Reklama

To co działo się w KZK GOP daje mocne podstawy do rozwiązania tej instytucji

Grzegorz Żądło
To, że KZK GOP działa źle, wszyscy, którzy interesują się komunikacją publiczną, wiedzieli od dawna. To, że marnuje publiczne pieniądze – też. Podobnie jak to, że prezydenci miast, którzy de facto zarządzają związkiem, promują swoje PKM-y. Co z kolei powoduje wzrost kosztów i cen biletów. A jednak skala niekompetencji w KZK GOP ujawniona przez kontrolerów Najwyższej Izby Kontroli musi budzić wielki niepokój.

Opublikowane w piątek na stronie Najwyższej Izby Kontroli wystąpienie pokontrolne na temat części działalności KZK GOP w latach 2010-2014 nie pozostawia wątpliwości. Organizator komunikacji w regionie działa nie w interesie pasażerów, a różnych firm i instytucji. Głównie komunalnych przedsiębiorstw, które bez zleceń ze związku nie utrzymałyby się na rynku. Ale NIK zwraca też uwagę na kilka innych rzeczy.

  • PRZETARGI

Sytuacja, w której publiczną instytucją, a taką jest KZK GOP, współzarządzają prezydenci miast zainteresowani promowaniem swoich przewoźników, musi rodzić patologie. I rodziła od dawna. Tyle, że mówiło się o tym po cichu. Teraz NIK podała konkretne fakty i twarde dane. Mechanizm był prosty. KZK GOP w przetargach grupował linie dokładnie tak, żeby mogły je obsługiwać PKM-y (sosnowiecki, katowicki i gliwicki). Tak było na przełomie lat 2009-2010. KZK ogłosił przetargi na obsługę linii w części centralnej (59 linii), wschodniej (48) i zachodniej (32). Oferty złożyły tylko wymienione PKM-y, oczywiście każdy w swojej części aglomeracji. Nikt nikomu w drogę nie wchodził. Co ciekawe, wcześniej linie połączone w trzy grupy były obsługiwane na podstawie 11 umów. Czyli konkurencja była jednak możliwa.

O tym, że w KZK dobrze wiedzieli co robią, świadczy przetarg na obsługę części wschodniej aglomeracji. Związek wymagał, żeby akurat na tym obszarze autobusy wyposażone były w urządzenia do pomiaru i gromadzenia informacji (uzyskanych automatycznie) o liczbie pasażerów. Właśnie takie posiadał PKM Sosnowiec i był jedynym przewoźnikiem spełniającym to kryterium. Co ciekawe, SIWZ na obsługę części centralnej i zachodniej takich wymogów nie zawierał. Nie zawierał, bo ani PKM Katowice, ani PKM Gliwice odpowiednich urządzeń nie miały.

Skoro taka forma organizowania przetargów się „sprawdziła”, KZK poszedł jeszcze dalej. Czwarte postępowanie w kontrolowanym okresie zorganizował już kompletnie w oderwaniu od zasad uczciwej konkurencji. Jak tłumaczyli przedstawiciele związku, takie zasady wynikały z zastosowania tzw. „polityki regulowanej konkurencji” polegającej na „promowaniu podmiotów komunalnych dla ochrony miejsc pracy”. Czyli prywatni niech plajtują, ważne żeby w komunalnych (z reguły droższych) przedsiębiorstwach było dobrze. Żeby pokazać skalę problemu, wystarczy kwota, jaką KZK wydał w ciągu czterech lat na obsługę linii oddanych w niekonkurencyjnych przetargach – 998 223 829,06 zł.

Ten ostatni z 2013 roku, NIK uznała za najbardziej patologiczny. KZK GOP zgrupował bowiem w jednym postępowaniu 181 linii. Wszystkie, które wcześniej były obsługiwane przez PKM-y w Katowicach, Sosnowcu i Gliwicach. Co ciekawe, mimo że przetarg był jeden, w Specyfikacji Istotnych Warunków Zamówienia (SIWZ) zawarte zostały odrębne wymagania dla każdej z części aglomeracji (centralnej, zachodniej i wschodniej) co do terminu rozpoczęcia przewozów oraz rodzaju i wyposażenia autobusów, z jednoczesnym umożliwieniem zaoferowania różnych cen usług dla poszczególnych rejonów. Nie można było składać ofert wariantowych i częściowych. Za to potencjalny wykonawca musiał dysponować 611 autobusami. Przypadkiem taki wymóg spełniało tylko jedno konsorcjum. Dlatego nic nie stało na przeszkodzie, żeby 31 października 2013 zawrzeć z nim umowę. W tym momencie trzy spółki komunalne obsługiwały łącznie 184 linie (3 na podstawie innych umów). Dla porównania, pozostałe 118 linii obsługiwało 29 innych przedsiębiorców, w tym konsorcja, na podstawie 72 umów.

