Łącznik, którego nie dało się wybudować, jednak powstanie. Jeszcze pół roku temu miasto twierdziło, że budowa przejścia dla podróżnych pomiędzy dworcami kolejowym i autobusowym nie jest możliwa z powodu przepisów. Nagle miasto ogłosiło sukces, choć fakty pokazują, że przez ostanie dwa lata władzom Katowic na tej sprawie nie zależało.
W czwartek odbyła się konferencja, podczas której ogłoszono, że po długich negocjacjach podpisano porozumienie pomiędzy miastem a PKP Polskimi Liniami Kolejowymi. Jednym z najważniejszych postanowień tej umowy jest budowa tunelu, którą wykona kolejowa spółka. Nie będzie to zapowiadany od lat łącznik pomiędzy dworcami kolejowym i autobusowym, a tylko jego fragment. Pozostałą część wykona miasto, gdy znajdzie na to pieniądze.
Miasto chwali się sukcesem w rozmowach z PKP PLK, ale trudno nie wspomnieć o tym, co działo się wcześniej. Jeszcze niedawno o tym, że nie da się wybudować łącznika, mówili wiceprezydent, sekretarz miasta i naczelnik wydziału transportu.
Łącznik planowany od 6 lat
O przejściu pomiędzy dworcami wiceprezydent Bogumił Sobula mówił już we wrześniu 2020 roku podczas otwarcia dworca autobusowego. Wtedy zapowiedział, że „jest szansa na naprawdę fajną konstrukcję od strony inżynierskiej, a także atrakcyjną wizualnie”. Okazało się, że już wtedy taka inwestycja była w planach od około dwóch lat, a zamiar realizacji potwierdzono porozumieniem ze spółką kolejową zawartym w 2019 roku. Ponad 4 lata temu na ul. Sądowej padły nawet konkretne liczby. Zgodnie z zapowiedziami wiceprezydenta, łącznik mógłby powstać w ciągu 5-7 lat, a koszt budowy szacowano na 20-30 mln złotych. Od tamtej pory temat jednak ucichł.
Druga strona, kolejarze, potwierdzają, że łącznik był uwzględniany od początku podczas przygotowań do przebudowy linii E65 w Katowicach. - My to przejście podziemne uwzględniliśmy w dokumentacji środowiskowej już lata temu, więc kolej myślała o jego realizacji już wtedy. Z różnych przyczyn to rozwiązanie nie zostało wprowadzone do pierwotnego kontraktu - mówi Marcin Mochocki, członek zarządu PKP Polskich Linii Kolejowych.
Niemożliwe z powodów „formalno-prawnych”
Gdy w zeszłym roku zapytaliśmy o realizację łącznika, który mógłby powstać przy okazji trwającej przebudowy linii kolejowej E65, dowiedzieliśmy się, że nie jest to możliwe. Choć powstała nawet koncepcja, to w pewnym momencie zarzucono temat.
Kilka razy pytaliśmy o to, dlaczego się tak stało. Tłumaczenie było ogólnikowe. Miasto stało na stanowisko, że powody są „formalno-prawne”. Gdy w końcu dostaliśmy szczegółowe uzasadnienie, powody zarzucenia ważnego z punktu widzenia podróżnych i mieszkańców przedsięwzięcia wydawały się nadal naciągane.
Katowice chciały przekazać pieniądze na realizację łącznika, ale po analizach prawnych pojawiły się wątpliwości.
- Uwzględniając istniejący wówczas stan faktyczny oraz stanowisko RIO i służb finansowych miejskich wynikało z tego, że stan prawny nie zezwala na przekazanie środków przez miasto spółce PKP PLK S.A. - wyjaśniał pod koniec zeszłego roku katowicki urząd. Powołał się także na przepisy ustawy o finansach publicznych.
Choć urzędnicy wprost tego nie przyznali, miasto zrezygnowało z łącznika. Bo jak inaczej wytłumaczyć to, że przez dwa lata (w 2022 roku uzyskano opinię Regionalnej Izby Obrachunkowej) nie podejmowano jakichkolwiek działań w tej sprawie.
Nagle da się wybudować łącznik
W czwartek podczas wspólnej konferencji prasowej miasta i PKP PLK nagle okazało się, że to co było niemożliwe jeszcze kilka miesięcy temu, dojdzie do skutku.
- Pierwotnie były problemy z tym, że musielibyśmy wykonać całe to połączenie także na terenie kolejowym, co ze względów formalnych było niemożliwe - mówi wiceprezydent Katowic Bogumił Sobula.
Uważa też, że dotychczasowe wyjaśnienia miasta są nadal aktualne.
- Wtedy było pytanie, dlaczego miasto tego nie buduje. Budowa przez zewnętrznego inwestora na terenach kolejowych jest praktycznie niemożliwa. My nie kryliśmy, że do powodzenia tego przedsięwzięcia jest potrzebna współpraca z koleją - tak tłumaczy tę nagłą zmianę podejścia do łącznika Bogumił Sobula.
Wśród wielu pytań, jakie wysłaliśmy do miasta, było też takie: „Dlaczego zanim wiceprezydent Bogumił Sobula zapowiedział budowę łącznika nie zweryfikowano warunków formalno-prawnych tej inwestycji?” Odpowiedzi się nie doczekaliśmy.
Wygląda więc na to, że miasto przez cały ten czas w ogóle z PKP PLK na temat łącznika nie rozmawiało. Jeśli weźmiemy pod uwagę opinię RIO, którą podpierali się urzędnicy, to milczenie trwało około dwóch lat. Urzędnicy wiedzieli o zbliżającej się inwestycji kolejowej, ale nie podjęli próby rozwiązania problemu kiepskiego przejścia pomiędzy dworcami. A przecież wiedzieli też, jak mówi dzisiaj wiceprezydent Sobula, że „do powodzenia tego przedsięwzięcia jest potrzebna współpraca z koleją”.
Niedasizm jednym głosem
Gdyby jakiekolwiek negocjacje w tej sprawie trwały, to pół roku temu urzędnicy prawdopodobnie nie zbywaliby nas przytaczaniem przepisów z ustaw o transporcie kolejowym i finansach publicznych. Zresztą te same tłumaczenia otrzymali w tym czasie radni, m.in. od ówczesnego sekretarza, a aktualnego wiceprezydenta Macieja Stachury. - Urzędnicy muszą kierować się literą prawa. Jeśli nie ma podstaw formalno-prawnych do wydatkowania środków, to jest narażanie się na dyscyplinę finansów publicznych - mówił obecny wiceprezydent podczas komisji transportu rady miasta.
W międzyczasie padały też kuriozalne tłumaczenia. Jednym z dowodów na to, że urzędnicy żyją w alternatywnej rzeczywistości, jest wypowiedź naczelnika wydziału transportu. Podczas spotkania zorganizowanego w październiku 2024 roku przez PKP PLK na pytanie jednego z mieszkańców o łącznik odpowiedział:
- Wiem, że to było analizowane przez prawników urzędu miasta i nie znaleźli podstawy prawnej do wydatkowania przez miasto środków na realizację tej inwestycji. Ona bardzo ingerowałaby w infrastrukturę kolejową i nie mieliśmy legitymacji do wydatkowania tych środków - powiedział Bogusław Lowak
A teraz najlepsze. Naczelnik dodał, że: - Tam nie widać osób, które z walizkami przechodzą pomiędzy dworcem autobusowym a dworcem kolejowym. Tam na bieżąco jeżdżą autobusy i tych autobusów jest mnóstwo.

Jak jest w rzeczywistości? Jeśli ktoś regularnie bywa na ul. Sądowej, to widuje bardzo wiele osób ciągnących za sobą walizki. Owszem, autobusy jeżdżą z dużą częstotliwością. Co prawda, często zamiast jeździć stoją na tym krótkim odcinku w korkach, ale faktem jest, że miasto organizuje od momentu uruchomienia dworca autobusowego bezpłatny transport. Jednak warto postawić się na miejscu podróżnych. Przedostanie się na autobus z na przykład pociągu wcale nie jest łatwe, a dodatkowo zwykle w trakcie przesiadki większość osób się spieszy.
Pozostaje wąski chodnik
Po pierwsze, trzeba przedostać się dwa poziomy niżej (często po schodach, bo winda nie działa lub trzeba na nią długo czekać) i znaleźć odpowiednie stanowisko itd. Jeszcze trudniej jest pokonać tę drogę na przykład z przystanku tramwajowego przed Galerią Katowicką. Po drugie, dla osoby, która jest po raz pierwszy w Katowicach, może to być wręcz niewykonalne, bo trudno połapać się, gdzie należy pójść, żeby autobus na Sądową złapać. Nic dziwnego, że wiele osób, zwłaszcza obcokrajowców, poruszając się pomiędzy dworcami, wybiera nawigację i idzie pieszo.


Jak pisaliśmy we wczorajszym tekście, łącznik na razie powstanie tylko w połowie, do ul. Mikołowskiej. PKP PLK wykonają tunel na swoim terenie, a miasto w nieznanej przyszłości zajmie się kontynuacją do dworca przy ul. Sądowej. Kiedy? Jak znajdą się pieniądze.
Bardzo prawdopodobne, że gdyby nie opieszałość władz miasta w sprawie łącznika, być może te pieniądze byłyby już zabezpieczone. Możliwe, że dałoby się wykonać cały łącznik w jednym czasie i zsynchronizować zakres kolejowy z tym miejskim. Pozostaje czekać na cywilizowane połączenie dworców, do tego czasu podróżni dalej będą ciągnąć walizki pod górę po wąskim chodniku.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Pieniędzy na łącznik nie ma i długo nie będzie bo przecież są ważniejsze inwestycje w mieście takie jak stadion dla Gieksy, który najpierw trzeba dokończyć a potem jeszcze trzeba będzie go co chwila remontować i naprawiać po "wyczynach" kiboli czy lotnisko na Muchowcu dla garstki osób. To są ważne sprawy dla miasta a nie jakieś tak pierdoły jak kładka pomiędzy dworcami, z której ludzie korzystaliby codziennie.
Przeciez KRUPA I SOBULA TO ZŁODZIEJSTWO NA KOSZT MIASTA PREZYDENCIK DAREMNY A JEGO KOLESZKA SOBULA TYM BARDZIEJ NIE ROZUMIEM JAK MOZNA BYŁO WYBRAC ICH PONOWNIE W NICZYM NIE POMOGA SWIETE KROWY W NICZYM DLATEGO DOPOKI WŁADZA SIE W KATOWICACH NIE ZMIENI WYPROWADZIŁEM SIE Z TEGO MIASTA ICH INTERESUJE ZYSK DEWELOPERA ITD .I KASA I ROBIA Z KATOWIC MIASTO OGRODÓW ???? MIASTO MENELI PIJANSTWA I ZJEBÓW DZIEKIJE
W punkt
Ciekawe jakie były "podstawy formalno-prawne" i słynna "litera prawa" przy podejmowaniu decyzji o budowie nieszczęsnych parkingów na Mariackiej, Złotousty Panie Stachura.... już nie wspominając o stadionie który będziemy spłacać na "nieokreślony" procent przez nastepne 15 lat. Tam podstawy formalne-prawne były ? Jak się chce kłamać to trzeba mieć dobrą pamięć Panowie z Młyńskiej.
Kolej okazała się bardziej chętna do budowy przejścia do dworca autobusowego niż władze miasta...
A ja się pytam gdzie jest wizualizacja?
Dworzec autobusowy powinien być zintegrowany z koleją w miejscu galerii, a nie kilometr dalej.
Odwrotnie, to dworzec PKP należało zrobić na nowo przy sądowej
Tak wlasnie powinno byc. Ale teraz turysci maja darmowa karte multisport i chodza od dworca do dworca. W deszcz maja pochlapane spodnie przez autobusy i to tez jest atrakcja
Katowice Neapolem północy.
to przy okazji zapytam jakie są podstawy formalno-prawne do wydawania pieniędzy na promocję prezydenta, albo na wspieranie organizacji Europejskiego Kongresu Gospodarczego? dam sobie rękę uciąć, że miasto nie ma obowiązku ponoszenia takich wydatków, a mieszkańcy gdyby mogli to zdecydowali o innym przeznaczeniu tych środków
to ja doszczegółowie co to były za przyczyny formalno - prawne: bo szyny były złe i pociągi były złe
Aż znajdą się pieniądze. Trzeba było ruszyć prędzej mózgownicą, to nie trzeba by teraz wydawać pieniędzy na poprawki. Wyrzucanie pieniędzy w błoto, bo jeden jełop z drugim przy budowie pomyśleć nie potrafi... Taka prawda, to teraz trzeba poprawki robić i wydawać pieniądze na nie.
Pieniędzy na łącznik nie ma i długo nie będzie bo przecież są ważniejsze inwestycje w mieście takie jak stadion dla Gieksy, który najpierw trzeba dokończyć a potem jeszcze trzeba będzie go co chwila remontować i naprawiać po "wyczynach" kiboli czy lotnisko na Muchowcu dla garstki osób. To są ważne sprawy dla miasta a nie jakieś tak pierdoły jak kładka pomiędzy dworcami, z której ludzie korzystaliby codziennie.
Przeciez KRUPA I SOBULA TO ZŁODZIEJSTWO NA KOSZT MIASTA PREZYDENCIK DAREMNY A JEGO KOLESZKA SOBULA TYM BARDZIEJ NIE ROZUMIEM JAK MOZNA BYŁO WYBRAC ICH PONOWNIE W NICZYM NIE POMOGA SWIETE KROWY W NICZYM DLATEGO DOPOKI WŁADZA SIE W KATOWICACH NIE ZMIENI WYPROWADZIŁEM SIE Z TEGO MIASTA ICH INTERESUJE ZYSK DEWELOPERA ITD .I KASA I ROBIA Z KATOWIC MIASTO OGRODÓW ???? MIASTO MENELI PIJANSTWA I ZJEBÓW DZIEKIJE
W punkt