję - mówi Justyna Klimek, która opiekuje się niepełnosprawnymi zwierzętami.

Mają często złamane kręgosłupy, uszkodzone miednice i nie kontrolują czynności fizjologicznych. Justyna ma kilkanaście psów i kotów. Dziewięć niepełnosprawnych i kilka przewlekle chorych. - Przy nich praca jest całodobowa. Żebym mogła tutaj przyjechać, musiała mi pomóc - mówiła podczas protestu pod hasłem „Mamy dość!”.
Dzisiaj na katowicki Rynek ok. 100 osób przyszło na protest zorganizowany przez Fundację „KARUNA – Ludzie dla Zwierząt" oraz Koalicję Kastrujemy Bezdomność, żeby poprzeć pomysł zmian w ustawie o ochronie zwierząt, która ma prawie 30 lat i nie odpowiada na wyzwania dzisiejszych czasów. Zdaniem organizatorów protestu, odpowiedzią ma być przede wszystkim bezpłatna kastracja oraz sterylizacja zwierząt.
Ze sceny podano wnioski z raportu NIK z 2024 roku. Wynika z niego, że aż 90% wydatków na walkę z bezdomnością zwierząt w Polsce generuje odławianie i utrzymanie schroniska. Tylko nieco ponad 10% jest przeznaczane na przykład na czipowanie czy kastrację. Jak mówią protestujący, od 3 do 4 tys. złotych kosztuje odłowienie jednego zwierzęcia przez hycla, a 500 zł to koszt sterylizacji.
- Z jednej suki czy z jednej kotki, która rodzi 3-4 razy do roku, może być około 24 do 30 zwierząt nawet. Dlaczego gminy mogą wydawać tyle pieniędzy na pielęgnację bezdomności, a nie wydają na kastrację? Przecież to jest prosty przelicznik - mówi jedna z organizatorek.
Wśród uczestniczek protestu w Katowicach była pomysłodawczyni rozwiązania, które ma uleczyć ułomny system. Jak mówi Aneta Dubaj, dziennie nawet 500 tys. zł z podatków jest marnowanych przez wady systemu opieki nad zwierzętami. Jej zdaniem bezdomność to dla niektórych dochodowy biznes, bo jeden odłowiony pies może być fakturowany po kilka razy w różnych miejscach.
- ETOS, który proponuję to jest twardy cyfrowy audyt. Zasada jest prosta: jedno zwierzę, jeden cyfrowy ślad równa się jedna opłacona faktura. Tylko tyle i aż tyle. Od miesięcy odbijam się od drzwi minister. Nikt tam tego nie chce. Wiecie dlaczego? Bo oni panicznie boją się transparentności - mówi Dubaj.

Przed sceną umieszczono też transparent z listą europosłów, którzy 28 kwietnia br. zagłosowali przeciwko rozporządzeniu, które wprowadza m.in. obowiązkowe zakładanie czipów oraz rejestrację wszystkich psów i kotów w UE.
Organizatorzy namawiali do poparcia projektu ustawy o zapobieganiu bezdomności psów i kotów (tzw. projekt 836).
Oto lista wybranych postulatów, które przedstawiono podczas dzisiejszej manifestacji:
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze