Gogle VR z widokiem z 14 ośmiotysięczników, nepalski góral witający zwiedzających i zadania do wykonania przed rozpoczęciem wyprawy. Między innymi takie atrakcje mają czekać na gości powstającego Centrum Himalaizmu w Katowicach.
Trwa duża inwestycja w Bogucicach. Za ok. 47,1 mln złotych powstaje nowa instytucja, która ma przypominać o Jerzym Kukuczce i inspirować do odkrywania gór.
Zwiedzanie Centrum Himalaizmu im. Jerzego Kukuczki będzie zaczynało się na II piętrze. Tam w przestrzeni o powierzchni 105 m² pod nazwą „Prolog” goście nowej instytucji zapoznają się z zakresem tematycznym czekającym w kolejnych częściach eskpozycji. Będzie projekcja wprowadzająca w historię eksploracji gór, osobne stanowisko o zdobyciu szczytów Himalajów i Karakorum oraz pierwszych wejściach na ośmiotysięczniki. Poza tym historia polskich wypraw i ogólny zarys polskiego środowiska wspinaczkowego. Na ścianie znajdzie się plan wystawy i dodatkowo podręczny plan w formie origami, który po złożeniu będzie układać się w stojące obok siebie szczyty - Mount Everest i Lhotse.

Kolejną przestrzenią, do której trafią zwiedzający, będzie mieszkanie Kukuczków. Dzięki wybudowaniu przejścia pomiędzy nowym obiektem Centrum Himalaizmu a kamienicą przy ul. Markiefki 94, w której 24 marca 1948 roku urodził się Jerzy Kukuczka i w której mieszkał w młodości, powstanie kolejna przestrzeń wystawiennicza. Ma ona być zaprojektowana w klimacie lat 60. XX w.
„Do odtworzenia są dwa piece kaflowe (kuchenny i pokojowy) występujące w przedwojennych kamienicach robotniczych tego typu. Nie jest konieczne wierne odtworzenie oryginalnego wyposażenia, a jedynie nadanie klimatu wnętrza z czasów młodości Jerzego Kukuczki” - piszą autorzy koncepcji wystawy z katowickiej firmy MTMA.
Oprócz projekcji, z której goście dowiedzą się o życiu Jerzego Kukuczki, będą też dodatkowe stanowiska. Wśród nich na przykład projekcja na stole kuchennym. Za pomocą umieszczonego tu wałka do ciasta będzie można zmieniać wyświetlane fotografie z rodzinnego archiwum Kukuczków. Stare meble, na przykład byfyj, mają być przerobione na gabloty ekspozycyjne. W starym telewizorze wyświetlane będą wspomnienia o legendarnym zdobywcy Korony Himalajów i Karakorum, czyli wszystkich 14 głównych szczytów o wysokości przekraczającej 8 tysięcy metrów n.p.m.
Po odwiedzeniu mieszkania, goście przejdą do głównej wystawy. Stała wystawa zostanie podzielona na kilka części, będzie zlokalizowana na dwóch piętrach, pierwszym i drugim, a jej łączna powierzchnia wyniesie ok. 800 m².
Tak będą podzielone poszczególne przestrzenie ekspozycji:
Każda z tych przestrzeni będzie miała swój zakres tematyczny. Jak zapowiada miasto, zwiedzający mają się poczuć jak uczestnicy górskiej ekspedycji. Ma to być możliwe dzięki interaktywnym tablicom, panelom dotykowym, multimediom i inscenizacjom.

Na przykład w strefie „Początki” znajdzie się kula o średnicy 150 cm, na którą rzucany będzie z projektora obraz Ziemi, pokazujący łańcuchy górskie, a mapę będzie można przesuwać. Kolejne ściany i stanowiska prezentują bardziej szczegółowe informacje o tych górach.

W strefie „Przygotowania” jednym z elementów będzie ustawiony na stoliku dalekopis z lat 70. XX w., który będzie przerobiony tak, żeby zwiedzający mogli wydrukować fikcyjny teleks z krótką wiadomością w języku angielskim przesłaną przez Ministerstwo Turystyki Nepalu z informacją o możliwości przeprowadzenia wyprawy wspinaczkowej na południową ścianę Lhotse. Z aplikacji dla młodszych uczestników będzie coś w rodzaju symulacji malowania komina, co nawiązuje do sposobu, w jaki wspinacze zdobywali pieniądze na wyprawy. Przy innym stanowisku trzeba będzie skorzystać z ekranu dotykowego zamontowanego obok beczek, żeby załadować transportu ekspedycji do samochodu ciężarowego.

