W altanie mieszka troje bezdomnych: Janusz z żoną Sylwią i ich kolega Marek. To ich czwarta zima przy ul. Cedrowej. Głównym powodem, dla którego mieszkańcy chcieli się ich pozbyć, była sytuacja sprzed kilku miesięcy. Jeden z bezdomnych miał biegać wtedy z nożem i grozić mieszkańcom ulicy. - Ja się osobiście ich boję. Jak ten facet zaczął z tymi nożami... Fakt faktem, on przyszedł mnie na następny dzień przeprosić. Ale ja mu mówiłam, że się go boję, że ma mnie unikać i ja też go będę unikać - mówi mieszkanka sąsiadującego z altaną domu, która chce pozostać anonimowa. Od tamtej pory miała tu miejsce jeszcze jedna awantura. Pod koniec roku po raz kolejny na ulicy zrobiło się głośno. Przyszły dwie osoby, jedna z nich miała przy sobie nóż i siekierę. Mężczyzna z narzędziami zatrzasnął w altanie najstarszego z lokatorów i zablokował mu wyjście, zabijając gwoździami. - Nie wyglądało to ciekawie. On tam stukał od środka - relacjonuje kobieta. Chwilę później, kiedy mieszkańcy domów naprzeciwko usłyszeli krzyki ze środka altany, pojawiła się policja i kolega uwięzionego mężczyzny. Policjanci otworzyli altanę.

Według niego powód, dla którego niektórzy mieszkańcy są do nich wrogo nastawieni, jest też zupełnie inny. Problemy zaczęły się w momencie, gdy odkrył, że jego sąsiadka wyrzuca w okolicy altany swoje śmieci. - Ja tu wrzeszczałem po nich, żeby nie wyciepywali, a ona się bała - tłumaczy. On zawsze dbał, żeby teren wokół altany był posprzątany. Jego słowa potwierdza jeden ze strażników miejskich. Całą trójkę zna od dłuższego czasu. - Tam były ogromne ilości śmieci - mówi i dodaje, że Janusz od razu zadzwonił do nich, żeby to zgłosić. To wtedy miały się zacząć zgłoszenia na policję i straż miejską. Strażnicy kilkukrotnie próbowali porozmawiać z kobietą na temat śmieci. Bez skutku. Zdaniem strażnika, mieszkańcom może przeszkadzać sama obecność bezdomnych. Faktycznie, wokół altany jest czysto, a zarzuty o palenie w piecu śmieciami też wydają się bezpodstawne. Zresztą potwierdza to mieszkanka ulicy Cedrowej. - Od jakiegoś czasu jest lepiej. Był taki okres, że było sino - mówi. W altanie jest mały piec, koza. Janusz pokazuje, że do ogrzewania używają tylko drzewa. - Gdyby mieszkańcy domków jednorodzinnych palili tak jak oni, to mielibyśmy dużo czystsze powietrze - mówi strażnik. 
- Szkoda, żeby to zburzyli. Będę próbował się z nimi dogadać. Jakby chcieli, żebym ja tam coś dopłacał, to nie ma problemu - obiecuje Janusz.
Teren i altana był dawniej dzierżawiony. Osoba, do której należał, zmarła i teraz znowu działka jest miasta. Urząd próbował wymóc na spadkobiercach właściciela uporządkowanie tego terenu. - Nie zareagowali na nasze wezwania. Na 99% zapadnie decyzja o wyburzeniu tej nieruchomości - mówi Krzysztof Kaczorowski z biura prasowego UM i zaznacza, że dopóki decyzja nie zapadnie, nic nie jest przesądzone. Miasto miałoby ponieść koszty likwidacji altany, a potem domagać się ich zwrotu od spadkobierców.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Janusz to mój brat jest bardzo dobrym człowiekiem znam go bardzo dobrze lecz pomocy nie chce pozdrawiam i przesyłam serdeczne buziaki dla Janusza pisze jego młodsza siostra
Janusz to mój brat jest bardzo dobrym człowiekiem znam go bardzo dobrze lecz pomocy nie chce pozdrawiam i przesyłam serdeczne buziaki dla Janusza pisze jego młodsza siostra