Nie będę po raz kolejny pisał, że proponowane zmiany w uchwale parkingowej to kosmetyka, która nawet w minimalnym stopniu nie przyczyni się do ograniczenia ruchu w centrum Katowic. Co więcej, jedna ze zmian może mieć nawet odwrotny skutek. Chodzi o wspomniany już abonament mieszkańca. Prezydent Marcin Krupa zaproponował, żeby każdy mieszkaniec Katowic (zameldowany w mieście lub płacący tu podatki) mógł płacić ryczałtowo za postów w strefie płatnego parkowania. Do wyboru będzie 200 zł miesięcznie albo 480 zł kwartalnie (czyli 160 zł miesięcznie).
Z prostego działania matematycznego wychodzi, że kupując abonament kwartalny, kierowca zapłaci jedynie za nieco ponad 7 dni parkowania w porównaniu do sytuacji, w której musiałby płacić codziennie za każdą godzinę. Jeśli to nie zachęci do przyjechania do centrum samochodem i zostawienia go na cały dzień, to chyba trzeba zwiększyć liczbę godzin matematyki w szkole.
Jak w ogóle doszło do tego, że w uchwale parkingowej znalazł się abonament mieszkańca? Oficjalna wersja jest następująca: Zapis projektu stanowi realizację zapisów nowej umowy prezydenta Miasta Katowice z mieszkańcami Katowic z 2018 roku w zakresie preferencji dla mieszkańców Miasta, związanych z parkowaniem pojazdów" (pisownia oryginalna). To oficjalne uzasadnienie urzędu miasta do odrzucenia uwagi zgłoszonej w trakcie konsultacji społecznych. Chodziło o wyrzucenie z projektu uchwały wspomnianego abonamentu dla mieszkańców.
Reasumując, abonament musi być, bo obiecał go w kampanii prezydent Marcin Krupa. Czy aby na pewno?
Sięgnąłem po umowę z mieszkańcami, czyli program wyborczy prezydenta z 2018 roku. Znalazło się w nim następujące hasło: nowa polityka parkingowa z preferencją dla mieszkańców naszego miasta.
Założenie było takie, żeby mając Katowicką Kartę Mieszkańca (wprowadzoną w ubiegłym roku) można było płacić mniej za postój na miejskich parkingach. Hasło rzucić łatwo, trudniej sprawdzić czy można je wprowadzić w życie. No i właśnie otoczenie prezydenta nie sprawdziło. Różnicować opłat za parkowanie na drogach publicznych nie można. Nie można więc uchwalić, że mieszkańcy Katowic zapłacą mniej za parking niż ci z Sosnowca czy Mikołowa. Coś jednak trzeba było wymyślić. Tak powstał abonament - rzecz niespotykana chyba w żadnym innym polskim mieście (sprawdziłem wiele, choć nie wszystkie). Wszędzie abonamenty przysługują jedynie osobom mieszkającym w SPP, a nie wszystkim mieszkańcom. Katowice będą więc innowacyjne. Szkoda tylko, że nie w tej dziedzinie, w której powinny.
Jak można było wprowadzić preferencje dla mieszkańców, a tym samym spełnić wyborczą obietnicę? Bardzo prosto. Różnicować opłaty można na parkingach zamkniętych, czyli takich, jak ten w strefie kultury. Zresztą, zróżnicowanie tam opłat jest już przesądzone - mieszkańcy Katowic zapłacą za godzinę 5 zł, pozostali - 10 zł. Jest preferencyjna stawka dla katowiczan? Jest. Jest wypełnienie obietnicy z kampanii wyborczej? Jest. Po co więc jeszcze abonament? Nie bardzo wiadomo po co. Oczywiście poza ukłonem w stronę kierowców, którzy od lat są w Katowicach uprzywilejowani i nic nie wskazuje na to, żeby miało się to zmienić.
Jeśli nadal będę czytał w informacjach prasowych, że Katowice stawiają na zrównoważony transport, to będę musiał przywoływać moją autorską definicję tego pojęcia: zrównoważony transport w Katowicach polega na tym, że codziennie tyle samochodów wyjeżdża po południu z miasta, ile do niego wjechało rano.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze