Są dwie możliwości. Albo prezydent Katowic nie wie co się dzieje w podległych mu placówkach, albo doskonale wie, ale świadomie wykorzystuje Budżet Obywatelski do zaspokajania podstawowych potrzeb szkół, przedszkoli czy bibliotek. I jedna, i druga wersja nie jest dla niego dobra, ale jednak niewiedza byłaby trochę lepsza. Jeśli bowiem o tym wszystkim wie, to powinien się spalić ze wstydu.
Co roku alarmujemy, że Budżet Obywatelski jest nim już tylko z nazwy. Od wielu lat BO jest skarbonką dla szkół, żłobków, przedszkoli, bibliotek, domów kultury i OSP, czyli wszystkich tych instytucji, które z automatu powinny być z tej formy dzielenia pieniędzy wykluczone. Powinny, ale nie są, bo tak jest władzom miasta wygodnie. Chcecie coś wyremontować w szkole, idźcie na żebry do BO. Chcecie kupić jakiekolwiek nowości do biblioteki, idźcie na żebry do BO. Chcecie zdobyć wyposażenie, żeby podczas akcji gaśniczych lepiej chronić siebie i innych, idźcie na żebry do BO. Tak można by wymieniać długo.
Jak bardzo jest to upokarzające dla wielu jednostek może świadczyć fakt, że w BO do podziału jest tylko nieco ponad 17 mln zł. Dla porównania, roczne wydatki Katowic to około 4 mld złotych, a tylko GKS Katowice dostał w tym roku już prawie 29 000 000 zł. Cały Budżet Obywatelski stanowi nieco ponad połowę kwoty, jaką miasto wydaje na klub sportowy.
Ale zostawmy już kwotę. Jest ile jest i może nawet dobrze, że więcej nie ma, bo trzeba by na każdym kroku stawiać kolejne beboki, organizować warsztaty dla mieszkańców Katowic w zakresie tańców w kręgu i tańców liniowych albo kupować stroje dla mażoretek.
Warto jednak przyjrzeć się temu kto i na co musi żebrać o pieniądze z BO. Przykro się patrzy na wnioski składane przez szkoły. Owszem, część to fanaberie, bez których uczniowie mogą się obejść, ale duża część to podstawy podstaw. Najbardziej żenujące są projekty dotyczące remontu toalet. Przecież będąc prezydentem, gdybym zobaczył wniosek pt. Godne toalety - Remont toalet w Szkole Podstawowej nr 40 w Katowicach, to spaliłbym się ze wstydu. Podobnie jak widząc wniosek pt. "Czysta sprawa - nowe toalety dla szkoły".
Warto zajrzeć do opisów tych wniosków.
"Zakres remontu obejmuje wymianę glazury, muszli ustępowych, pisuarów, umywalek oraz armatury."
"Remont czterech łazienek szkolnych: w ramach realizacji projektu zostanie wymieniona instalacja wodno-kanalizacyjna oraz wentylacyjna. Zostaną zrealizowane prace budowlane i wykończeniowe: remont ścian, podłóg, sufitów, montaż urządzeń sanitarnych (umywalki, pisuary, kabiny toaletowe). Montaż armatury polegający na doposażeniu łazienek w nowe dozowniki do mydła oraz lustra."
Idźmy dalej. SP 65 wywalczyła sobie w BO zakup pieca konwekcyjno-parowego do kuchni, a SP 13 szafki dla uczniów, żeby ci nie musieli dźwigać wszystkiego z domu do szkoły i odwrotnie.
Teraz tak, załóżmy, że prezydent nie wie, że w podległych mu szkołach dzieci załatwiają potrzeby fizjologiczne w niegodnych 2025 roku warunkach oraz, że jakaś szkoła potrzebuje nowego pieca, żeby gotować dzieciom obiady. Co wtedy robi prezydent? Wzywa naczelnika wydziału edukacji i pyta co to ma znaczyć? Jeśli on nic nie wie, to pyta dyrektorów. Jeśli ci ostatni nie sygnalizowali, że potrzebują takich podstawowych rzeczy i remontów, to ich zwalnia. Jeśli jednak sygnalizowali, ale naczelnik nie przekazał mu tych informacji, to zwalnia naczelnika. Jest też jednak opcja trzecia, najbardziej prawdopodobna - o wszystkim wie, ale udaje, że to jest w porządku. Niech sobie w BO wywalczą pisuary i umywalki, bo przecież niedawno prezes GKS-u sygnalizował mu, że kolejnemu zawodnikowi musi płacić 100 000 zł miesięcznie. A chyba są jakieś priorytety w mieście, przecież nie da się porównać toalet dla dzieci i konieczności sprowadzenia przeciętnego kopacza za duże pieniądze. To drugie jest zdecydowanie ważniejsze.
Tak w ogóle, to do całej sprawy można podejść jeszcze bardziej praktycznie. Po co dzieciom w szkołach toalety i obiady? Niech sikają i jedzą w domu. Szkoła jest od uczenia się, a nie od łażenia do łazienki. Im będą ładniejsze, tym chętniej uczniowie będą do nich chodzić. A wiadomo co się dzieje w takich szkolnych toaletach, papierosy, narkotyki albo jeszcze coś gorszego. A tak, kiedy wszystko jest stare, brzydkie, poobijane, to mało kto chce z tego korzystać. I dobrze, przynajmniej się na lekcje na spóźniają.
Z obiadami to samo. Wiadomo, że najlepsze są takie zrobione przez mamę albo babcię. Po co więc szkole nowy piec. Tyko marnowanie pieniędzy.
Tak na marginesie, kiedy ja w latach 80-tych chodziłem do podstawówki na wsi, to toalet nie mieliśmy wcale. Zima, nie zima, lato, nie lato, chodziło się do sławojek (starsi młodszym wytłumaczą co to jest), gdzie swoje potrzeby załatwiało się do dziury w deskach.
Obiadów też nie było. Co najwyżej herbata albo kakao, które dyżurny przynosił w dużym stalowym wiadrze z takiej kanciapy, i z którego każdy sobie chochlą nalewał do przyniesionego z domu kubka. No i co, dało się? Nie było wygód, a wszyscy (no prawie wszyscy) wyszliśmy na ludzi.
Dlatego jako prezydent porozmawiałbym z dyrektorami o tych toaletach, piecach, czy szafkach dla uczniów, na które próbują wyciągać pieniądze z BO. Może niech nie przesadzają, bo szkoła to nie hotel, tylko szkoła życia.
Chociaż akurat papier toaletowy to bym do szkół jednak kupił.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Spokojna twoja rozczochrana. Nigdy nie będziesz prezydentem. Nawet radnym.
Nazwisko jak widzę zobowiązuje . Pozdrów sołtysa podróżnika
Zgadzam się z panem Krzysztofem, w pkt komentarz, brawo.
Budżet obywatelski, zwany również partycypacyjnym, to demokratyczny proces, w ramach którego mieszkańcy współdecydują o wydatkach publicznych. Jednakże nie powinien on być źródeł finansowania zadań publicznych realizowanych przez instytucje. Być może składanych jest zbyt mało skarg do Sądu Administracyjnego, skoro instytucje publiczne wciąż traktują budżet obywatelski jako dodatkowe źródło finansowania. Wojewoda problemu również nie dostrzega. Ośmielę się opisać tę nielegalną procedurę krok po kroku. Pracownik straży miejskiej, w godzinach pracy, pisze wniosek o sfinansowanie doposażenia jednostki, którą zgodnie z prawem powinno utrzymywać miasto w realizacji zadań publicznych, które na ten cel otrzymało już środki. Podobnie postępuje strażak, wnioskując o nowy wóz strażacki, bibliotekarz o tablicę multimedialną, czy dyrektor szkoły o remont łazienki. Aż dziw bierze, że żaden z pracowników sektora publicznego nie złożył jeszcze wniosku o podwyżki wynagrodzeń z budżetu obywatelskiego — choć nie wykluczam, że i takie próby mogły się pojawić. Większość z projektów nie posiada charakteru publicznego oraz ogólnodostępnego dla mieszkańców. Aby nie stworzyć wrażenia, że wyłącznie sektor publiczny wykorzystuje budżet obywatelski do realizacji zadań publicznych, warto przypomnieć wcześniejsze przypadki firm prywatnych. Zdarzało się bowiem, że dystrybutor sprzętu sportowego składał wniosek o budowę siłowni plenerowej, którą sam później dostarczał i instalował. Dla niepoznaki wnioskodawcą był nie właściciel przedsiębiorstwa, lecz jeden z jego pracowników. Kontrola nad budżetem obywatelskim w Katowicach jest iluzoryczna. W przyszłym roku przedłożę wniosek o przeprowadzenie remontu gabinetu prezydenta, w ramach którego zostanie odświeżony i wymalowany na krwiście czerwony kolor. Być może to skłoni do refleksji lub znajdzie się mieszkaniec, który wobec wszystkich wniosków dotyczących zadań publicznych wniesie kilkanaście lub kilkadziesiąt skarg do Sądu Administracyjnego.
W samo sedno
Dobry komentarz, wstyd dla miasta!
Dla poganiaczy kulek 29 mln. I co nam obywatelom Katowic to dało?
A czy nie jest to też całkowite wypaczenie idei/kryterium dostępności? Skoro remont toalet w szkole ma zostać sfinansowany budżetu obywatelskiego - czy te szkolne toalety będą dostępne dla mieszkańców? No właśnie nie ;) Nawet w godzinach otwarcia szkoły ktoś "za potrzebą" nie skorzysta.
Dziękuję za ten głos rozsądku. Przestałem uczestniczyć w tym cyrku. Wstyd dla miasta!
Wiadomo nie od dziś, że publiczne pieniądze należy wydawać na rzeczy niepotrzebne, bo te potrzebne ludzie i tak będą musieli sobie kupić.
Panie Redaktorze, ladnie to tak niepokoic prezydenta bedacego na kluczowym szkoleniu na Filipinach ? , jeszcze biedak nie bedzie sie mogl skupic ....,swoja droga Zetki w kolejnym kraju przegonily nierobow i ich zaplecze ,tym razem Madagaskar !!
te kilka milionów na szkolenia z angielskiego w przedszkolu przytuli w przetargu jakaś firma i to będzie jedyny podmiot, który skorzysta z budżetu obywatelskiego, a tymczasem rodzice uczniów szkolnych nadal będą kupowali papier do szkoły, przynosili ciasta na kiermasz, żeby szkoła mogła kupić podstawowe rzeczy do jej funkcjonowania, nawet książki rozdawane jako nagrody dla najlepszych uczniów fundują rodzice
I cóż z tego, że Pan Redaktor ma rację. Jeno grochu rozbitego o ścianę szkoda. Trzeba się wreszcie z tym pogodzić, że władza jest od władzowania i maluczkim nic do tego, bo władza jest mądrzejsza jeśli nie cwańsza. Cieszcie się z tego, że MIĘDZYGALAKTYCZNY KODEKS POSTĘPOWANIA Z PRZEDSTAWICIELAMI OBCYCH NAM CYWILIZACJI zabrania KOSMITOM wtrącać się do Waszych spraw. Już my byśmy sobie powładzowali, oj powładzowali.
Wsumie urzednicy z gory powinni dobrze zarzadzac a tu psikus . Mieszkam cale zycie w tym miescie i dla mnie jest lipa napewno jak znajdzie sie mozliwosc to wyjade . Ps przynajmniej ten pprtal stara sie poruszac tematy niezreczne dla wladzy , juz ciezko znalesc obiektywne artykuly a tym bardziej mozliwosc dodawania komentarzy . Panie redaktorze powodzenia w pracy i braku siwych wlosow .
Jest jeden problem. U Krupy i jego parobkow pojecie wstydu i honoru jest obce. To jest banda, ktora od 1998 roku rzadzi miastem. Winni sa mieszkancy slepi jak kocieta co ta ekipe wybieraja
Spokojna twoja rozczochrana. Nigdy nie będziesz prezydentem. Nawet radnym.
Nazwisko jak widzę zobowiązuje . Pozdrów sołtysa podróżnika
Zgadzam się z panem Krzysztofem, w pkt komentarz, brawo.