Jak słusznie zauważyła NIK, do największego zgrupowanego przetargu nie została włączona północna część aglomeracji. Linie na tym terenie od czerwca 2006 roku obsługiwało m.in. Przedsiębiorstwo Komunikacji Miejskiej w Bytomiu S.A. (obecnie w likwidacji). Tym razem (2013) na obsługę 25 „bytomskich” linii autobusowych zorganizowano trzynaście odrębnych postępowań. Efekt? Umowy podpisane z różnymi przedsiębiorcami, z których każda obejmowała od 1 do 9 linii.  Czyli po raz kolejny okazuje się, że konkurencja jest możliwa.

O tym, że KZK GOP z premedytacją ustawił przetarg na obsługę 181 linii pod PKM-y, świadczą kolejne fakty. W SIWZ dla każdego z trzech rejonów (obsługiwanych przez poszczególne spółki komunalne) określony zostały odrębne wymagania m.in. w zakresie dopuszczalnego roku produkcji pojazdu jak i spełnienia norm środowiskowych. Wykonawcy musieli dysponować odpowiednio 148, 230 i 233 autobusami. Znów przypadkiem taki tabor miały poszczególne spółki komunalne: PKM Gliwice (176 pojazdów),  PKM Sosnowiec (254) i PKM Katowice (229).

Przy tym wszystkim, dopuszczenie w SIWZ możliwości świadczenia przejazdów starymi IKARUSAMI, wydaje się niewielkim nadużyciem. Oczywiście, tylko dla formalności trzeba dodać, że takie „zabytkowe” pojazdy eksploatowane były wyłącznie przez spółki komunalne.

Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że ustawianie przetargów pociągało za sobą konkretne straty finansowe. W tym na obsługę 181 linii, konsorcjum katowicko-sosnowiecko-gliwickie zaproponowało stawkę za wozokilometr wyższą od średnich stawek obowiązujących w umowach zawartych w tym samym czasie z innymi  przewoźnikami. Na dzień 30 kwietnia 2014 r. różnica ta wynosiła w zależności od rodzaju taboru 1,46 zł, 1,31 zł i 1,24 zł. Jak wyliczyła NIK, gdyby zastosować tę średnią cenę za wozokilometr do obsługi 181 zgrupowanych linii, KZK GOP mógłby wydać co najmniej 440 mln zł mniej ! Można to zinterpretować bardzo prosto: zarząd KZK działał na szkodę związku. Zdaniem NIK, dlatego że występował w nim konflikt interesów. Członkami zarządu związku są prezydenci miast, reprezentujący gminy będące jednocześnie udziałowcami spółek komunalnych, które świadczą usługi na rzecz KZK.

Już niejako na deser można dodać, że prezydenci Gliwic (Zygmunt Frankiewicz) i Katowic (wtedy Piotr Uszok) wnioskowali o zmiany w SIWZ do przetargów, tak żeby wymagania mogły spełniać PKM-y w ich miastach.

  • CENY BILETÓW

Od dawna sprzeciw pasażerów budziła konieczność zakupu biletu u kierowcy po najwyższej cenie. Skutkuje to tym, że chcąc legalnie przejechać np. dwa przystanki, zamiast 3,2 zł trzeba zapłacić 4,8 zł. NIK uważa, że takie praktyki nie powinny mieć miejsca, bo „sprzedaż biletów przez kierujących pojazdami nie może być traktowana jedynie jako uzupełnienie sprzedaży stacjonarnej, w sytuacji gdy jeden automat biletowy przypadał na 24 przystanki komunikacji miejskiej.”

