Reklama

Rząd obiecał program dla Śląska, ale słowa nie dotrzymał

Prawdopodobnie tylko najwięksi optymiści liczyli, że zapowiedź stworzenia specjalnego Programu dla Śląska zamieni się w konkretny dokument, z którego będzie wynikać coś konstruktywnego. Nie tylko się nie zamieniła, ale zupełnie się rozmyła. W Warszawie o programie nikt już nie pamięta, choć pewnie przed wyborami jeszcze nie raz ministrowie przyjadą na Śląsk na niby konsultacje.

"Program dla Śląska" to dokument, który powstał na przełomie stycznia i lutego. O tym co dokładnie zawierał, można przeczytać tutaj. W skrócie, samorządowcy kilku śląskich miast pod przewodnictwem marszałka Wojciecha Saługi stworzyli spis działań, które trzeba wdrożyć, żeby Śląsk nie pogrążył się w kryzysie. Chodziło m.in. o bezpłatne przekazywanie poprzemysłowych gruntów samorządom, dofinansowanie likwidacji szkód górniczych, zapewnienie pieniędzy na uzbrojenie terenów. W programie pojawił się też postulat czasowego zwiększenia udziału gmin górniczych w PIT oraz zmniejszenia akcyzy i VAT-u na węgiel. Do tego cały pakiet pomocowy dla zwalnianych górników i przedsiębiorców, którzy będą chcieli ich zatrudnić. Łącznie 37 punktów. Co z tego wszystkiego zostało? Właściwie nic.

Podczas niedawnego Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach, przedstawiciele ministerstwa gospodarki zapowiedzieli, że mają już gotową receptę nie tylko dla Śląska. Zamiast pakietu dla jednego regionu, postanowili stworzyć "ustawę modernizacyjną", którą będzie można zastosować dla każdego województwa. - Nie chcemy tej ustawy kierować wyłącznie na potrzeby Śląska. Musi to być uniwersalne narzędzie, na wypadek gdyby kryzys wybuchł w jakimś innym miejscu - mówi Ilona Antoniszyn-Klik, która w ministerstwie gospodarki odpowiadała za negocjacje z samorządowcami ze Śląska i Małopolski. Dodaje przy tym, że na razie na Śląsku kryzysu nie ma, bo przecież żadnych zwolnień grupowych nie było.

Reklama

Jak to ma działać w praktyce, do końca nie wiadomo. Założenie jest takie, że w sytuacji kiedy jakiś region, a nawet powiat zostanie dotknięty poważnym problemem (np. duży zakład upadnie i zwolni kilka tysięcy ludzi) minister gospodarki i rząd będą mogli wykorzystać wspomnianą ustawę. Kluczowy ma być w takiej sytuacji tzw. operator regionalny, czyli spółka, która będzie miała pieniądze. Skąd? M.in. ze spółek skarbu państwa, NFOŚiGW oraz funduszy unijnych. - Operator regionalny będzie musiał stworzyć tereny pod nowe inwestycje, dobre warunki dla już istniejących firm. To nie będzie jedna spółka na danym terenie, to będzie raczej zbiorowa działalność samorządu i rządu - tłumaczy Antoniszyn-Klik. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że ta koncepcja jest na razie bardzo niedookreślona. Podobnie jak to, kiedy w ogóle można mówić o kryzysie. Na to pytanie precyzyjnej odpowiedzi nie ma. Z jednej strony, powinno to być zapisane dosyć sztywno, z drugiej każda sytuacja jest inna. Jednym z kryteriów ma być stosunek liczby zwolnionych w jednym czasie pracowników do ogółu zatrudnionych w danym regionie. Pozostałe kryteria? Rząd milczy.

Na realizację ustawy modernizacyjnej ma zostać przeznaczonych nawet 13 mld zł, chociaż w zdecydowanej większości są to pieniądze, które już zostały zapisane w innych programach i ewentualnie zostaną tylko przesunięte. W sytuacji kryzysowej pierwszym krokiem ma być zagospodarowanie zwalnianych pracowników, kolejnym rozpoczęcie pracy operatora i ustalenie projektów priorytetowych.

Reklama

Do połowy maja założenia ustawy mają zostać skonsultowane m.in. z samorządowcami ze Śląska i Małopolski. Dokument ma być gotowy jeszcze przed wakacjami.

Komentarz

Kiedy na Śląsku paliło się i waliło, rząd gasił pożar różnymi metodami. Jedną z nich była zapowiedź wypracowania wspólnie z samorządowcami rozwiązań, które pozwolą złagodzić ewentualne skutki zamykania kopalń i zwalniania pracowników. Marszałek poszedł po całości. 37 punktów "Programu dla Śląska" było niemożliwe do spełnienia. Zresztą, Wojciech Saługa przyznał, że bardziej chodziło o to, żeby zwrócić uwagę na problem, niż rzeczywiście aż tyle ugrać. Wygląda jednak na to, że Śląsk nie ugrał niczego. Z jednej strony można się oburzać, że Warszawa po raz kolejny pozbyła się problemu zupełnie go nie rozwiązując. Z drugiej, tak naprawdę w woj. śląskim rzeczywiście trudno mówić o jakimś nadzwyczajnym kryzysie. Jeśli nawet kilka kopalń zostanie zamkniętych, górnicy mają gwarancję pracy w innych albo przejście na pakiet osłonowy.

Reklama

Biorąc to wszystko pod uwagę, mamy do czynienia z paradoksem. Nie ma kryzysu, nie ma pieniędzy. Pojawią się problemy, będą pieniądze. I tak źle, i tak niedobrze.

Zdjęcie: Ilona Antoniszyn-Klik, wiceminister gospodarki podczas konferencji prasowej. Źródło: biuro prasowe Europejskiego Kongresu Gospodarczego

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo katowice24.info




Reklama
Najnowsze wiadomości