Lokal gastronomiczny mimo obostrzeń zaczął przyjmować gości. Dzisiaj po raz pierwszy od wielu miesięcy można było usiąść przy stoliku i zjeść w Bułkęsie. To lokal, który pojawił się na katowickim rynku gastronomicznym w 2016 roku. Od tamtej pory biznes się rozwijał. Ten rozwój zahamowała jednak pandemia. Tuż przed jej wybuchem właściciele zmienili lokal na większy. Z Plebiscytowej przenieśli się na Wojewódzką. To byłby dobry krok, gdyby nie to, że nie mogli wybrać gorszego okresu. Po wielu miesiącach walki o utrzymanie, postanowili, że jeśli nie otworzą teraz, to biznes w końcu upadnie. - To było takie przeciąganie cały czas na maksa. Każdy miał nadzieję, że w końcu będziemy mogli się otworzyć i że te obostrzenia jakiekolwiek szybciej zejdą - mówi Sylwia Herbut, założycielka Bułkęsa. Próbowali przez ostatni rok wielu sposobów na zarobek. Wszystko, żeby jakoś przetrwać kryzys i utrzymać zatrudnionych pracowników. Sami otrzymali w tym czasie niewielką pomoc. - To było jedno postojowe w wysokości 2 tys. złotych. Zwolnienie z ZUS-u przy mniejszej liczbie pracowników, czyli też tak naprawdę znikoma pomoc. Była oczywiście tarcza PFR, z której skorzystaliśmy. Jednak ona była w tak niekorzystny sposób dla przedsiębiorców skonstruowana, że oceniali jakim się jest przedsiębiorcą na podstawie tego, co było w 2019 roku. Nikogo nie interesowało to, że w marcu mamy więcej osób zatrudnionych. Interesowało ich to, że w grudniu były to 2-3 osoby, a nie że w marcu jest 7 - mówi Herbut.
W końcu właściciele Bułkęsa sami przetestowali jak działać może lokal w dobie zarazy i poradzili się jednego z przedsiębiorców w Krakowie. Dzisiaj zainaugurowali działalność tak, jakby koronawirusa nie było. Początkowo tłumów w lokalu przy ul. Wojewódzkiej 21 nie było, ale pierwsi klienci zaczęli się pojawiać już wczesnym popołudniem. Każdy ma przy wejściu mierzoną temperaturę, a przy stoliku musi wypełnić trzy dokumenty. To ankieta "covidowa", zgoda RODO i umowa o dzieło. Oficjalnie klienci są zatrudniani jako testerzy. - Czytania, trochę podpisywania i wypełniania jest, ale myślę, że warto, jak chce się normalnie zjeść w restauracji - mówi Robert, jeden z pierwszych klientów Bułkęsa. Goście nie przejmowali się konsekwencjami, bo mają podobne zdanie na temat lokali gastronomicznych jak właściciele. - Powinny być otwarte. Ważne jest też zdrowie psychiczne, żeby wyjść do ludzi i pogadać – mówi Izabela Depta, klientka.
Po około dwóch godzinach po otwarciu Bułkęsa w lokalu pojawili się pracownicy sanepidu i policja. Inspektorzy weszli do kuchni i sprawdzali lokal pod kątem sanitarnym, a policja była tylko wsparciem. Do czasu, bo później funkcjonariusze legitymowali osoby wychodzące z Bułkęsa. Jak tłumaczy mł. asp. Agnieszka Żyłka, oficer prasowy KMP w Katowicach, te osoby będą występowały wyłącznie w charakterze świadków. Zdaniem policji właściciele lokalu mieli popełnić wykroczenie z art. 54 kodeksu wykroczeń, czyli naruszyć przepisy porządkowe. Artykuł brzmi dokładnie tak: "Kto wykracza przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych, podlega karze grzywny do 500 złotych albo karze nagany". - Ta interwencja zostanie zakończona wnioskiem do sądu. Tutaj o wysokości kary nie będziemy się wypowiadać, bo w tym zakresie sąd będzie decydował. Ze strony sanepidu to może być grzywna nawet do 30 tys. złotych - mówi mł. asp. Agnieszka Żyłka.
Wszystko wskazuje na to, że Bułkęs będzie kontynuował działalność w tej formie. Policja natomiast będzie prawdopodobnie kontynuowała kontrole.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Droga Milicjo, SStrażacy i SSanepidzie. Sponsorami następnych miesięcy są słówka: regres i zadośćuczynienie...
Super!!
Super
ui bardzo dobrze szacun
Droga Milicjo, SStrażacy i SSanepidzie. Sponsorami następnych miesięcy są słówka: regres i zadośćuczynienie...
Super!!
Super