Barbara Nowacka, minister edukacji narodowej, zapowiedziała w TVN24, że od 1 września 2026 roku edukacja zdrowotna będzie obowiązkowa, zarówno w szkołach podstawowych, jak i średnich. Jest jednak jeden wyjątek.
W czwartek, 9 kwietnia, minister edukacji Barbara Nowacka ogłosiła na antenie TVN24, że od nowego roku szkolnego edukacja zdrowotna stanie się stałym elementem planu lekcji.
Wyjaśniła, że po analizie dotychczasowego funkcjonowania przedmiotu i ze względu na potrzebę uporządkowania sytuacji prawnej, zapadła decyzja o nadaniu mu statusu obowiązkowego.
„Edukacja zdrowotna będzie obowiązkowa od 1 września, tak jak planowaliśmy, od klasy czwartej w szkole podstawowej i przez dwa lata w szkołach ponadpodstawowych” – zadeklarowała Nowacka w TVN24.
Reklama
Kluczowym elementem ogłoszonej zmiany jest jednak podział przedmiotu na moduły. Minister, chcąc uniknąć ideologicznych sporów, zdecydowała o pozostawieniu części dotyczącej zdrowia seksualnego jako dobrowolnej.
„Nie chcę politycznej awantury. Przedmiot będzie składał się tak naprawdę z dwóch części: edukacji zdrowotnej jako takiej i nieobowiązkowego modułu dotyczącego wiedzy o zdrowiu seksualnym, który będzie stanowił około 1/10 całości” – wyjaśniła Nowacka.
Edukacja zdrowotna będzie obowiązkowa dla uczniów klas IV-VIII szkół podstawowych oraz przez dwa lata nauki w liceach, technikach i szkołach branżowych.
Edukacja zdrowotna to przedmiot, który zastąpił dawne Wychowanie do Życia w Rodzinie (WDŻ).
Podstawa programowa została przygotowana przez zespół ekspertów, w tym lekarzy i psychologów. Główny zakres (obowiązkowy) obejmuje:
Zdrowie fizyczne i odżywianie: Zasady zdrowego stylu życia i profilaktyka chorób cywilizacyjnych.
Zdrowie psychiczne: Radzenie sobie ze stresem, budowanie poczucia własnej wartości i profilaktyka depresji.
Higiena cyfrowa: Bezpieczeństwo w sieci, walka z uzależnieniem od smartfonów i mediów społecznościowych.
Aktywność fizyczna: Znaczenie ruchu dla organizmu.
Pierwsza pomoc: Praktyczne umiejętności ratowania życia (traktowane przez MEN jako element nowoczesnego patriotyzmu).
Profilaktyka uzależnień: Wiedza o szkodliwości używek, w tym alkoholu, narkotyków i e-papierosów.
Moduł fakultatywny dotyczy zdrowia seksualnego. W tym przypadku to rodzice (lub pełnoletni uczniowie) będą decydować o udziale w zajęciach. Barbara Nowacka podkreśliła, że choć moduł ten nie jest obowiązkowy, będzie zachęcać rodziców do zapisywania dzieci, nazywając to „dobrze zainwestowaną godziną”.
Przypomnijmy, w trwającym roku szkolnym rodzice mogli zdecydować, czy ich dziecko ma chodzić na zajęcia z edukacji zdrowotnej. Czas na decyzję mijał 25 września.
Wprowadzeniu zajęć z edukacji zdrowotnej towarzyszyły duże emocje. Głośno protestowała Konferencja Episkopatu Polski. W kościołach został odczytamy list biskupów, w którym zachęcali rodziców do wypisywania dzieci z tego przedmiotu.
Z danych przekazanych nam przez UM Katowice wynika, że w szkołach ponadpodstawowych, dla których miasto Katowice jest organem prowadzącym, z 7081 uczniów z zajęć edukacji zdrowotnej korzysta tylko 1219, co stanowi 17,22%.
Nieco inaczej wygląda sytuacja w podstawówkach. Spośród 10 650 dzieci, na lekcje edukacji zdrowotnej chodzi 4301, co stanowi 40,38%.
Łącznie więc, biorąc pod uwagę zarówno szkoły podstawowe, jak i średnie, frekwencja wynosi 31,13% (stan na połowę października 2025 r.)
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
nareszcie - zaczniemy eliminować z naszego życia ciemnogród !!
Radość zoofilów i pedofilów nastała.
Gryzelda - chowaj dzieciaki! Już po nie zoofile z pedofilami jadą i im będą indoktrynacje o chorobach wenerycznych wciskać do głów. A przecież każdy normalny wie że choroby weneryczne nie istnieją. A o zdrowie psychiczne dbać nie trzeba, wystarczy modlitwa. Paciorek zaleczy wszystko.
Wreszcie! Niech szkoła uczy rzetelnej wiedzy, a nie bajek o gadającym wężu na drzewie, chodzeniu po wodzie i teleportacjach!
Bzdura do potęgi! Najpierw wyuczymy dzieci, że profilaktyka jest najważniejsza. Potem one dorosną i pójdą po skierowanie do POZ na badania profilaktyczne - tam lekarz zapyta: a co się dzieje? No, nic - chciałam się zbadać w trosce o zdrowie. Wtedy lekarz z pewnością przepisze pakiet badań za 200-300 złotych. Już to widzę :))) A ministerstwo zrobi kolejny ukłon w stronę społeczeństwa i do kanonu lektur w podstawówce wrzuci kolejne książki o morderstwach... Dramat!
No tak - lepiej nie uczyć młodych ludzi, że profilaktyka jest ważna, a najlepiej to w ogóle do lekarza nie chodzić bo badania drogie. Taniej leczyć nowotwory lekami za kilka milionów Ty to masz łeb na karku Tani mule. Tani muł jak już cos powie to tylko przyklasnąć!
Panie Gepardzie, czy potrafisz czytać ze zrozumieniem? Inaczej zapytam: chciałbyś wziąć udział w szkoleniu nt. profilaktyki, a następnie - na podstawie wiedzy, którą zdobyłeś na tym szkoleniu, odbić się od ściany w przychodni prosząc o skierowania na badania? Nie twierdzę, że uczenie młodych ludzi o profilaktyce zdrowotnej jest złe - twierdzę jedynie, że to bez sensu, bo w praktyce dorosłego życia profilaktyka nie istnieje. Zanim się zacietrzewisz jak kogucik, to najpierw daj mój komentarz do przeczytania komuś dorosłemu lub po jakiejś szkole, aby ci wytłumaczył o czym piszę...
Panie Mule, komentujesz artykuł mówiący o wprowadzeniu obowiązkowej edukacji zdrowotnej dzieci jako, cytuję "bzdura do potęgi" i później dodatkowo próbujesz deprecjonować potrzebę takiej edukacji argumentami w stylu "bez sensu, lekarz i tak nic nie przepisze bo za drogo". W oczywisty sposób mieszasz tu 2 odrębne problemy, i prymitywnie spłycasz złożony temat. Twój komentarz jest dodatkowo szkodliwy bo debfacto próbuje podważać wartościowe działania zamiast je wspierać. Następnym razem proponuję dać tekst komuś dorosłemu i po szkole do zrecenzowania przed publikacją ;)
Bezkrytycznie zapatrzony w siebie Gepardzie, nieomylny - wszystko wiedzący lepiej. Tak więc uczmy dzieci profilaktyki, a to że w przychodni zderzą się ze ścianą to już nie będzie nasz problem. Odwrócimy głowę i problem zniknie. Uczmy ich przepisów kulinarnych, choć potem im nikt garnków nie sprzeda. Uczmy ich czytać, ale w przyszłości nikt im książek nie sprzeda. Uczmy ich innych wielu przydatnych rzeczy, a w przyszłości niech utwierdzą się w przekonaniu, że kartonowe państwo upajające się demokracją (tfu!) postawi je pod ścianą i drwiąco powie: kup sobie. Dajmy wędkę (nauczymy profilaktyki) i osuszmy jeziora (po co skierowanie na badania, skoro nic się nie dzieje). Super pomysł!!! Zamiast tych 2.328.100.000 złotych w pierwszej dekadzie na edukację zdrowotną lepiej byłoby wprowadzić bezpłatne pakiety badań dla każdego raz w roku. Ale po co - Gepard wie lepiej...
nareszcie - zaczniemy eliminować z naszego życia ciemnogród !!
Radość zoofilów i pedofilów nastała.
Gryzelda - chowaj dzieciaki! Już po nie zoofile z pedofilami jadą i im będą indoktrynacje o chorobach wenerycznych wciskać do głów. A przecież każdy normalny wie że choroby weneryczne nie istnieją. A o zdrowie psychiczne dbać nie trzeba, wystarczy modlitwa. Paciorek zaleczy wszystko.