Kierowcy autobusów międzynarodowych jeżdżą przez główną ulicę Załęża. Na prośbę mieszkańców urzędnicy postawili znaki zakazu. Jednak to problemu nie rozwiązało.
Odkąd zaczęła się przebudowa linii kolejowej w Katowicach i zamknięto przejazd ul. Mikołowską, kierowcy zdążyli przyzwyczaić się do zmian w organizacji ruchu. Objazdy poprowadzone dookoła wiaduktu w centrum miasta obowiązują od października 2024 roku. Wraz z wprowadzeniem ograniczeń, pojawił się problem w Załężu.
Od kilku miesięcy główną ulicą dzielnicy poruszają się duże pojazdy. Chodzi o autobusy międzynarodowe jadące z i do dworca przy ul. Sądowej. Choć ul. Gliwicka jest wąska i bardzo gęsto zlokalizowane są na niej przystanki tramwajowe, kierowcy autobusów korzystają z niej jak ze skrótu. Wjeżdżają w nią z ul. Bocheńskiego oraz ulic Grundmanna i Goeppert-Mayer. W ten sposób mogą skrócić sobie drogę na autostradę czy DTŚ-kę.
- Obserwowaliśmy to i problem zgłaszali nam mieszkańcy. Przy tak krętej i wąskiej ulicy duże pojazdy mogą stwarzać zagrożenie. Autobusy mocno dawały się we znaki mieszkańcom - mówi Joanna Janiak, założycielka stowarzyszenia Zielone Załęże. Dlatego stowarzyszenie zwróciło się do miasta z prośbą o rozwiązanie problemu.
- Odpowiadając na społeczne oczekiwanie by odciążyć ul. Gliwicką, podjęto czynności wymagane przepisami szczegółowymi dla wprowadzenia znaków B-3a „zakazu wjazdu autobusów" z tabliczką „Nie dotyczy autobusów na umowie z ZTM" na skrzyżowaniu ul. Gliwickiej z ulicami Grundmanna i Goeppert Mayer oraz z ulicami Bracką i Bocheńskiego, a także znaku B-3a na ulicy Pośpiecha - informuje Barbara Szumilak z Katowickiej Agencji Wydawniczej w imieniu Miejskiego Zarządu Ulic i Mostów. Nowe znaki na ul. Gliwickiej stoją mniej więcej od tygodnia. Zmiana organizacji ruchu obejmuje wszystkie autobusy i autokary prywatnych przewoźników. Wyłączone są z niego autobusy ZTM.
Jednak pierwsze dni po wprowadzeniu nowego oznakowania pokazują, że na Gliwickiej nic się nie zmieniło. Jak donoszą mieszkańcy, autobusy jeżdżą tak samo, jak do tej pory. Kierowcy nie zwracają uwagi na znaki, ale trudno się im dziwić, ponieważ zostały one ustawione w niewłaściwych miejscach. Znajdują się już za skrzyżowaniami, co sprawia, że kierujący autobusami mogą ich nie zauważyć. Poza tym miasto nigdzie nie informowało o zmianach. Nawet jeśli któryś z kierowców zobaczył nowe znaki, to i tak za znakiem nie zdecyduje się na zawracanie na wąskiej ulicy w Załężu.
Jak mówi Joanna Janiak, uwagi mieszkańców zostaną przekazane miastu. Poza tym planuje skierować pisma do przewoźników, żeby pracodawcy przekazali kierowcom informację o nowej organizacji ruchu.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze