- Obrzucono mnie błotem - stwierdził dyrektor Pałacu Młodzieży po wysłuchaniu wszystkich zarzutów. Podczas dzisiejszego posiedzenia komisji edukacji rady miasta było ich sporo. Zaczęła Aleksandra Mrzyk-Sylwestrzak: - Od dłuższego czasu jestem nękana i sekowana przez dyrektora Pałacu Młodzieży Adama Laska - powiedziała prowadząca zajęcia teatralne i prezes stowarzyszenia "Protalent". Wspomniała sytuację, w której dyrektor wyrzucił z sali dzieci w trakcie zajęć. 
- Od momentu kiedy objął swoje stanowisko, zaczął wprowadzać wobec pracowników metody, które naprawdę przekraczają swoje granice - mówiła Katarzyna Piasecka, prowadząca zajęcia śpiewu, która reprezentowała też nowo powstały związek zawodowy pracowników Pałacu Młodzieży. Ona ma również zastrzeżenia do zachowań wicedyrektorek. Jej zdaniem została obrażona przez jedną z nich przy uczniach. Poza tym podczas jednego z występów dyrekcja miała wyśmiewać się z podopiecznych. Ponadto pojawiły się też argumenty dotyczące zbytniej ingerencji w zajęcia poprzez kontrolę w ich trakcie.
W odpowiedzi na te negatywne głosy swoją opinię i opinię Związku Nauczycielstwa Polskiego przedstawił Jerzy Szmajda, prezes katowickiego oddziału. - Mamy tutaj skargi na dyrektora tylko i wyłącznie osób, którym zabrano ich ulubione zabawki. Jeżeli z zabawek korzysta się źle lub w złym celu, to niestety kochani trzeba ponieść konsekwencje - powiedział. W ocenie ZNP współpraca z dyrektorem jest wzorowa.

Niewykluczone, że wkrótce sprawdzaniem oskarżeń pod adresem Adama Laska zajmie się sąd. - Ja z ręką na sercu gorąco zachęcam wszystkie osoby, które czują się pokrzywdzone, żeby zawiadomić odpowiednie organy. Wiem, że jedna sprawa komisji dyscyplinarnej przy kuratorium już jest przeciwko mnie złożona. Czekam na razie na informacje - powiedział dyrektor Pałacu Młodzieży.

Dodał, że grono niezadowolonych jest bardzo wąskie. - To są wszystkie osoby obecne na sali, czyli dwóch obecnych pracowników i jedna osoba, która jest byłym pracownikiem. Z resztą pracowników mam zdecydowanie lepsze relacje. Nikt żadnych problemów nigdy nie zgłaszał - mówi Lasek.
W reakcji na artykuł, który ukazał się w Gazecie Wyborczej poprosił Aleksandrę Mrzyk-Sylwestrzak o opublikowanie przeprosin na pierwszej stronie gazety i przekazanie kwoty 5 tys. zł na Hospicjum Cordis. - Ponieważ tam był artykuł, który mnie szkalował - mówi Lasek. Jeśli ta prośba nie zostanie spełniona to sprawa trafi do sądu. Mrzyk-Sylwestrzak też nie zamierza odpuścić. Wczoraj w sprawie szkalowania złożyła zawiadomienie do prokuratury okręgowej.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze