Od kilku dni planowany na sobotę marsz budził duże emocje i kontrowersje. Głównie z powodu swojej nazwy - "Katowice miastem nacjonalizmu". Doszło nawet do tego, że w piątek wiceprezydent Katowic zapowiedział skierowanie pozwu przeciwko organizatorom marszu, bo zdaniem władz Katowic, takie przedstawienie miasta jak w nazwie pochodu wpływa negatywnie na jego wizerunek i narusza dobre imię Katowic. Dziś, już po marszu, Bogumił Sobula potwierdził, że prawnicy miasta pracują nad pozwem.
W marszu, który rozpoczął się na pl. Miarki, wzięło udział około 120 osób. Byli wśród nich m.in. przedstawiciele Obozu Radykalno-Narodowego i kibice GKS Katowice. Podczas przemarszu ulicami Jagiellońską, Francuską, Warszawską, 3 Maja i pl. Wolności powtarzali kilka tych samych haseł. Wśród nich: Katowice miastem nacjonalizmu, PIS-PO jedno zło, Antifa łowcy hiva czy Białe życie ma znaczenie. Kiedy przechodzili obok kontrmanifestacji "Katowice przeciw nienawiści! Mówimy NIE nacjonalizmowi”, dorzucili hasło: Zakaz pedałowania. W tym samym czasie uczestnicy lewicowego zgromadzenia (było ich około 150) krzyczeli: Precz z faszyzmem. W tej manifestacji wzięło udział kilku katowickich radych (Jarosław Makowski, Łukasz Borkowski i Adam Lejman-Gąska), posłanka Monika Rosa i europoseł Łukasz Kohut.
Uczestnicy lewicowej kontrmanifestacji zwracali uwagę policji i przedstawicielom urzędu miasta, że nacjonaliści mają na transparentach zakazane znaki i symbole, ale nikt nie zareagował. Obydwie manifestacje były jednak nagrywane przez policję, więc, jeśli rzeczywiście uczestnicy marszu używali zabronionych w Polsce symboli, być może zostanie to wychwycone podczas analizy tych nagrań.
Obydwie manifestacje zabezpieczało 277 policjantów z KMP w Katowicach, oddziałów prewencji w Katowicach i Częstochowie oraz kontrterroryści i zespół antykonfliktowy.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze