100 lat temu w rozpoczęła się produkcja kremów Nivea. Fabryka w Katowicach znajdowała się w samym centrum i choć po kilku latach produkcję przeniesiono do Poznania, to tutaj zaczęła się polska historia znanej na całym świecie firmy. Przypomina o tym wystawa mieszkańca os. Paderewskiego.
Sam mówi, że traktuje kolekcjonowanie produktów Nivea jak zabawę, ale poświęca tej zabawie bardzo dużo czasu i pieniędzy. Żeby zgromadzić tak pokaźną kolekcję charakterystycznych, niebieskich opakowań z białym logo Wojciech Mszyca, mieszkaniec os. Paderewskiego musiał przez wiele lat szperać na targach staroci i licytować na aukcjach w internecie.
Zaczęło się od plastrów
- Lubię plastry, bo plaster, czyli przylepiec, jest fundmentem firmy Beiersdorf - mówi kolekcjoner Wojciech Mszyca. W 1890 roku Oskar Troplovitz, żydowski przedsiębiorca urodzony w Gliwicach i twórca kremu Nivea, kupił zadłużoną i zatrudniającą niewielu pracowników firmę od Paula Carla Beiersdorfa. To on opatentował plastry. Dlatego pierwszy plaster również zajmuje ważne miejsce w kolekcji Mszycy. Na targu staroci w Bytomiu kolekcjoner z os. Paderewskiego znalazł dwa pudełeczka po plastrach i od tego przedmiotu zaczęła się jego „zabawa”.

Krem Nivea z Katowic
To było na długo przed tym, jak zaczęła się katowicka historia Nivea. Najpierw, od 1911 roku, kremy Nivea były sprzedawane przez Ernsta, kuzyna Oskara, w aptece na rogu ulicy 3 Maja i pl. Wolności. Później, w 1925 roku powstała pierwsza polska fabryka firmy - Wytwórnia Specyfików Beiersdorfa PEBECO Katowice (skrótowiec od P. Beiersdorf Company). Tam, gdzie stał do niedawna Hotel Silesia, znajdowała się hala targowa, a obok fabryka, w której produkowano kilkanaście wyrobów, w tym plastry i kremy Nivea. Nie mogło być inaczej, Wojciech Mszyca ma opakowanie katowickiego kremu Nivea, które dostał od mieszkańca Ligoty Grzegorza Chwoły. Ten dowiedział się o kolekcji Mszycy u fizjoterapeuty, którego byli pacjentami obaj panowie. Opakowanie kremu Nivea wyprodukowanego w Katowicach oprócz mieszkańca os. Paderewskiego mają w swoich zbiorach Muzeum Śląskie i Muzeum Historii Katowic.
Po kilku latach fabrykę przeniesiono do Poznania, to tam od 1931 roku działał jeden z najnowocześniejszych w Europie zakładów produkcyjnych. Po 10 latach od rozpoczęcia polskiej produkcji, w Katowicach ostała się tylko filia firmy. W oficynie kamienicy przy ul. Kopernika 14 znajdował się magazyn dystrybucyjny.
Tego nie mają nawet w Hamburgu
To nie wszystkie unikatowe eksponaty. Jeden z nich wygląda niepozornie. Nie przypomina opakowania Nivea, bo nazwę wykuto na surowym metalowym pudełku. Okazało się, że to krem, który mieli na wyposażeniu piloci Luftwaffe. Mszyca skontaktował się z archiwum i muzeum Beiersdorfa w Hamburgu. - Jak napisałem im, że mam coś takiego, to oni otworzyli oczy. Nie mają tego w Hamburgu, bo nawet historycy Beiersdorfa nie wiedzieli o tym, że coś takiego istnieje - wspomina kolekcjoner. Zaskoczył też Muzeum Porcelany w Ćmielowie, gdy pokazał porcelanowy słoiczek z napisem Nivea wyprodukowany przez ćmielowską fabrykę. Tam również nie wiedzieli o istnieniu takiego artefaktu.
Kolekcja Wojciecha Mszycy, która jest prezentowana na wystawie „Krem Nivea – wyrób krajowy znad Rawy” zawiera prawie 700 niveowych artefaktów. To kompleksowa historia kultowego kremu. Są hamburskie początki, okres katowicki i poznański oraz rozwój produktu po wojnie, od 1945 roku. Oprócz opakowań są katowickie pocztówki, materiały reklamowe, wycinki z gazet czy sygnowane gadżety. To wszystko można zobaczyć w Galerii Holu Głównego Biblioteki Śląskiej w Katowicach przy pl. Rady Europy 1. Wystawa potrwa do 26 czerwca. Można ją oglądać w godzinach otwarcia Biblioteki Śląskiej.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Red. Łukasz - potrafi! Dziękuję! :)
Red. Łukasz - potrafi! Dziękuję! :)