- Jaka bomba? - śmiali się mieszkańcy jednej z kamienic przy ul. Agnieszki, z którymi rozmawialiśmy na miejscu akcji - To była walizka z hasioka - tłumaczyli mężczyzna i kobieta, którzy akurat siedzieli na ławce za kamienicą. Zawołali Sandrę. Dziewczynka ma na oko 8-10 lat. Opowiedziała, że sama zaniosła walizkę pod balkon. Jakiś czas po tym na miejscu pojawiło się dużo policjantów. - Ja się tylko bawiłam - śmieje się dziewczynka. Dorośli zaczęli się sprzeczać czy pójść powiedzieć o tym policjantom, którzy rozpoczęli w tym momencie przygotowania do detonacji walizki. Ostatecznie nie poszli, a chwilę później mieszkańcy bloków przy ul. Kotlarza mogli już wrócić do siebie. Zapytaliśmy policję o wersję dziewczynki. Okazuje się, że funkcjonariusze też słyszeli tę historię od mieszkańców w trakcie akcji. Jednak nie będą jej brali pod uwagę przy wyjaśnianiu sprawy. - Rzeczy, które znajdowały się w walizce wskazują na to, że uda nam się znaleźć jej właściciela - mówi st. post. Klaudia Jaskólska z KMP w Katowicach. W środku miały być rzeczy osobiste. Poza tym nic nie wskazywało, że walizka była "z hasioka". Jeśli policjantom uda się dotrzeć do właściciela, będą starali się wyjaśnić w jaki sposób bagaż znalazł się pod balkonem bloku przy ul. Kotlarza 7. Na pytanie dlaczego policyjne procedury nakazują wysadzenie bagażu, który został wcześniej przeszukany i znaleziono w nim rzeczy właściciela, odpowiemy w osobnym artykule.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze