Reklama

Już miałem pochwalić komunikację publiczną podczas EuroBasketu w Katowicach, ale nadszedł ten ostatni kurs [KOMENTARZ]

W czasie Mistrzostw Europy w koszykówce, które odbywały się w Katowicach od 28 sierpnia do 4 września, na mecze do Spodka przyjechało kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Wielu z nich skorzystało z komunikacji publicznej, bo właśnie autobusem czy tramwajem można się było najłatwiej dostać do Spodka. Chwalili sobie rozwiązania techniczne, umożliwiające zakup biletów na różne sposoby i ogólnie wyjechali z raczej pozytywną oceną naszej komunikacji, ale jeden drobny element w tym wszystkim nie zagrał.

Przez tydzień, na wszystkie mecze Polaków w Spodku, jeździłem tramwajem. Razem ze mną, na trasie z Brynowa w kierunku Słonecznej Pętli podróżowało wielu kibiców koszykówki. Widziałem Belgów, Islandczyków, Słoweńców, a przede wszystkim Polaków. Akurat trasa południe-północ i odwrotnie była dość popularna, bo wielu kibiców zostawiało w okolicach Brynowa samochody, albo miało w tej części miasta zarezerwowane noclegi.

Obserwowałem ich zachowania i słuchałem co mówią na temat komunikacji. Trochę się zdziwiłem, kiedy zauważyłem jak jeden z Belgów pokazuje koledze na swoim telefonie aplikację Transport ZTM. W końcu trzeba jednak trochę zachodu, żeby ją założyć. Widocznie jednak przeliczył, że kupowanie biletów w ten sposób najbardziej mu się opłaci. 

Reklama

Jednak najczęściej kibice z innych części Polski, ale też z zagranicy, kupowali bilety w automatach, w których można płacić kartą. Tuż przed rozpoczęciem EuroBasketu ZTM poinformował, że zostały w nie wyposażone już wszystkie pojazdy. Przyglądałem się jak ludzie spoza metropolii radzą sobie z ich obsługą. Na ogół, radzili sobie dobrze, choć nie dla wszystkich cały proces kupowania biletu w kasownikach był intuicyjny. 

Kiedy pewna grupa kibiców czekała na wydruk biletu, podpowiedziałem im, że się nie doczekają, bo automat niczego nie drukuje, a bilety mają zapisane na karcie płatniczej. - O, jaki Śląsk jest progresywny. Jaka oszczędność papieru - stwierdziła z uznaniem jednak z pasażerek.

Reklama

Innym razem pomogłem starszej parze z Sokołowa Podlaskiego, która z ronda chciała dojechać do hotelu w Nikiszowcu. Mieli wprawdzie aplikację, która ułatwia skomunikowanie różnych środków transportu, ale woleli się upewnić, czy rzeczywiście mają jej posłuchać. Jechaliśmy w tym samym kierunku, więc pojechaliśmy tramwajem na pl. Miarki, gdzie wysiedli i na przystanku po drugiej stronie ulicy za kilka minut mieli autobus do Nikiszowca. - Rewelacja - komentowali bliskość przystanków i skomunikowanie przesiadki. A było już około godz. 23, więc i tramwaje, i autobusy jeżdżą o tej porze znacznie rzadziej.

Podaję te konkretne przykłady, żeby pokazać, że z naszą komunikacją publiczną wcale nie jest tak źle, jak można by wnioskować z opinii zostawianych w internecie przez miejscowych pasażerów. 

Reklama

Kiedy już w głowie układałem sobie taki pozytywny tekst, przyszedł jednak kurs tramwaju z ostatniego meczu Polaków. Czwartek, godz. 23:01, na rondo podjeżdża tramwaj nr 46 do CP Brynów. Tak przynajmniej napisane było na elektronicznej tablicy, która pokazuje rzeczywiste czasy odjazdu pojazdów. Na marginesie, to też już standard na wielu dużych przystankach, który ułatwia podróżowanie. Razem ze mną do tramwaju wsiadła grupa polskich kibiców. Jak się później okazało, chcieli się dostać do hotelu przy ul. Wita Stwosza. Kupili  bilety w kasowniku, a potem spoglądali na przesuwający się punkt na mapie. - Zobacz, masz tu GPS, który pokazuje, gdzie jesteśmy - komentowali.

Reklama

Na Placu Miarki kilka osób wysiadło, ale wspomniani kibice zostali. Ja też. Kiedy jednak po chwili został nadany komunikat głosowy, że kurs jest skrócony właśnie do pl. Miarki, podszedłem do motorniczego, żeby się upewnić, że tak rzeczywiście jest. Kilka dni wcześnie było bowiem odwrotnie. Na rozkładzie widniał kurs skrócony, ale tramwaj pojechał dalej.

Tym razem motorniczy potwierdził, że to koniec trasy. Zacząłem wtedy naciskać przycisk otwierający pierwsze drzwi, ale motorniczy już ruszył. Na pytania dlaczego nas nie wypuścił, odpowiedział, że przecież był komunikat głosowy, a poza tym nikt nie naciskał przycisków na drzwiach, co nie było prawdą. Mógł się jeszcze zatrzymać przy drugim przystanku na pl. Miarki, oddalonym o jakieś 20 metrów (tak, wiem, nie było go na trasie), ale tego nie zrobił. Wróciliśmy więc na ul. św. Jana przy rynku.

Reklama

Wszystko można zrozumieć, ale trudno zrozumieć... brak zrozumienia i empatii. Przecież motorniczy widział, że część pasażerów nie wysiadła na pl. Miarki, a był to koniec skróconej trasy. Tak, po zatrzymaniu był komunikat głosowy, ale czy coś by się stało, gdyby dodatkowo zapytał, czy na pewno wszyscy chcą wracać w kierunku miejsca, z którego zaczęli podróż? Przecież nie trzeba być Sherlockiem Holmesem, żeby wydedukować, że ludzie wracający z meczu w Spodku nie mają w planach jazdy w kółko.

To świetnie, że mamy już technologię, która pozwala kupić bilet w każdym pojeździe za pomocą karty płatniczej. To świetnie, że mamy aplikację, poprzez którą można nie tylko kupić bilety, ale też np. sprawdzić rzeczywistą godzinę odjazdu. To dobrze, że pasażerowie mogą śledzić trasę przejazdu na wyświetlaczu w tramwaju. To miło, że na wielu przystankach są elektroniczne tablice, które pokazują kiedy dokładnie przyjedzie autobus czy tramwaj, na który czekamy.

Reklama

Jeśli do tego wszystkiego każdy motorniczy i kierowca będzie pamiętał, że wiezie ludzi, a nie rzeczy, to już będzie całkiem dobrze. Wiem, że praca w komunikacji publicznej byłaby całkiem w porządku, gdyby nie pasażerowie, ale skoro ich liczba cały czas systematycznie rośnie, to trzeba się jednak jakoś do nich przyzwyczaić. Zwłaszcza, że to oni, w pewnej części, zapewniają kierowcom i motorniczym pracę.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 19/09/2025 20:45
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Maruda - niezalogowany 2025-09-05 10:42:13

    A to wielki Pan dziennikarz nie wie, że tablice na przystankach często przekłamują, są nie aktualizowane w czasie rzeczywistym lub zwyczajnie nie działają i ważne jest to co jest napisane na tablicy kierunkowej tramwaju? Ciekawe. Jeszcze chce żeby motorniczy zarobił karę od ZTM za wypuszczenie ludzi poza oznaczonym dla niego przystankiem, na którym widoczność jest zerowa w momencie złamania się wagonu w łuku. Jak miło.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Sting 2025-09-05 11:32:09

    Zanim wsiądę do tramwaju, zawsze sprawdzam co jest wyświetlone na elektronicznej tablicy, porównuje to z tym, co jest napisane na tramwaju, na wszelki wypadek sprawdzam jeszcze rozkład na słupku, na potwierdzenie pytam motorniczego i jeszcze rzucam okiem na to, co mi aplikacja podpowiada. I tak robią wszyscy, zwłaszcza ci, którzy przyjeżdżają na imprezy do Katowic z całej Polski. Nie kłamię.

    • Zgłoś wpis
  • P Śl - niezalogowany 2025-09-05 13:55:20

    Każdy normalny człowiek patrzy na wyświetlacz tramwaju, a nie tablicę elektroniczną na przystanku, nawet obcokrajowiec. Mnie zastanawia tylko dlaczego zjazdowe 46 mają do obsługi stanowisko 1, a nie stanowisko 3, bo całego kwiku by nie było jakby ktoś w rozkładzie nie zrobił takiego fikołka.Tramwaj do placu Miarki powinien obsługiwać stanowisko 3, podobnie jak 41. Motorniczy nie jest od tego żeby się interesować tym gdzie kto jedzie, ale mógłby widząc i wiedząc, że ma w rozkładzie takiego fikołka, dla własnego dobra, bo potem przychodzi taki roszczeniowiec i ma pretensje.

    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo katowice24.info




Reklama
Najnowsze wiadomości