W przestrzeni poświęconej „Bazie wyprawy” zwiedzających powita siedzący przed chatą pełnowymiarowa postać nepalskiego górala. Góral ma opowiadać krótkie anegdoty o wyprawach, które przechodziły tędy w przeszłości. Dalej znajdzie się także stanowisko, przy którym zwiedzający może wziąć do ręki, a nawet przymierzyć elementy wyposażenia wspinaczy z lat 80. XX w. Mają się tam znaleźć m.in. niewielki namiot z epoki z karimatami i śpiworami, ubraniami i sprzętem wspinaczkowym.
Po przejściu na I piętro goście zaczną zwiedzanie strefy „Wspinaczka”. W niej ustawionych ma być 14 przestrzennych modeli gór, które będą prezentowały 14 ośmiotysięczników, a obok znajdą się informacje na ich temat. Centralnym elementem pomieszczenia ma być model masywu Lhotse o wymiarach u podstawy 6 na 5 metrów i wysokości 490 cm. Model ma stanowić przejście do groty śnieżnej, która ma dać zwiedzającym wyobrażenie o warunkach panujących na ośmiotysięcznikach. W tej strefie znajdą się także dwa stanowiska z goglami VR, po założeniu których zwiedzający ma przenosić się na wybrany ośmiotysięcznik.
Ostatnie strefy to już ekspozycja poświęcona tym, którzy na zawsze zostali w górach i tym, którzy przyczynili się do sukcesów polskiego Himalaizmu. Jest też przestrzeń, w której znalazł się wątek współczesny opisujący czasy po Złotej Dekadzie.

Poza wystawą stałą w Centrum znajdzie się także przestrzeń o pow. 100 m² na wystawy czasowe. Powstanie również sala audytoryjna, gdzie odbywać się będą pokazy filmowe, prelekcje i spotkania z podróżnikami. Planowana jest także profesjonalna ścianka wspinaczkowa, dostępna dla osób o różnym poziomie umiejętności i zaawansowania.
Niedawno pisaliśmy o postępach prac budowlanych w Bogucicach u zbiegu ulic Katowickiej i Markiefki. Jak wynika z harmonogramu, wszystkie prace mają zakończyć się w listopadzie bieżącego roku. Później wykonawca, firma Budimex, w ciągu trzech miesięcy powinna uzyskać pozwolenie na użytkowanie obiektu. Oznacza to, że inwestycja zakończy się najpóźniej w lutym przyszłego roku.
Miasto chce, żeby w międzyczasie zaczęło się już tworzenie wystawy. Łącznie przestrzeń wystawiennicza w Centrum Himalaizmu w Bogucicach będzie miała 1 064 m² powierzchni. Koncepcja wystawy powstała na długo przed rozpoczęciem budowy. W opracowywaniu koncepcji wystawy biorą udział syn himalaisty, czyli Wojciech Kukuczka, a także Janusz Majer, Krzysztof Wielicki i Piotr Xięski.
Jeśli faktycznie uda się zsynchronizować budowę centrum z realizacją wystawy, to w maju 2027 roku obiekt powinien być w pełni wyposażony. Na razie trwa przetarg na „wykonanie, dostarczenie, zainstalowanie, uruchomienie i skonfigurowanie wystawy stałej” w Centrum Himalaizmu im. Jerzego Kukuczki w Katowicach. Zainteresowani wykonawcy mogą składać oferty do 5 lutego. Wystawa powinna być wykonana w ciągu 13 miesięcy od dnia zawarcia umowy.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Czytam i zastanawiam się, komu to do szczęścia potrzebne.
Każda forma wydania publicznych pieniędzy jest dobra... Katowice mają już wszystko i teraz mogą spokojnie ładować kasę na zbytki. Swoją drogą, to połączenie wałka do ciasta z himalaizmem jest szczytem ignorancji. I ktoś za to wziął niekiepskie pieniądze. Oczywiście publiczne. Ta placówka nie ma szans, aby na siebie zarobić, zatem kolejne koszty przez lata będą drenować budżet zadłużonych po uszy Katowic.
bo łatwiej wydać kasę na coś co bedzie elementem kampanii wyborczej. Można przeciąć wstęge i pokazać się w gazecie. Dołożenie kasy na utrzymanie czystości w mieście, odśnieżanie chodników, poprawę bezpieczeństwa, nie da tak medialnych efektów
Na Kostuchnie powstaje podobne muzeum. Dom Uszoka Ale eksponat jak Lenin wiecznie zywy, nawet bloki buduje
Po tym jak zlikwidowano oryginalny dom Kilara można było się założyć, że zlikwidują oryginalny dom Kukuczki. Kolejne sztampowe "muzeum". Robi to naród, który jeszcze 50 lat temu z trudem odtworzył Zamek Królewski w Wwie. Pozbawiamy się kolejny raz oryginalnej substancji na rzecz monitorów, plexi i dykty.
Czy ulica Katowicka w Bogucicach, główna arteria dzielnicy, przy której znajduje się muzeum himalaizmu też jest przygotowywana jako część ekspozycji? Bo fałdy, dziury i wybrzuszenia asfaltu w tamtym miejscu bardzo przypominają krajobraz Himalajów.
Czytam i zastanawiam się, komu to do szczęścia potrzebne.
Każda forma wydania publicznych pieniędzy jest dobra... Katowice mają już wszystko i teraz mogą spokojnie ładować kasę na zbytki. Swoją drogą, to połączenie wałka do ciasta z himalaizmem jest szczytem ignorancji. I ktoś za to wziął niekiepskie pieniądze. Oczywiście publiczne. Ta placówka nie ma szans, aby na siebie zarobić, zatem kolejne koszty przez lata będą drenować budżet zadłużonych po uszy Katowic.
bo łatwiej wydać kasę na coś co bedzie elementem kampanii wyborczej. Można przeciąć wstęge i pokazać się w gazecie. Dołożenie kasy na utrzymanie czystości w mieście, odśnieżanie chodników, poprawę bezpieczeństwa, nie da tak medialnych efektów