  • DIETY DLA PREZYDENTÓW

NIK, podobnie jak nadzór prawny wojewody śląskiego, podziela stanowisko, że nieetatowi członkowie zarządu i zgromadzenia KZK GOP będący przedstawicielami gmin, nie powinni dostawać wynagrodzenia za swoją pracę na rzecz związku. Przypomnijmy, wojewoda śląski zaskarżył uchwały związku dotyczące wypłaty tzw. „diet”, co potwierdził później Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach. KZK przestał więc wypłacać prezydentom diety, ale chciał obejść prawo. W połowie 2013 roku zarząd KZK GOP przyjął uchwałę na mocy której zamienił „diety” na „wynagrodzenie”, mimo że zgodnie z orzeczeniem WSA w Gliwicach, brak jest podstaw do pobierania przez prezydentów miast jakichkolwiek pieniędzy z tytułu zasiadania w zarządzie. Co ciekawe, wspomniane „wynagrodzenie” było wyższe od kwoty dotychczasowej miesięcznej diety.

  • NIEZDROWY SPORT

Z pieniędzy, które nie mogły być przeznaczone na ten cel, KZK GOP organizował dla swoich pracowników zajęcia sportowe. Wynajmował hale, podpisał umowy z trenerami (m.in. fitness) i ubezpieczył pracowników od następstw nieszczęśliwych wypadków w trakcie zajęć. W kontrolowanym okresie, związek wydał na to wszystko  196 465,94 zł. Ciekawe jest tłumaczenie przewodniczącego zarządu KZK GOP. Roman Urbańczyk stwierdził, że „udział pracowników w zajęciach sportowych pozytywnie wpływa na ich kondycję fizyczną oraz psychiczną, co w konsekwencji może się przełożyć na wysokość osiąganych przychodów.”

  • PROMOCJA? JAKA PROMOCJA?

NIK ustaliła, że KZK GOP wydawał pieniądze na nagranie i emisję programów promujących działalność związku, które potem nigdzie się nie ukazały. Według NIK, KZK GOP zapłacił 84 870,00 zł brutto za niewykonaną w pełni usługę. Było to możliwe, bo w umowie interesy związku nie zostały dobrze zabezpieczone. KZK płacił bowiem z góry w comiesięcznych transzach bez konieczności przedstawienia do odbioru przedmiotu umowy. Rzecznik prasowa KZK GOP Anna Koteras przyznała, że nie sprawdzała, czy zamówione programy były emitowane. Z kolei Roman Urbańczyk stwierdził, „że nie jest w stanie wyjaśnić dlaczego naczelnik wydziału prasowego nie zweryfikowała wykonania usługi zgodnie z umową.

Logo ŚKUP
Logo ŚKUP
  • ŚKUP i SDIP

Również przy realizacji Śląskiej Karty Usług Publicznych i Systemu Dynamicznej Informacji Pasażerskiej NIK wykryła nieprawidłowości, które skutkowały opóźnieniem w ich wprowadzeniu i naraziły związek nie niepotrzebne koszty. Nie wdając się w szczegóły, w pierwszym wypadku chodziło m.in. o wskazanie niewłaściwego miejsca na serwerownię. W drugim, błędnie ustalone zostały wymagania odnoście wysokości umieszczenia elektronicznych tablic wyświetlających informacje.

NIK wykryła też liczne nieprawidłowości w prowadzeniu i rozliczaniu finansów związku. Co teraz? W terminie 21 dni od otrzymania wystąpienia pokontrolnego, KZK GOP musi poinformować NIK o „sposobie wykorzystania uwag i wykonania wniosków pokontrolnych oraz o podjętych działaniach lub przyczynach niepodjęcia tych działań”. Trzy tygodnie to niewiele, zwłaszcza biorąc pod uwagę skalę nadużyć.

Pełen tekst pokontrolnego wystąpienia NIK można znaleźć tutaj.

Share and Enjoy !

