Dzisiaj miasto zaprosiło dziennikarzy na konferencję, której tematem miała być przede wszystkim polityka mieszkaniowa. Jednak na koniec postanowiono wspomnieć też o problemach na linii Katowice - PKP PLK. Dyskusja dotycząca realizowanej od września przebudowy linii E65 zdominowała spotkanie.
Prezydent Marcin Krupa apelował do dziennikarzy, żeby nagłośnili pomysł zamknięcia „wszystkich wiaduktów na pół roku”. - Skutki gospodarcze takiego wyłączenia miasta na pół roku, mogą być tak kolosalne, że sobie nie zdajemy sprawy. Wystarczy jedno słowo w eter wśród dużych graczy, że miasto ma problemy komunikacyjne, że nie da się przejechać z jednego miejsca w drugie - mówi Krupa. Jego zdaniem to paraliż miasta związany z realizacją inwestycji może wpłynąć na inne inwestycje.
W wypowiedzi prezydent Katowic miał na myśli tak naprawdę dwa wiadukty. Już zamknięty na ul. Mikołowskiej i planowany do zamknięcia na ul. św. Jana. Od początku zapowiadano, że w trakcie przebudowy linii kolejowej E65 prace nie będą prowadzone jednocześnie na sąsiadujących ze sobą obiektach. Zgodnie z uzgodnieniami pomiędzy PKP Polskimi Liniami Kolejowymi a miastem, w trakcie inwestycji kolejowej nie będzie sytuacji, w której przebudowywane równocześnie będą położone obok siebie wiadukty. Dlatego na przykład zamknięty jest przejazd pod ul. Graniczną, ale nadal kierowcy mogą przejechać pod obiektem na ul. Damrota. To samo tyczy się ulic Mikołowskiej i św. Jana. Na tej drugiej prace miałyby się zacząć dopiero po wybudowaniu nowego wiaduktu nad ul. Mikołowską (zgodnie z planem ma to potrwać 26 miesięcy).

To nie pierwszy raz, gdy miasto wytyka kolejowej spółce problemy przy realizacji inwestycji za ponad 3 miliardy złotych. O tym, że przebudowa linii E65 w Katowicach jest źle przygotowana miasto mówiło jeszcze przed jej rozpoczęciem. Jednak później PKP Polskie Linie Kolejowe zaprosiły miasto na wspólną konferencję, podczas której Marcin Mochocki, członek zarządu PKP PLK ds. realizacji inwestycji, przyznał, że nie wszystko przy projektowaniu zrobiono tak jak należy.
Dzisiaj zapytaliśmy prezydenta Katowic o to, czy wojna władz miasta z PKP PLK jest naprawdę potrzebna.
- Nie ma żadnej wojny z PKP. Domagamy się działań logicznych i nie wpływających na komfort życia mieszkańców. My nie wojujemy, nie machamy szabelką. Skoro państwo (przedstawiciele mediów - przyp. red.) piszecie o tym, że miasto jest winne, to chciałbym, żeby ta piłeczka została odbita, bo nie zawsze za wszystko miasto jest odpowiedzialne - mówi Marcin Krupa i dodaje, że nie ma realnego wpływu na spółkę kolejową.
Podkreślał, że problemem nie jest tylko inwestor, ale także wykonawca. - Jest to inwestycja zupełnie z zewnątrz i to jest jeden z kolejnych minusów. Realizator tej inwestycji nie czuje klimatu Katowic. Jakby to były firmy z Katowic, to wiedziałyby z czym mają do czynienia i może myślałyby bardziej twórczo jeżeli chodzi o technologię i proces rozłożenia w czasie tej inwestycji - uważa prezydent Katowic i prosi media o pomoc. - W momencie gdy mówimy jednym głosem, mówi miasto i mówią media, to ten głos zaczyna mieć słyszalny. Nikt nie chce mieć złego PR-u wokół inwestycji, która jest tak trudna i na drodze której może się pojawić jeszcze tyle problemów.
Mimo wszystko, obie strony cały czas deklarują pełną współpracę. Do sprawy zamknięcia jednoczesnego zamknięcia ul. Mikołowskiej ul. św. Jana jeszcze wrócimy.
Łukasz KądziołkaChcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Ale PKP nie ma prawa do wywiezienia nawet grama ziemi z jana zanim w calosci nie zostanie oddany wiadukt na mikołowskiej. PKP juz wie ze dzieki swoim opoznieniom moze nie skonczyc jana na czas i nie zdazy sie rozliczyc z cefałki (Łącząc Europę 2021-2027). Stad nerwowe zakulisowe rozmowy z ktorych oczywiscie nie moze byc zadnych notatek. Wczesniej tylko miasto bylo zaniepokojone opoznieniami. Dzieki temu mozna wyciagnac od nich kase na łacznik z sądowa. Mniej ich to bedzie kosztowac niz utrata finansowania z unii.
Was wszystkich należałoby by zamknąć na DOŻYWOCIE bez wyjątku....
Ale jak będzie kolejny etap to muszą zamknąć przejazd bo inaczej nic nie zrobią. A jak na św jana cokolwiek zrobią z tramwajami to ucinają połączenie tramwajowe. W katowicach. Nie dziwie się że katowice boją się częściowego zamknięcia wiaduktu, Niech sobie PKP wynosi ziemie na taczkach w między czasie.
Można dołem a nie kanałami. Zjedziesz na Byłej KWK Śląsk, przejdziesz dołem i wyjedziesz na KWK Wujek. Mamy niezagospodarowane metro z Kochłowic do Brynowa. Brak tylko stacji w Panewnikach i Ligocie.
Wiadukt na Rolnej obok Obi również wymaga zamknięcia, o czym nikt nie mówi. Z Ligoty do centrum kanałami będziemy się czołgać... Miasto powinno pilnować przestrzegania prawa, walić równo mandaty za ulicy ubłocone kołami z ciężarówek, zabierać dowody rejestracyjne kamazom, które plują niedopalonym dieslem i olejem. Ktoś napisze - a czemu nie dzwonisz na SM? Bo tam się nie da dodzwonić....
Najbardziej to się wczuli jak ostatnio zapomnieli odśnieżyć chodniki w centrum miasta na Chorzowskiej ;)
Mogliby wprost napisac ze chca zamknac dwa pasy na jana i w zamian otworzyc dwa pasy na mikolowskiej. Dla samochodarian to lepiej, ale miasto obawia sie ze jak zaczna grzebac na jana to calosc moze sie zawalic i zostanie tylko mikolowska z dwoma pasami. Ale niech dodadza lacznik do dworca pks i wszyscy beda za.
W Katowicach władze miasta narzekają na roboty prowadzone przez PLK, a w Dąbrowie Górniczej zaś nie mogą się doprosić o to, by kolej w ogóle włączyła miasto do tej dużej przebudowy
Jeszcze będziecie wszyscy dziękować wlodarzom, że uratowali zamknięcie wiaduktu którego PLK nie planowała zamykać. Wspomnicie moje slowa.
"Podkreślamy, że na żadnym etapie prac nie planowaliśmy i nie planujemy jednoczesnego i całkowitego zamknięcia ruchu przy ul. Mikołowskiej i ul. Św. Jana i Miasto Katowice było o tym informowane" To, że nie planują całkowitego zamknięcia, nie znaczy, że nie planują częściowego zamknięcia, o którym mówi miasto. Czytając ten artykuł, wynika, że PKP z nami chce polecieć w kulki tak formułując komunikat.
kilka lat temu pkp już postawiło krzyżyk na węzeł katowicki. ten złom od lat był nie remontowany. Może i dobrze w końcu by tu wszystko padło i koniec tego mydlenia o potędze przez samorzadowcow
Odgórnie sterowany medialny szum miałby odwrócić uwagę od nieodśnieżonej velostrady? (Tam działa firma z Katowic, czująca klimat i wiedząca, z czym ma do czynienia.)
Ale PKP nie ma prawa do wywiezienia nawet grama ziemi z jana zanim w calosci nie zostanie oddany wiadukt na mikołowskiej. PKP juz wie ze dzieki swoim opoznieniom moze nie skonczyc jana na czas i nie zdazy sie rozliczyc z cefałki (Łącząc Europę 2021-2027). Stad nerwowe zakulisowe rozmowy z ktorych oczywiscie nie moze byc zadnych notatek. Wczesniej tylko miasto bylo zaniepokojone opoznieniami. Dzieki temu mozna wyciagnac od nich kase na łacznik z sądowa. Mniej ich to bedzie kosztowac niz utrata finansowania z unii.
Was wszystkich należałoby by zamknąć na DOŻYWOCIE bez wyjątku....
Ale jak będzie kolejny etap to muszą zamknąć przejazd bo inaczej nic nie zrobią. A jak na św jana cokolwiek zrobią z tramwajami to ucinają połączenie tramwajowe. W katowicach. Nie dziwie się że katowice boją się częściowego zamknięcia wiaduktu, Niech sobie PKP wynosi ziemie na taczkach w między czasie.