Reklama

Błoto, wielkie kolejki i toalety jak na wiejskim festynie. Off Festival ma wiele rzeczy do poprawy

Długie kolejki do wejścia to dla organizatorów niezła promocja, ale na terenie imprezy nie było lepiej. Łatwiej wypić piwo niż zjeść. Standard toalet jak na festynie, a do tego wszystko skąpane w błocie. Off Festival nie uczy się na błędach.

To nie będzie tekst o muzycznych odkryciach i rozczarowaniach, ani o najbardziej szalonych występach i politycznych hasłach. Zamiast skupiać się na tym, że ktoś mógł zagrać na innej scenie niż zagrał, skupię się na bardziej przyziemnych problemach tegorocznej edycji Off Festivalu. Zresztą, o tym, że zaproponowany przez organizatorów zestaw artystów okazał się dopasowany do potrzeb i oczekiwań miłośników muzyki, świadczą wyprzedane bilety na Off. Dlatego organizatorzy mogli już w trakcie imprezy uznać tegoroczną edycję za sukces. Jednak ten sukces ma też drugą, mniej przyjemną dla uczestników stronę.

Reklama

Długie kolejki do wszystkiego

Dolina Trzech Stawów przywitała w piątek tłumy festiwalowiczów wielką kolejką. W piątek na festiwalu nie byłem, więc nie będą oceniał i analizował, co poszło nie tak. Jak wynika z relacji osób, które musiały odstać swoje, w kulminacyjnym momencie kolejka ciągnęła się do skrzyżowania z ul. Lotnisko, czyli miała około 750 metrów długości. Niektórzy spędzili w niej godziny, zanim weszli do środka. Przy wymianie karnetów na opaski był duży chaos, a w sieci pojawiało się dużo zdjęć z negatywnymi komentarzami.

Reklama

To nie pierwszy raz, gdy nie udało się uporządkować kolejki. Ktoś powie, że to nieodłączny element takich imprez i pierwsze, co kojarzy się z wyprzedanym festiwalem. Jednak nie pierwszy raz jest problem z wejściem. Choć fakt, że takich kolejek nie pamiętają też najstarsi offowicze.

Z obserwacji wydaje się, że najbardziej tłoczno było w piątek i w niedzielę. Pierwszego dnia nie tylko dlatego, że to pierwszy dzień, ale pewnie także z powodu Kraftwerk i Kneecap. Ostatni dzień festiwalu zdominowali z kolei przede wszystkim fani Fontaines D.C. Było naprawdę ciasno.

Reklama

Jedzenie dla wytrwałych

Jeśli ktoś myślał, że kolejki do wejścia to był największy problem, mógł się zdziwić. To samo czekało uczestników w środku. Nie liczyłem, ale wydaje mi się, że oferta gastronomiczna podczas przeciętnego zlotu food trucków jest bogatsza niż podczas Off Festivalu. Pomijając już ceny, po prostu trudno jest zjeść, nie poświęcając na to godziny. Nie dość, że wybór jest skromny, a ceny festiwalowe, to jeszcze czas oczekiwania może skutecznie zniechęcić.

Jeśli komuś zachciało się jeść w nieodpowiednim momencie, to w samej kolejce spędził kilkadziesiąt minut. Nie mówiąc o ścisku, który panuje w tej wepchniętej w róg terenu strefie gastro. Za to strefy z piwem i innymi alkoholami zajmują duży kawałek terenu. Na Offie łatwiej jest po prostu napić się piwa niż zdobyć wodę i coś do jedzenia. Choć po deszczu wody na terenie festiwalu nie brakowało (o czym niżej), to nadal problem dostępu do wody pitnej nie został rozwiązany. Uczestnicy musieli zadowolić się jednym beczkowozem i hydrantem. 

Reklama

Toalety jak na festynie

Jeśli już uda się zjeść i wypić, to prawdopodobnie za jakiś czas trzeba będzie skorzystać z toalety. Tutaj też festiwal nie zaskoczył. Było to, do czego przyzwyczaił Off. Toalet jest za mało, a ich standard jest bardzo niski. Postawiono kilkadziesiąt najbardziej podstawowych toalet przenośnych. Mimo że na innych festiwalach normą są już kontenery WC, które zapewniają o wiele wyższy komfort. Po zmroku robi się dodatkowo nieprzyjemnie, bo toalety nie są wyposażone w oświetlenie. Problem jest także z umyciem dłoni, bo znowu umywalek jest za mało. Jak się już dopchasz, to nie uświadczysz mydła. Węzeł sanitarny można porównać do poziomu festynu w niewielkiej gminie. 

Niekończące się błoto

Organizatorzy Offa nie mają szczęścia do pogody, ale stali bywalcy są do tego przyzwyczajeni. Pogoda bywa kapryśna. Może być zarówno ukrop, jak i ulewa. Tym razem padało sporo. W sobotnią noc przeszła nad Katowicami burza z intensywnymi opadami deszczu. Wiele osób starało się znaleźć jakieś miejsce do schronienia, ale nie wszystkim się udało. Porządnie zmokli, bo zadaszonych miejsc jest niewiele. W ogóle jest niewiele miejsc do siedzenia. Trzeba na nie polować.

Reklama

Po burzy na terenie festiwalu powstały wielkie kałuże i już po ustaniu opadów poruszanie się było mocno utrudnione. Ludzie po prostu grzęźli w błocie. I to nie tylko na odsłoniętej przestrzeni przed główną sceną. Festiwalowicze brodzili w wodzie również pod dachem na najniżej położonej scenie eksperymentalnej, która nie ma podłogi. 