0Shares
0 0

Tagi:

Komentarze

  1. GREGORYHOUSE 10 lutego, 2015 at 1:45 pm - Reply

    Wszystko ładnie , mnie też nie interesuje jakim pociągiem jadę , i tak płacę. Tak się składa że dojeżdżam 50 km do pracy , wyprowadziłem się stąd do lasu dosłownie. Ważne za to jest dla mnie jakim pociągiem pojadę, niestety ostatnimi czasy kolej śląska zeszłą na psy , i to dosłownie . PKM w którym pracuje kupuje cały czas coraz to młodsze pojazdy. Mając flotę ponad 250 autobusów to sprawa nie jest prosta , nowy autobus taki Solaris 15 metrów kosztuje okrągłą bańkę 1 000 000 PLN.
    Rzecz jasna kupujemy i nowe i używane , by zapewnić wysoki standard . Niebawem będzie 14 sztuk nowych oraz lada dzień na linie wyjedzie MAN numer boczny 551 , z 2008 roku, na dniach dostarczony będzie kolejny taki sam MAN , pewnie numer dostanie 552. Na początku roku zaczął kursować MAN numer boczny 550 , z 2010 roku z bardzo niskim przebiegiem, z wyposażeniem dla MZA WArszawa. Także zawsze będę preferował zakłady państwowe , pracowałem już u prywatnego (PUP Czeladź) i powiem krótko , nie polecam nikomu pracy w takich warunkach. Nie czarujmy się w pracy spędzamy ponad 8 godzin dziennie , można powiedzieć że więcej niż w domu , i warunki pracy nie są mi obojętne , ponieważ za zdrowie nie ma adekwatnych sum pieniędzy.
    Oczywiście do samego KZKGOP sam mam wiele do zarzucenia , sprawa ŚKUP to porażka , z góry wiedziałem że to nie wypali z tymi urządzeniami , jestem elektronikiem i serwisuje elektronikę autobusową nie tylko w PKM-ie , więc na tym się znam . Nie wróżę świetlanej przyszłości tego założenia. Wspomnę o biletach i możliwości rozwiązania GOP-u , PKM Jaworzno radzi sobie jakoś bez GOP-U i znam tam wielu ważnych ludzi , i sobie chwalą to że nie ma nad nimi pasożyta. To samo się tyczy MZK Tychy, fakt to też związek ale głównym przewoźnikiem jest PKM Tychy. Pomimo że Tychy i Jaworzno są w aglomeracji Śląskiej to mają swoje bilety i własną komunikację , i wydać że normalnie wszystko funkcjonuje.

  2. GREGORYHOUSE 10 lutego, 2015 at 10:45 am - Reply

    Jak pisałem wcześniej nie ma idealnego rozwiązania , KZKGOP jest złem koniecznym. Już nie będę wybiegał do spraw przetargów i prywatnych przewoźników , ale na Śląsku i Zagłębiu panuje swoisty bałagan zarówno w organizacji komunikacji jak i funkcjonowaniu całej aglomeracji. Prawda jest taka że ludzie stąd uciekają bo nie ma przyszłości , jeśli rządzący zlikwidują kopalnie i inne zakłady przy okazji kooperujące z kopalniami to nikt tu nie zostanie , tylko emeryci. Warszawa nie lubi Śląska i oni (nie rozróżniają Śląska i Zagłębia , dla nich to to samo), robią wszystko by tutaj wszystko zniszczyć. Dziwi mnie polityka wobec górnictwa gdy nasz energetyka nie ma innej alternatywy. Ale wracając do tematu, podam przykład ZTM Warszawa , największym przewoźnikiem jest tam MZA , owszem są inni , ale głównie małe linie na obrzeżach miasta , między innymi robi to Europa City , PKS Grodzisk , ITS Michalczewski. Ale flagowe linie , i ich ilość posiada MZA czyli spółka miasta. Podałem przykład miasta Jastrzębie Zdrój , jak Pan myśli , co by zrobiły gminy Gliwice , Katowice i Sosnowiec gdyby doszło do przegrania przetargu? Zrobili dokładnie to samo co teraz Jastrzębie , a wtedy KZKGOP zostaje bez flagowych miast (czyt. wpływów gotówki) i jest po instytucji .
    Więcej o walce firmy WARBUS i Jastrzębie tutaj :http://infobus.pl/text.php?from=main&id=69270

    • Grzegorz Żądło 10 lutego, 2015 at 10:51 am Reply

      Warszawa jest bardzo dobrym przykładem. Jeden bilet na autobus, tramwaj, metro i kolej podmiejską. Różne firmy, jedna dobra jakość obsługi. To jest kierunek, w którym trzeba iść. Co do tego co by zrobiły miasta, gdyby ich PKM-y przegrały przetargi. Myślę, że prywatny przedsiębiorca w takiej sytuacji szuka alternatywnych zleceń przy jednoczesnej restrukturyzacji spółki. Mnie jako pasażera naprawdę nie interesuje czyim autobusem jeżdżę. Ma być wygodny, przyjechać na czas a bilet powinien być w przystępnej cenie.

  3. GREGORYHOUSE 10 lutego, 2015 at 9:24 am - Reply

    Rozwiązanie jest bardzo proste , rozwiązać KZKGOP i miasta stworzą soją komunikację , Z tego co wiem to takie plany wyjścia z GOP-u miasto Sosnowiec już miało. Każe miasto ma firmę miejską i zapewne miasta np w aglomeracji Zagłębia płaciły by mniej na rzecz zajezdni PKM-u niż płacą obecnie na nieudolny GOP. Zapewne PKM Sosnowiec jaki PKM Katowice , dogadały by się by honorować bilety na trasach Katowice-Sosnowiec. To samo zapewne tyczyło by się układu pomiędzy Katowicami a Gliwicami. Bez KZKGOP każde miasto ma swoją komunikację i swoje bilety. Tak jest w całej europie gdzie zawsze komunikacja miejska jest własnością miasta. Pierwszy przykład PKM Jastrzębie, miasto Jastrzębie -Zdrój odłącza się od MZK i samo organizuje komunikację . Powód prosty ma rodzimy rynek MZK wpuszcza na podstawie przetargu firmę z Warszawy. Dla firmy PKM oznacza to koniec działania , i miasto stanęło w obronie własnego rynku pracy, prawidłowa reakcja moim zdaniem. Zapewne zaraz protesty że już tak było że każda firma jeździ na swoje bilety , na kolei tak jest od dawna i jakoś nikomu to nie przeszkadza.

    • Grzegorz Żądło 10 lutego, 2015 at 10:22 am Reply

      Nie zgadzam się z Panem. Aglomeracja Śląska jest idealnym miejsce do tego, żeby zintegrować tu komunikację pod każdym względem, a już pod względem wspólnego biletu przede wszystkim. Nie może być tak, że ktokolwiek spoza regionu (a mamy tu przecież wielu gości imprez sportowych, kulturalnych czy nawet studentów) nie będzie miało zielonego pojęcia jak się poruszać po regionie. Każde miasto inny bilet? Polecam rozwiązania choćby z Zagłębia Ruhry.

  4. GREGORY HOUSE 9 lutego, 2015 at 9:09 am - Reply

    Przeczytałem ten artykuł i śmiem twierdzić że powstał na konkretne zamówienie , nawet kojarzę z nazwiska, ale do rzeczy.
    Skoro tak podobają się prywatni konkurenci, którzy są tańsi to przedstawie na czy polega to że są tańsi. Na początku nadmienię tylko że tańsza oferta nie oznacza lepszej, trzeba to sobie w poić do głowy. Przykład ŚKUP , czego się spodziewać po firmie ASSECO, i to ze sprzęt zakupiony do realizacji systemu nie spełnia norm IEC ( system zakłóceń elektromagnetycznych ) dziwnym trafem po zamontowaniu tych urządzeń w autobusie przestaje pracować magistrala RS-485. Wracając do tematu. Znam ludzi którzy albo pracują , albo pracowali u prywatnych przewoźników w tej aglomeracji. Warunki pracy dla obsługi technicznej , czyli mechaników , elektryków itp. są fatalne. W większości hala napraw wygląda następująco, podmurówka betonowa , czasem z jednym kanałem, a dach i ściany boczne to namiot , tyle że wielki. Oczywiście o ogrzewaniu nie ma mowy, współczuję pracującym tam w kilku stopniowym mrozie. Następnie od PKM-ów wymaga się pełnego systemu ochrony środowiska. I tak zapytam co się dzieje ze starymi olejami u prywatnych przedsiębiorców? Bo do PKM-u przyjeżdża cysterna i odbiera stare oleje do rafinerii. Gdzie spływają odpady z mycia autobusów ? Bo w państwowej firmie istnieje takie coś jak gospodarka ścieków i wodna, separatory i filtry które zabezpieczają by do ścieków nie dostały się substancje niebezpieczne. Nie sądzę by którykolwiek prywatny by się tym przejął. PKM Sosnowiec zainwestował w nowoczesną myjnię w której obieg wody jest zamknięty , czyli woda jest filtrowana i wracana do ponownego użycia . Oszczędność wody i ścieków odprowadzanych. Taka sama myjnia będzie w zajezdni w Gołonogu. Teraz najciekawsze , jak wygląda czas pracy kierowców, no tutaj jest to skrupulatnie pilnowane , a u prywatnych powiedzmy szczerze to jest fikcja. Ten sam kierowca jeździ rano i później zmienia tylko pojazd na innej linii śmiga po południu . Następna sprawa tabor. Obecnie w Bytomiu i innych miastach widzę masę autobusów MAZ , których jakość pozostawia wiele do życzenia. Ja pracuję w PKM już dziesięć lat i cały tabor się zmienił. Oczywiście uznaje że Ikarusy już nie powinny jeździć i dziwi mnie że PKM Katowice jeszcze ich nie zezłomował. Wystarczy w Sosnowcu zobaczyć co jeździ na linii 154 , czytałem wymogi dla tej linii a to co tam jeździ to nie spełnia niczego. Inna sprawa to by spełnić wymogi dotyczące linii należy zamontować w autobusach szereg urządzeń które są niezbędne. Ciekawe czy piszący artykuł w ogóle ma pojęcie jak funkcjonuje system komunikacji? Druga sprawa oczywiste jest że skoro miasto Katowice , Gliwice , czy Sosnowiec wpłacają do KZKGOP kasę , to raczej chcą chronić własny zakład pracy , poniekąd te pieniądze trafią do pracowników firmy. Ciekawe jakby tak doszło do likwidacji któregoś takiego zakładu to na władze miasta spadła by niemała fala krytyki . Każdy który by nie chronił własnych firm , to tak jakby strzelił sobie w kolano. Gdybym ja reprezentował miasto które wpłaca mnóstwo pieniędzy , to wymagałbym by w moim mieście jeździło to co ja chcę . Nie będę nabijał kasy prywatnemu. Było by to jak z polskimi autostradami , wybudowane że nasze pieniądze , a kasę zbiera prywatna firma , czy taki układ się wam podoba? Bo poniekąd każde miasto wpłaca do GOP-u kasę naszą od ludzi . Warto się czasem zastanowić co się opłaca utrzymać firmę miejska , czy dać wszystko w ręce prywatne a ludzie niech pracują za najniższą pensje i najniższy ZUS w warunkach które pozostawiają wiele do życzenia. Nigdy nie ma idealnego rozwiązania , ale sama ustawa o zamówieniach publicznych jest bublem , ale to na osobny artykuł.

    • Grzegorz Żądło 9 lutego, 2015 at 9:57 am Reply

      Po kolei. Skoro Pan wie, że tekst powstał na konkretne zamówienie, to chętnie dowiem się, kto go u mnie zamówił. Bo na razie to piszę na zamówienie swoich własnych zainteresowań. Tak, wiem jak funkcjonuje komunikacja, a nawet dobrze wiem jak funkcjonują PKM Sosnowiec i PKM Katowice. Po trzecie, nikt nie twierdzi (ani NIK, ani ja), że prywatni przewoźnicy są lepsi od PKM-ów. Twierdzimy za to (NIK i ja), że nie może być tak, że przetargi się USTAWIA w bezczelny i ewidentny sposób. Zgadzam się, że ustawa o zamówieniach publicznych jest zła, ale innej nie ma. Nie ma więc usprawiedliwienia dla łamania prawa. Ale nawet jeśli trzeba coś „naciągnąć” w SIWZ to niech to będzie wysoka jakość, którą będą mogły spełnić tylko PKM-y. Przypomnę, że KZK GOP zrobił odwrotnie dopuszczając do przetargów Ikarusy. Biorąc to wszystko pod uwagę, rozumiem Pana rozgoryczenie, ale się z Panem nie zgadzam.

  5. KOSZUTKA.EU 1 lutego, 2015 at 8:51 pm - Reply

    Odważny, mocny, niemożliwy do opublikowania w „mainstreamowych” mediach artykuł: BRAWO!! Nasz były nie tylko brał dietę z KZK GOP ale ściskał też na karoseriach „swoich” autobusów dłoń namaszczonego przezeń następcy. Cała ta firma, co już dobitnie wychodzi na jaw (a pewnie to jeszcze nie wszystko), to pogrążona w chaosie, okraszona feudalnym sposobem zarządzania miejska „dorożka”.

Dodaj komentarz

*
*