Reklama

Kolejny Światowy Dzień Roweru Katowice obchodzą jako wciąż mocno prosamochodowe miasto [OPINIA]

Oficjalna narracja od dawna jest taka sama: Katowice to miasto przyjazne rowerzystom/Katowice stawiają na zrównoważony transport. Wystarczy jednak wsiąść na rower i spróbować bezpiecznie dojechać choćby do centrum miasta. To właściwie niemożliwe. Mamy idealny moment, żeby to zmienić. Potrzeba jest jednak decyzja polityczna i przekonanie, że rower naprawdę może zmienić miasto. Ani jednego, ani drugiego na razie w Katowicach nie ma. Zamiast tego są kolejne setki milionów wydawane na drogi dla samochodów.

Przez lata Katowice chwaliły się tym, że są dobrze skomunikowane. Rzeczywiście, kiedy przez samo centrum przebiega autostrada (DTŚ), a druga zamyka je od południa (A4), można mówić o dobrym skomunikowaniu. Na dodatek, rzut beretem jest A1. Do tego rozwinięta sieć kolejowa i nieodległe lotnisko w Pyrzowicach.

To wszystko prawda i z pewnością jeden z atutów Katowic. Nie jest nim za to komunikacja "wewnętrzna", rozumiana jako sprawne przemieszczanie się zarówno po samym mieście, jak i pomiędzy sąsiednimi (najbliższymi) miastami i Katowicami. Transport ZTM zostawmy, bo to temat na inną opowieść. Wiele pozytywnych zmian mogłaby wprowadzić spójna, bezpieczna i gęsta sieć dróg rowerowych. Takiej w Katowicach nie ma i nie zanosi się na to, żeby szybko powstała. Owszem, powstają kolejne drogi rowerowe, ale w bardzo wolnym tempie, a przede wszystkim, nie tam, gdzie są najbardziej potrzebne. Budowę infrastruktury rowerowej w Katowicach można podsumować jednym zdaniem: powstaje tam gdzie może, a nie tam gdzie powinna. Przykład. Jakiś czas temu postanowiłem pojechać rowerem z centrum miasta do oddziału NFZ na os. Witosa. Jechałem po istniejących drogach rowerowych, m.in. Wita Stwosza, Kochanowskiego, al. Korfantego, Chorzowską, Bocheńskiego, Pukowca, Kolońską. Podróż, bo tak to trzeba określić, zajęła mi około 27 minut. W drodze powrotnej postanowiłem ominąć niemal wszystkie drogi rowerowe. Pojechałem ul. Wiśniową, a potem ul. Gliwicką. Tym razem pokonanie trasy z tego samego punktu A do tego samego puntu B zajęło mi 11 minut. To pokazuje jak wiele jeszcze jest w Katowicach do zrobienia. Dlaczego nie ma drogi rowerowej na ul. Gliwickiej, która pozwoliłaby skomunikować z centrum całe Załęże, Obroki, os. Witosa czy nawet Chorzów? Przecież to jest tak oczywiste, że aż trudno uwierzyć, że nikt na to jeszcze nie wpadł. Owszem, miejscami ul. Gliwicka jest wąska, jeżdżą po niej tramwaje, ale długimi fragmentami miejsce dla rowerów by się znalazło.

Reklama

O tym, że rowery nie są dla władz żadnym priorytetem, świadczą inne przykłady. Niedługo rozpocznie się budowa przedłużenia ul. Mickiewicza. Powstanie łącznik z ul. Grundmanna, będzie też przebudowa fragmentu Mickiewicza do ul. Sobieskiego. Mimo że technicznie nie ma żadnych przeszkód, żeby zrobić tam drogę rowerową (jest szeroko), to jej tam nie będzie. O jej budowę apelowała Rada Dzielnicy Śródmieście. Przecież otwiera się niepowtarzalna szansa na zrobienie świetnego połączenia ul. Grundmana z rynkiem, bo w kolejnych latach dalsza część ul. Mickiewicza też ma zostać przebudowana. Na dodatek w planach jest zwężenie ul. Sokolskiej. Aż prosi się o bezpieczną infrastrukturę rowerową w tej części śródmieścia. Jednak jej nie będzie. Dlaczego? Bo nie. Jak tłumaczą urzędnicy, kiedy postawią na jakiejś ulicy znak ograniczenia prędkości do 30 km/h, droga rowerowa jest już niepotrzebna. Tak było np. na ul. Ceglanej. Nowy znak i ścieżka znika. Tak to właśnie wygląda w Katowicach. Strefa tempo 30 wyklucza budowę dróg rowerowych. To zupełnie bez sensu, bo kto będzie ryzykował np. przejazd z małymi dziećmi pomiędzy samochodami.

Następny przykład - nowa droga rowerowa wzdłuż Parku Kościuszki. Po pierwsze, powstała nie z tej strony co trzeba. Puszczenie rowerów tuż przy ścianie parku powoduje, że piesi wychodzą wprost pod rowery. Na dodatek krzaki wystają miejscami na połowę drogi dla rowerów. Na asfalcie leży wszystko co spadnie z drzew i krzewów. Nie trzeba chyba tłumaczyć jak niebezpieczna robi się ta droga, kiedy na to wszystko spadnie deszcz. To jednak jeszcze nic. DDR wzdłuż ul. Kościuszki ma rzekomo łączyć centrum miasta z CP Brynów. Tyle że na wysokości ul. Gawronów droga dla rowerów się kończy, a potem trzeba jechać jakimiś opłotkami. To w żaden sposób nie zachęca do wyboru roweru.

Reklama

Podobnie jak nawierzchnia większości istniejących DDR. Nie wiadomo dlaczego przez lata katowiccy urzędnicy uznawali, że kostka brukowa to idealny materiał na drogę dla rowerów. Jeszcze lepiej jest, kiedy rowerzyści mogą po tej kostce mijać się z pieszymi na tzw. ciągach pieszo-rowerowych. Do tabelki można wpisać kolejne metry infrastruktury rowerowej i wszyscy (poza rowerzystami i pieszymi) są zadowoleni. Dobrze chociaż, że jakiś czas temu prezydent Katowic zdecydował, że kostka będzie stosowana tylko w ostateczności.

Idźmy dalej. Czy można do centrum Katowic bezpiecznie dojechać od północy? Nie można. Droga rowerowa (zresztą ogrodzona szpalerem barierek) kończy się mniej więcej na ul. Konduktorskiej. Co dalej? Nic.

Reklama

Czy można bezpiecznie dojechać do centrum Katowic od zachodu? Jeśli ktoś mieszka na os. Tysiąclecia to teoretycznie może (ul. Chorzowska, rondo, al. Korfantego), ale od Załęża już nie.

Czy można bezpiecznie dojechać do centrum Katowic od wschodu? Miejscami bardzo szerokie ul. Warszawska i ul. 1 Maja nie mają praktycznie żadnej infrastruktury rowerowej. Trudno za taką uznać wymalowane na chodniku piktogramy przedstawiające pieszych i rower. A jak już się pojawia jakikolwiek kawałek prawdziwej drogi rowerowej (po południowej stronie CP Zawodzie), to po 100 metrach się kończy i prowadzi donikąd.

Reklama

Czy można bezpiecznie dojechać do centrum Katowic od południa? Właściwie nie można. Niestety, podczas niedawnej przebudowy ul. Kościuszki nikt nie pomyślał o przestrzeni dla rowerzystów. Stąd częsty widok rowerów na chodnikach czy nawet torowisku tramwajowym. Co z tego, że od ul. Gawronów ktoś dojedzie DDR do skrzyżowania ulic Poniatowskiego, Kościuszki, Szeligiewicza, jak dalej nie ma po czym jechać. Może oczywiście skręcić w kierunku ul. Wita Stwosza, dojechać do drogi rowerowej zaczynającej się przy katedrze i pojechać nią do rynku. Tyle że wtedy nadrabia kilkaset metrów, a w transporcie rowerowym chodzi o to, żeby droga z puntu A do B była jak najkrótsza, a co za tym idzie, jak najszybsza.  Nie mówiąc już o tym, że wyznaczony dla rowerzystów pas kostki brukowej na ul. Wita Stwosza i ul. Kochanowskiego co chwilę poprzecinany jest wjazdami do posesji. To też oczywisty błąd i nieprawidłowość w prowadzeniu infrastruktury rowerowej.

