Cała sprawa zaczęła się już jakiś czas temu. Jedna z mieszkanek budynku przy Zamenhofa 30 naciskała na KZGM, żeby zakład wyremontował klatkę schodową. Ta rzeczywiście była w fatalnym stanie, co przyznaje kierownik Oddziału Eksploatacji Budynków nr 2 KZGM Bogdan Woldan. Jednocześnie dodaje, że w tamtym momencie nie było sensu wykonywać kompleksowego remontu. - W tym budynku mieszkali wtedy ludzie, którzy notorycznie dewastowali m.in. klatkę schodową. Pojawiały się na niej wulgarne napisy i symbole, m.in. swastyki. Lokatorzy wskazywali nawet pisemnie kto odpowiada za dewastacje, ale kiedy pytaliśmy czy powtórzą to w sądzie, odmawiali - tłumaczy Woldan.
Kiedy KZGM wyeksmitował najbardziej uciążliwych lokatorów, przeprowadził drobne prace naprawcze. - Porobiliśmy gniazdka, elementy tralek, załataliśmy dziury w ścianach i zamalowaliśmy wulgarne napisy. Jedna z lokatorek zawnioskowała o pomalowanie klatki, ale nie mieliśmy tego w planach. Zaproponowaliśmy za to dostarczenie materiałów. Prace mieli wykonać lokatorzy. Zgodzili się - mówi Bogdan Woldan. Potem jednak z niewiadomych powodów mieszkańcy wycofali się z akcji. - Nie było też chętnych, żeby poprzez malowanie klatki odpracować długi czynszowe - informuje kierownik z KZGM.
Przez kilka miesięcy nic się nie działo. Wprawdzie wspomniana lokatorka pisała pisma do KZGM, ale zakład nie miał pieniędzy, żeby wyremontować klatkę. Niedawno do KZGM zgłosił się w tej sprawie radny Dawid Durał z Nowoczesnej. W rozmowie z dyrekcją KZGM usłyszał, że zakład podtrzymuje wolę przekazania farby lokatorom budynku przy ul. Zamenhofa. Jednocześnie radny wystosował zapytanie do prezydenta Katowic czy weźmie udział w akcji. Napisał w nim, że "KZGM nie wyraża zgody na pomalowanie klatki mieszkańcom", co nie było prawdą. Ale to nie był problem. Tym było zaproszenie na akcję posłanki Nowoczesnej Moniki Rosy i posła Platformy Obywatelskiej Pawła Kobylińskiego (do sejmu wszedł z listy Kukiz 15", potem przeszedł do Nowoczesnej). Ten ostatni kandyduje w wyborach do Parlamentu Europejskiego. W odpowiedzi na jego zapytanie wiceprezydent Bogumił Sobula odpisał, że z uwagi na nadanie przez radnego malowaniu klatki charakteru politycznego, prezydent nie wyraża zgody na przeprowadzenie happeningu w zasobach i ze środków komunalnych. - Udział posłów na Sejm RP dotychczas nieangażujących się w Katowicach w tego rodzaju działania na rzecz mieszkańców, w kontekście tegorocznych wyborów parlamentarnych, sprawia, iż intencje tejże aktywności nie są jednoznaczne - napisał Sobula.
Zapytaliśmy prezydenta Marcina Krupę o tej sprawę. Powiedział, że jeśli byłby to happening apartyjny (nie apolityczny, bo kontekst polityczny będzie się teraz pojawiał przy każdym wydarzeniu), to wziąłby w nim udział.
Po co Dawid Durał zaprosił do malowania klatki posłów, skoro prace mieli wykonać sami mieszkańcy? - Chciałem nadać wyższą rangę temu wydarzeniu. Zaprosiłem akurat tych posłów, bo znam ich osobiście. Trudno byłoby mi zaprosić posłów PiS - tłumaczy Durał. - Jeśli z tego powodu mieszkańcy mają nie mieć pomalowanej klatki, to mogę zrezygnować z udziału posłów albo przełożyć prace na okres po wyborach do polskiego parlamentu - mówi radny Nowoczesnej.
Na razie więc klatka w budynku przy ul. Zamenhofa 30 pozostanie w takim stanie w jakim jest obecnie. Niewykluczone jednak, że jeszcze w tym roku coś się w tej sprawie zmieni.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze