Oczywiście mowa o tych zamożnych i wykształconych, którzy, w przeciwieństwie do burżuazji czy robotników w Nikiszowcu, zamieszkiwali kamienice w śródmieściu. Ta, którą zwiedzamy, znajduje się przy ulicy ks. Szafranka 9. Obecnie to Muzeum Historii Katowic. Zamieszkiwana była do lat 80. ubiegłego stulecia. Została zbudowana w 1910 roku i dopasowana do potrzeb bogatych mieszczan, o czym świadczą choćby dwie klatki schodowe, jedna reprezentacyjna dla domowników oraz gości i druga-ukryta, dla służby. Mieszkanie, które zwiedzamy, ma 310 m² i powstało pod wynajem. Na opłacenie wysokiego czynszu mogły sobie pozwolić rodziny niemieckie i żydowskie, a głową domu był najczęściej przedstawiciel wolnego zawodu: lekarz, adwokat, sędzia czy aptekarz. Tak było do 1922 roku. Po zmianach narodowościowych zamieszkiwały je elity polskie, napływowe, z Galicji i Królestwa Polskiego. Mieszkali tu artyści, także dzięki sąsiedztwu z Akademią Muzyczną.
Tym, co niezwykłe w kamienicy jest oświetlenie elektryczne, które mieli jej mieszkańcy. 20 lat po tym, jak pierwszy raz użyto prądu w mieszkaniu na Manhattanie i 12 lat po wybudowaniu pierwszej elektrowni w Zabrzu. Kamienica ta była też jedną z pierwszych w mieście, w której były kaloryfery i centralne ogrzewanie. Lecąca z kranu ciepła woda to był wtedy ewenement.
Przejdźmy przez próg tego ogromnego mieszkania, w którym żyje jedna rodzina.
Gosposia ma osobne pomieszczenie-służbówkę, czyli ciasny pokoik z ubikacją, tak, by przez całą dobę być do dyspozycji rodziny. Do tego kucharka, lokaj i służba, którzy pracują na etat.
Jak wygląda typowy dzień z życia tej rodziny?


W tym samym czasie, pani domu przyjmuje swoich gości. W salonie ma żardinierę, czyli wystawny kwietnik. Po co? Mieszka w mieście przemysłowym i nie ma ogrodu. Ten domowy jest iluzją, że za oknem znajdziemy prawdziwy, żywy ogród. I namiastką arystokratyczności. Jest ławka, donica, można się bawić w chowanego. Albo w kotylion, czyli w grę, w której losuje się bilecik z imieniem kolejnego tancerza, poznając w ten sposób wszystkich uczestników zabawy. W każdym pokoju jest też duży ścienny zegar, to nie jest epoka miniaturyzacji. Jedyną stacją pogodową są termometr i barometr, wiszące w salonie. Życie prowadzi się wystawne, towarzyskie, więc idealnie sprawdzają się szerokie i przesuwane drzwi. Gdy się je otworzy, uzyskuje się ogromną przestrzeń do zabawy.
A obowiązki? Pani domu sprawuje nadzór nad guwernerem, kucharką czy sprzątaczką. Jeśli coś pójdzie nie tak jak powinno, pan domu winą obarcza żonę. Spoczywa więc na niej duża odpowiedzialność. Pani domu jest także towarzyszką oficjalnych imprez, musi więc mieć umiejętność prowadzenia ciekawych konwersacji. Ma wykształcenie muzyczne i czyta gazety. Na pewno w swoim buduarze. Wystrojem jest serwantka, w której eksponuje się najcenniejsze przedmioty rodzinne, jak porcelanę czy muszle świadczące o dalekich podróżach, czyli bogactwie gospodarzy.

Dalej mamy pokój dziecięcy, więc czas na zabawę. Obiektem westchnień każdej dziewczynki jest porcelanowa lalka. Krucha i droga, więc częściej kupuje się drewniane i wiklinowe. Ale to nie to samo. Dzieci od 6. roku życia idą do szkoły, więc czasu na zabawę nie jest wiele. Wielkim udogodnieniem w tym domu jest łazienka z bieżącą wodą. O higienę można więc dbać. To ważne, zwłaszcza wśród dzieci.

Tak dobiega końca wycieczka po mieszkaniu bogatego mieszczaństwa. Wszyscy, którzy chcą poczuć atmosferę sprzed stu lat, powinni odwiedzić Muzeum Historii Katowic przy ul. Ks. Szafranka 9 w Katowicach.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
"Na opłacenie wysokiego czynszu mogły sobie pozwolić rodziny niemieckie i żydowskie, a głową domu był najczęściej przedstawiciel wolnego zawodu: lekarz, adwokat, sędzia czy aptekarz. Tak było do 1922 roku. Po zmianach narodowościowych zamieszkiwały je elity polskie, napływowe, z Galicji i Królestwa Polskiego. Mieszkali tu artyści, także dzięki sąsiedztwu z Akademią Muzyczną." A Ślonzokom psinco.
"Na opłacenie wysokiego czynszu mogły sobie pozwolić rodziny niemieckie i żydowskie, a głową domu był najczęściej przedstawiciel wolnego zawodu: lekarz, adwokat, sędzia czy aptekarz. Tak było do 1922 roku. Po zmianach narodowościowych zamieszkiwały je elity polskie, napływowe, z Galicji i Królestwa Polskiego. Mieszkali tu artyści, także dzięki sąsiedztwu z Akademią Muzyczną." A Ślonzokom psinco.