Reklama

Kolejna rzecz to liczniki rowerowe. W miastach, które naprawdę stawiają na rowery, jak Kraków czy Poznań, sieć liczników jest gęsta, a dane z nich pozyskiwane mogą służyć nie tylko w celach statystycznych, ale również do wprowadzania zmian w infrastrukturze rowerowej. Nie mówią już o aspekcie promocyjnym. Jak to wygląda w Katowicach? Do niedawna w mieście był jeden licznik rowerowy zainstalowany na rekreacyjnej trasie przy stawie Maroko. Już pal licho, że licznik w takim miejscu jest zupełnie zbędny. Najgorsze jest to, że przez kilka lat nikt nie pobierał z niego danych. Bo to by trzeba pójść, wyjąć, odczytać, a komu to potrzebne. Kilka tygodni temu przy al. Korfantego stanęło liczydło. Mogłoby się wydawać, że chociaż teraz miasto będzie gromadzić dane statystyczne i np. za rok urzędnicy powiedzą przeciwnikom budowy infrastruktury rowerowej: zobaczcie, 3 czerwca 2022 roku przez al. Korfantego do rynku przejechało 456 rowerzystów, a 3 maja 2023 już 657. To ogromny wzrost. Nic takiego się jednak nie wydarzy. Dlaczego? Bo liczydło liczy przejeżdżających rowerzystów tylko w czasie rzeczywistym i robi z tego sumę za cały rok. Kupując sprzęt za 100 000 zł nikt nie pomyślał o module (programie), który gromadziłby dane. O prezentacji ich tak jak to wygląda np. w Krakowie, nawet nie wspominam.

Już na koniec, podejście władz miasta do rowerów jako pełnoprawnego środka transportu pokazują pieniądze i różnego rodzaju plany. Trzeci pas dla samochodów na fragmencie ul. Mikołowskiej. Estakada z dodatkowym pasem, która sprawi, że DTŚ pobiegnie jeszcze bliżej okien mieszkańców Gwiazd. Puszczenie ruchu deptakami na Dyrekcyjnej i Mielęckiego. Wreszcie, pozyskiwane fundusze zewnętrzne (np. z Polskiego Ładu czy RFIL), które dziwnym trafem jakoś nigdy nie są przeznaczane na drogi rowerowe.

Reklama

Katowice to miasto bardzo nieprzyjazne rowerzystom. Nie zmienią tego pozytywy, jak rozrastająca się sieć wypożyczalni roweru miejskiego czy kilka niedawno ukończonych lub powstających sensownych dróg rowerowych (np. z Nowego Nikiszowca do Doliny Trzech Stawów czy z Nikiszowca do Giszowca). Nawet jeśli prezydenci Katowic korzystają z roweru (a część z nich korzysta), to mentalnie siedzą na tylnym siedzeniu samochodu. A stamtąd nie mają szans, żeby sprawdzić jak naprawdę wygląda poruszanie się rowerem po Katowicach.

Czy w najbliższym czasie doczekamy się w Katowicach zmiany w podejściu do rowerów? Oby, bo to wielka szansa dla miasta. Moment jest idealny, wystarczy spojrzeć na ceny paliw i ruch w sklepach rowerowych. Marzy mi się wielki program budowy dróg rowerowych, które w końcu stworzą spójną sieć. Nie za 5 czy 10 lat, ale już teraz. W przeciwnym razie, inne miasta będą odjeżdżać Katowicom jeszcze szybciej.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    nono - niezalogowany 2022-08-13 15:02:39

    "Katowice to miasto przyjazne rowerzystom/Katowice stawiają na zrównoważony transport." - w nawiązaniu do "zrównoważonego" którego nie jestem przeciwnikiem, jeżdżę różnymi środkami transportu (w tym rowerem). Skoro mowa o równowadze, jakoś nie słyszę od aktywistów rowerowych o tym, żeby wprowadzić dla nich obowiązek jazdy z włączonymi światłami przez całą dobę, konieczności obowiązkowego ubezpieczenia OC czy też objęcia ich podatkiem drogowym. Słyszę natomiast stale o ich żądaniach i tym, że się im należy bo są cool, niezależnie ile to ma kosztować.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Grzegorz Żądło - niezalogowany 2022-06-07 08:50:57

    Dla dziecka droga rowerowa czy to przy chodniku, czy poza nim, a nawet w formie pasa na jezdni, zawsze jest bezpieczniejsza niż jazda w ruchu ogólnym. Przynajmniej w Polsce.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    rowerzysta - niezalogowany 2022-06-07 07:45:47

    Dokładnie. ZAWSZE poruszanie się wraz z potokiem samochodów , przewidywalnie, gdzie kierowcy mają rowerzystę na asfalcie przed sobą jest bezpieczniejsze, niż rowerzysta jadący ścieżką wydzieloną z chodnika, czasem nawet zasłonięty przez żywopłot, który jest narażony codziennie na wymuszenia pierwszeństwa przez kierowców skręcających z głównej, lub dojeżdżających do głównej. Piszę to z perspektywy siodełka roweru, którego w zimie też nie opuszczam a codziennie mam do czynienia z takimi sytuacjami jak wyżej. Pasy jednokierunkowe w jezdni to najbezpieczniejsze rozwiązanie.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo katowice24.info




Reklama
Najnowsze wiadomości