Reklama

Żeby uratować zakład, szewc z Katowic potrzebuje pomocy. Trwa internetowa zbiórka

To historia jak z filmu i choć obecnie jego bohater ma raczej pod wiatr niż z wiatrem, wiele wskazuje na to, że wszystko musi dobrze się skończyć. Zwłaszcza, że wiele zależy od ludzi. Jeśli zdecydują, że chcą pomóc, to zakład przetrwa. A chyba warto, żeby przetrwał, bo szewców w Katowicach, i nie tylko tu, jest coraz mniej.

Wszystko zaczyna się dwa lata temu. Zenon Stokłosa idzie z sandałami babci do zakładu szewskiego przy ul. Kościuszki 11. Wprawdzie nie mieszka w Katowicach, ale dokładnie zna to miejsce, bo 20 lat mieszkał niemal naprzeciwko. W suterenie pod "11" od zawsze mieścił się szewc. Do czasu. Stojąc z butami babci w ręce, od starszej pani obsługującej klientów dowiaduje się, że rodzinny zakład kończy działalność.

Pan Zenon wraca do babci, ale nie przekazuje jej smutnych informacji. Chowa sandały do szafy i myśli. Myśli o tym, żeby zmienić zawód. Prowadzenie kebabu w Tarnowskich Górach, choć finansowo całkiem opłacalne, przestaje mu się podobać. Nie ma czasu dla rodziny i czuje się wypalony. Przypomina sobie, że przecież zawód szewca zawsze traktował wyjątkowo, a ludzi go wykonujących darzył wielkim szacunkiem.

Reklama

Po krótkiej bitwie z myślami, wraca na Kościuszki 11 i proponuje starszej pani odkupienie zakładu. Dochodzą do porozumienia. Wszystko dobrze, ale co dalej? Przecież nigdy nie zajmował się naprawą butów. Z pomocą przychodzi syn byłej już właścicielki zakładu, który jest szewcem i prowadzi podobny zakład w innym mieście. Pan Zenon uczy się podstaw rzemiosła. Przez miesiąc poświęca na to 12 godzin dziennie. Ostatecznie nauczyciel stwierdza, że uczeń nadaje się na szewca.

Na początku w swoim już zakładzie przyjmuje podstawowe zlecenia, jak wymiana fleków, zelowanie obuwia czy proste szycie na maszynie. W miarę upływu czasu i zdobywania doświadczenia, robi coraz poważniejsze naprawy, jak pełna rekonstrukcja obuwia, np. pogryzionego przez psa. Szyje też galanterię skórzaną. Zakład się rozwija, a zleceń przybywa. Aż przychodzi marzec i epidemia koronawirusa. Ludzie przestają wychodzić z domów i liczba klientów spada niemal do zera. Sytuacja finansowa zakładu robi się fatalna. Zwłaszcza, że w okresie świąt Bożego Narodzenia pan Zenon wydaje pieniądze na remont jednego z pomieszczeń. Tego, w którym przyjmuje klientów.

Reklama

Kiedy 4 maja z nadzieją ponownie otwiera zakład, już dzień później ma w głowie tylko czarne myśli. Podczas awarii studzienki kanalizacyjnej, lokal zostaje zalany. Mokną podłoga, ściany i meble. Wody nie jest wprawdzie dużo, ale wystarczająco, że wyrządzić poważne szkody. Na szczęście, pomieszczenie, w którym mieści się najwięcej sprzętu, jest położone nieco wyżej i nie ucierpiało. - Podłogę trzeba będzie zerwać, a tynk skuć. Na razie nie chcę się zabierać za ponowny remont, bo czekam  na decyzję ubezpieczyciela. Nie mam też obecnie za co zrobić kolejnego remontu - mówi pan Zenon.

Kamienica przy ul. Kościuszki 11 należy do wspólnoty mieszkaniowej. To właśnie z jej polisy mają zostać pokryte straty wyrządzone podczas zalania. Wprawdzie lokal, w którym mieści się szewc, to własność miasta, to odszkodowanie ma trafić bezpośrednio na konto pana Zenona. Problem w tym, że nie wiadomo kiedy oraz na ile ubezpieczyciel wyceni szkody.

Reklama

Pan Zenon nie chce czekać. Zorganizował zbiórkę na platformie zrzutka.pl. Każdy może go wesprzeć. - Nie chcę nic za darmo. Wpłacone pieniądze można zamienić na bony, które będzie można wykorzystać w moim zakładzie.

Obecnie pan Zenon pracuje w warunkach, które zastał po zalaniu. W lokalu czuć wilgoć, a na niektórych ścianach widać jeszcze mokre plamy. - Mamy przyjęte zlecenia, więc staramy się nie zawieść klientów.

Pan Zenon robił już w swoim życiu różne rzeczy. Pracował za granicą, na Cyprze i w Szkocji. Kilka lat temu wrócił do Polski i zamieszkał w Bytomiu. Prowadził kebab, ale czuł, że to nie to. Tak naprawdę, odnalazł się dopiero w szewstwie i kaletnictwie. Kiedy wszystko zaczęło się układać po jego myśli, przyszedł najpierw koronawirus, a potem awaria kanalizacji. Jak mówi, kocha to co robi i nie chce zamykać zakładu. Zwłaszcza, że tak wiele pracy włożył w uratowanie miejsca z tak długą tradycją.

Jeśli chcecie wesprzeć Zenona Stokłosę szewca z Katowic, możecie to zrobić TUTAJ. Albo po prostu przynieście mu buty do naprawy.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo katowice24.info




Reklama
Najnowsze wiadomości