Do trzech razy sztuka. Właśnie za trzecim podejściem Zgromadzenie Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, czyli prezydenci, burmistrzowie i wójtowie, przyjęli projekt uchwały w sprawie finansowania komunikacji publicznej w metropolii w 2026 roku. Najwięcej, co oczywiście nie jest niespodzianką, zapłacą Katowic.
Sytuacja z przyjmowaniem uchwały o tzw. składce zmiennej co roku wygląda podobnie. Zarząd GZM pierwszy projekt, zgodnie ze statutem Metropolii, przygotowuje w czerwcu. Zgromadzenie ściąga go z porządku obrad. Podstawowe powody są dwa. Po pierwsze, gminy nie mają jeszcze nawet wstępnych projektów swoich budżetów na kolejny rok. Po drugie, prezydenci, burmistrzowie i wójtowie mają zwykle uwagi do wysokości zaproponowanych składek. Mówiąc wprost, uważają, że ich gminy mają płacić za dużo.
Sprawa wraca po wakacjach, a latem ZTM i GZM pracują nad modyfikacją składek dla poszczególnych miast. Modyfikacja to dobre słowo, bo o dużych obniżkach nie ma mowy. Głównie dlatego, że coraz więcej trzeba płacić gminnym Przedsiębiorstwom Komunikacji Miejskiej.
Reasumując, prezydenci zawsze chcą płacić mniej, ale ich własne spółki chcą dostawać z Metropolii coraz więcej. Żeby tak było, prezydenci muszą zapłacić więcej. Układ zamknięty.
W tym roku udało się jednak obniżyć pierwotną propozycję składek dość wyraźnie, bo o około 42 mln zł. Powodów jest kilka. - Pierwsza propozycja, którą dostały gminy, była oparta na wskaźnikach ministerialnych dotyczących inflacji, wzrostu wynagrodzeń, cen paliw i gazu. Te propozycje zostały zweryfikowane. W przypadku energii elektrycznej rozstrzygniecie przetargu (na grupowy zakup energii - przyp. red.) pozwoliło obniżyć składkę o ponad 11 mln zł. Chodzi o prąd wykorzystywany przez tramwaje i autobusy elektryczne. Kolejna kwestia to ceny gazu. Wiedzieliśmy już od jakiegoś czasu jakie mamy oferty, i że ta założona wcześniej podwyżka była zbyt duża. Jeśli chodzi o wzrost wynagrodzeń, to ustaliliśmy go na 5%, a nie blisko 7%, jak było wcześniej planowane. To wszystko spowodowało, że łączne koszty są niższe od prognozowanych o ponad 40 mln zł - tłumaczy Kazimierz Karolczak, przewodniczący zarządu GZM.
Z przyjętej dzisiaj uchwały wynika, że na komunikację publiczną w 2026 roku gminy GZM wydarzą 1 274 190 178 zł. Największa część tej kwoty, bo 300 977 899 zł, przypadnie na Katowice. Drugim największym płatnikiem będzie Sosnowiec (130 830 776 zł), a dalej Dąbrowa Górnicza (99 419 565 zł), Zabrze (92 363 200 zł), Bytom (86 570 618 zł), Gliwice (69 366 127 zł), Tychy (63 713 253 zł) i Ruda Śląska (60 480 776 zł).
To oczywiście tylko plan, bo po zakończeniu roku gminy dostają konkretne rozliczenie. Najczęściej muszą wtedy jeszcze do zaproponowanych w uchwale kwot dopłacić.
Jak zapowiedział w rozmowie z nami przewodniczący zarządu GZM, w 2026 roku nie są planowane podwyżki cen biletów.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Cieszę się, w końcu to jedno z najbardziej podstawowych zadań samorządów i nie wyobrażam sobie, żeby mogło nie działać. Swoją drogą - może miasta albo metropolia powinny zainwestować np. we własne farmy fotowoltaiczne albo wiatraki, żeby obniżyć koszt obsługi tramwajów? Długoterminowo to powinno się opłacić...
A moze obniżyć koszty obsługi komunikacji poprzez likwidację oddzielnych PKM i całej tej biurokracji stworzyć jeden biurowiec w Katowicach będzie sporą obniżka
A czemu niby w Katowicach?
I co, może zajezdnię też jedną? Pewne sprawy i tak trzeba wykonać, administracja zapewne stanowi ułamek wszystkich kosztów, za to koszty dojazdów setek autobusów z jednej zajezdni generował by astronomiczne koszty.
I dalej nie moge korzystac z metrobiletu bo za laziskami gornymi nie ma metropoli ale ks i autobusy jezsza i w strefie biletu 3 do 6 miast sie mieszcze ale nie ma metropoli za to jak pajac z buta chodze a puse autobisy luft woza , dobrze ze jest tylu biurokratow co korzystaja namietnie z tego
Utrzymanie tego komunikacyjnego bajzlu będzie coraz droższe, tak to jest już z doklejaniem linii zamiast reform z prawdziwego zdarzenia. Kolejna sprawa to organizowanie mega pakietów linii przez co została ograniczona konkurencja. Długość obowiązywania umów kontra ilość wykonywanych kilometrów. Do tego sposób tworzenia rozkładów, bo są w tym systemie linie gdzie autobusy prawie połowę czasu stoją - jak dobrze pamiętam jest tak np. na 662, a kiedyś absurdalne czasy postoju były na 922.
Cieszę się, w końcu to jedno z najbardziej podstawowych zadań samorządów i nie wyobrażam sobie, żeby mogło nie działać. Swoją drogą - może miasta albo metropolia powinny zainwestować np. we własne farmy fotowoltaiczne albo wiatraki, żeby obniżyć koszt obsługi tramwajów? Długoterminowo to powinno się opłacić...
A moze obniżyć koszty obsługi komunikacji poprzez likwidację oddzielnych PKM i całej tej biurokracji stworzyć jeden biurowiec w Katowicach będzie sporą obniżka
A czemu niby w Katowicach?