Jedyne odpowiednie obuwie na niedzielę to kalosze. Ostatniego dnia festiwalu opady były słabsze, ale pojawiały się kilka razy i trwały dłużej. Po sobocie teren nie zdążył nawet trochę podeschnąć i znowu został zalany przez nowy deszcz. Najlepiej było chodzić jeden za drugim wydeptanymi ścieżkami. Przez bagno, które powstało przed scenami, ludzie kumulowali się w mniej zabłoconych miejscach, co potęgowało odczucie bardzo dużego tłoku. Zanim zaszło słońce, dało się jeszcze wybierać najbezpieczniejszą drogę. Jednak w nocy ludzie szli po omacku, robiąc małe kroczki. 

Reklama

Trudno mieć pretensje do organizatorów o pogodę. Mimo wszystko, zaskakujące jest to, że lata doświadczeń nie pozwalają na wypracowanie scenariuszy awaryjnych w przypadku dużych opadów. Niektóre ciągi komunikacyjne można by było doprowadzić do lepszego stanu nawet w trakcie imprezy, stosując platformy lub jakąś przenośną nawierzchnię, która byłaby ułożona w newralgicznych miejscach i pozwalałaby na swobodniejsze poruszanie się.

Festiwal jest teoretycznie dostępny dla każdego, również dla osób o ograniczonej mobilności. Tymczasem przez brak jakichkolwiek działań ze strony organizatorów po sobotniej ulewie, problemy z poruszaniem się mieli wszyscy. Na poniższym zdjęciu widać strefę gastro po deszczu i ślad jaki zostawiła za sobą kobieta na wózku, która chciała się przedostać w stronę głównej sceny. 

Reklama

Do deszczu i bagna, które po nim zostało, można dodać jeszcze wspomnianą już niewystarczającą liczbę miejsc siedzących. Kiedy już ktoś chciał odpocząć od chodzenia i stania w błocie, to musiał długo szukać ławki lub leżaka. Niekoniecznie z powodzeniem. Bardzo często nie było szans na znalezienie wolnego miejsca.

Zgubisz się i już się nie znajdziesz

Część zdjęć do tekstu pochodzi z grupy Facebookowej poświęconej Off Festivalowi (polecamy organizatorom, żeby dokładnie ją prześledzili). Sam miałem bardziej szczegółowo uwiecznić problemy organizacyjne, ale musiałem skupiać się, żeby nie stracić znajomych z oczu. Gdy raz się zgubisz, możesz już nie odnaleźć towarzyszy imprezy, a nie ma co liczyć na to, że uda ci się z kimkolwiek skontaktować. Zasięg w Dolinie Trzech Stawów jest tak słaby, że po wejściu na festiwalowy teren uczestnik jest prawie odcięty od świata. Kiedy już pojawiał się zasięg, to trzeba było szybko korzystać. Brak sieci wifi to kolejny zarzut do organizatorów. Dobrze, że sms-y dochodziły i mogłem dać znać bliskim po burzy, że żyję. 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 05/08/2025 10:10
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    AA - niezalogowany 2025-08-04 17:25:26

    Dlaczego Pan redaktor oczekuje rozłożenia tymczasowych płyt ochronnych na czas festiwalu - jeśli nie rozłożono ich nawet na czas rozładunku 40 tonowych pojazdów ciężarowych przed i po imprezie? Ja tylko do artykułu dodam, że rolkostradę i tor rowerowy organizator ochoczo zmasakrował dopuszczając tam przejazd załadowanych pojazdów ciężarowych w czwartek i piątek. Rozmawiałem z szefem ochrony firmy Fosa, świadczącej usługi ochrony na tym festiwalu. Tenże kierownik twardo twierdził że to miasto, MZUiM wydał zgodę na przejazd samochodami po rolkostradazie. Na moje pytanie czy MZUiM ZZM i miasto wie o tym że jeżdżą tam 40 tonowe ciężarówki ten człowiek zamilkł. Znów mamy do czynienia z dewastacją Muchowca i przerzucaniem kosztów na mieszkańców. Bo przypomnę tylko, że przy OFF festiwalu to miasto płaci za dewastacje, zniszczenia zieleni, prąd, wywóz śmieci, wodę i nieczystości, dodatkowe darmowe autobusy itd. Tak, tak szanowni mieszkańcy! To za waszą kasę towarzystwo balowało w weekend.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Bożydar - niezalogowany 2025-08-04 17:45:39

    Oj tam, ważne że Rojek zarobił i pewnie ponownie poprze Krupę lub jego następcę w wyborach.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Nieuczestnik festiwalu - niezalogowany 2025-08-04 18:17:45

    Problemem jest też dojazd do lokali w "okrąglakach" (abstrahując od faktu ich wybudowania). Od dawna była informacja, że od czwartku od 16:00 dojazd Francuską będzie zamknięty i jedyny możliwy dojazd to rolkostrada od strony Panderosy. Tymczasem w czwartek wieczorem ludzie, którzy jeździli zgodnie z komunikatami zaczęli być ścigani przez Straż Miejską za nielegalną jazdę rolkostradą. Po awanturze zmienił się komunikat, że do piątku do 15:00 wjazd jednak Francuską, ale wtedy okazało się, że przy Rondzie na Francuskiej akurat stawiali bramę wjazdową z kontenerów. Powiedzieć, że to jeden wielki chaos to nic nie powiedzieć.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo katowice24.info




Reklama
Najnowsze wiadomości