W środę wieczorem w kinoteatrze Rialto odbyła się prapremiera serialu "Ołowiane dzieci", który opowiada historię szopienickiej lekarki Jolanty Wadowskiej-Król. Do Katowic przyjechali twórcy serialu, odtwórcy kilku głównych ról i rodzina głównej bohaterki. Były też władze miasta, które mają pewien problem z tym serialem.
Chociaż historia walki lekarki Jolanty Wadowskiej-Król o zdrowie dzieci mieszkających przy Hucie Metali Nieżelaznych "Szopienice" była opisywana przez prasę już na początku lat 80., to szerzej znana stała się dopiero po upadku w Polsce komunizmu. Szczególnie duże zainteresowanie wzbudza od kilku lat. W 2020 roku została wydana książka Michała Jędryki pt. "Ołowiane dzieci". Autor był pacjentem doktor Wadowskiej-Król. Rok później wyszła książka Marty Fox „Moja Ołowianko, klęknij na kolanko”, a w 2023 roku „Doktórka od familoków” Magdaleny Majcher. Opublikowanych zostało też kilka większych reportaży w mediach.
Jolanta Wadowska-Król została honorową obywatelką Katowic, a na budynku przy ul. Gliwickiej namalowany został poświęcony jej mural.
To zainteresowanie, ale przede wszystkim sama historia, skłoniła Netflix to nakręcenia o szopienickiej lekarce 6-odcinkowego serialu. Podczas prapremiery pokazane zostały dwa pierwsze odcinki. Jak zaznaczają twórcy, choć opowieść oparta jest na faktach, to nie jest dokumentem. To zresztą widać, bo historia jest trochę podkoloryzowana i zostały do niej dodane wątki sensacyjne, a nawet kryminalne. Wydaje się, że postać głównej bohaterki (w tej roli Joanna Kulig) została trochę przerysowana. Ale jak wiadomo, film czy serial rządzą się swoimi prawami. Tak więc szopienicka lekarka pokazana została jako wielka i niezłomna bohaterka, która praktycznie w pojedynkę (przy niewielkiej pomocy kilku ludzi) walczy z całym nieludzkim systemem, dla którego produkcja w hucie jest ważniejsza niż zdrowie i życie dzieci.

W obsadzie "Ołowianych dzieci" znajdziemy czołówkę polskich aktorów. W serialu zagrali m.in. Michał Żurawski (jako Huber Niedziela, oficer SB), Marian Dziędziel (wojewoda Jerzy Ziętek), Kinga Preis (pielęgniarka Wiesława Wilczek), Agata Kulesza (prof. Berger), Zbigniew Zamachowski (Zdzisław Grudzień), Sebastian Pawlak (Zbigniew Król). W produkcji wystąpiło też wielu lokalnych aktorów, m.in. Robert Talarczyk, Mirosław Neinert, Grażyna Bułka czy Barbara Lubos-Rokita.

Serial był kręcony w 10 śląskich miastach, w których przygotowano kilkadziesiąt lokacji. Twórcy postarali się oddać klimat industrialnego Śląska lat 70, bo właśnie w połowie tamtej dekady rozpoczyna się walka doktor Wadowskiej-Król o uratowanie dzieci chorujących na ołowicę. Wbrew pozorom, kręcenie scen w przemysłowej scenerii nie było proste. Huty Szopienice już nie ma. Zresztą, w ogóle hut na Górnym Śląsku zostało niewiele. Nie ma też osiedla familoków, które znajdowało się najbliżej huty i w których mieszkały najbardziej doświadczone ołowicą dzieci. Co ciekawe, w serialu sceny na wspomnianym osiedlu zostały nakręcone w trzech lokacjach: katowickiej Kolonii Alfreda w Wełnowcu, świętochłowickich Lipinach i w jednym z kościołów w Zabrzu.
Właśnie z wykreowanym obrazem Katowic z lat 70. pewien problem mają władze miasta. W kuluarach można było usłyszeć obawy, że widzowie serialu mogą pomyśleć, że właśnie tak nadal wyglądają Katowice i Górny Śląsk. Nie wszyscy bowiem mogą podejść z dystansem do serialu i zauważyć, że akcja dzieje się 50 lat temu. Z drugiej strony, są miejsca, również w Katowicach, które cały czas wyglądają jak w latach 70. Wiele wskazuje to, że władze miasta za bardzo nie będą się chwalić i promować "Ołowianych dzieci".
Nie zmienia to faktu, że serial został nakręcony z rozmachem i dbałością o detale. Trudno powiedzieć czy ma szansę odnieść duży sukces (mierzony liczbą odtworzeń w serwisie Netflix), bo to jednak mocno lokalna historia. Chociaż twórcy zrobili wiele, żeby jej główny przekaz był jednak uniwersalny. W końcu walka jednostki o dobro wspólne może toczyć się wszędzie. Czy to w kalifornijskim miasteczku Hinkley, czy w Szopienicach. Od teraz Polska i Katowice mają swoją Erin Brockovich.
"Ołowiane dzieci" będzie można obejrzeć w Netflixie od lutego.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Stan wyglądu mozna porównać z Rust Belt (Pas Rdzy). Tam tez mocno podupadły tereny
Mam dla władz miasta dobrą wiadomość - nie muszą przejmować się, że wizerunek miasta się pogorszy. I tak każdy kto przyjeżdża do Katowic widzi jakie są obskurne i zaniedbane. PRowe czary mary tu niewiele pomoże.
Jak zawsze żenujące władze Katowic przejmują się błahostkami i nie chcą przyjąć do wiadomości w jaki sposób rzeczywiście Polacy odbierają Katowice. Zbytnio pochowaliście się Państwo w swoich biurach przy ulicy Młyńskiej i nie dostrzegacie rzeczywistego wyglądu miasta. Zagracenie Rynku kilkunastoma drewnianymi budami i postawienie szpecącej fasadę teatru karuzeli jest jednym z wielu dowodów braku elementarnych umiejętności zarządzania. Może w końcu mieszkańcy Katowic pójdą za przykładem Krakowa i rozpoczną przymiarki do referendum, które być może pogoni nieudolną władzę gdzie pieprz rośnie?
W temacie zarządzania miastem, referendum etc. zgadzam się z Panem natomiast uważam, że akurat Rynek jak na możliwości przeszedł dość przyzwoitą metamorfozę i fajnie, że się coś na nim dzieje.
Ile można bylo zrobic za utopione pieniadze w stadion...
Stan wyglądu mozna porównać z Rust Belt (Pas Rdzy). Tam tez mocno podupadły tereny
Mam dla władz miasta dobrą wiadomość - nie muszą przejmować się, że wizerunek miasta się pogorszy. I tak każdy kto przyjeżdża do Katowic widzi jakie są obskurne i zaniedbane. PRowe czary mary tu niewiele pomoże.
Jak zawsze żenujące władze Katowic przejmują się błahostkami i nie chcą przyjąć do wiadomości w jaki sposób rzeczywiście Polacy odbierają Katowice. Zbytnio pochowaliście się Państwo w swoich biurach przy ulicy Młyńskiej i nie dostrzegacie rzeczywistego wyglądu miasta. Zagracenie Rynku kilkunastoma drewnianymi budami i postawienie szpecącej fasadę teatru karuzeli jest jednym z wielu dowodów braku elementarnych umiejętności zarządzania. Może w końcu mieszkańcy Katowic pójdą za przykładem Krakowa i rozpoczną przymiarki do referendum, które być może pogoni nieudolną władzę gdzie pieprz rośnie?