Do kolizji, która mogła skończyć się fatalnie nie tylko dla kierowcy, doszło w minioną niedzielę, przed godz. 13.00. Służby zostały wezwane na ul. Boya-Żeleńskiego w Kostuchnie. Doszło tam do groźnego zdarzenia. Kierowca jadący samochodem marki Skoda Fabia wypadł z drogi, uderzył w słup i spadł ze schodów prowadzących na skwer. Auto wylądowało na dachu tuż obok ławki.
Jak informuje Komenda Miejska Policji w Katowicach, na miejsce dojechali policjanci drogówki. Okazało się, że kierowca nie tylko jechał za szybko. Badanie alkomatem wykazało, że mężczyzna miał w organizmie ponad 2,5 promila alkoholu. 67-letni mieszkaniec Katowic stracił prawo jazdy. Teraz sprawą zajmie się sąd, który zdecyduje o przepadku jego pojazdu.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Akurat tamtędy przejeżdżałem i widziałem leżący samochód, karetkę, straż pożarną. Zastanawiałem się jak na tym zakręcie można aż tak wylecieć. Oczywiście zawsze ktoś może zasłabnąć, ale to raczej rzadka sytuacja. A tu droga nie była śliska, zakręt jest ostry, więc każdy kto ma choć trochę oleju w głowie zwolni, natomiast informacja o 2,5 promila wszystko tłumaczy, brak słów. To naprawdę szczęście, że nikt nie jechał z naprzeciwka, nie szedł chodnikiem albo nie siedział na tej ławce, bo to się mogło skończyć naprawdę tragicznie.
Biedny brumek. pewnie pieszy, rowerzysta i drzewo wbiegli mu przed maskę :(
Boli mnie taki kompletny brak wyobraźni u ludzi. Na co on liczył? Że "jakoś się uda" i przemknie niezauważony? Przy dwóch i pół promilach?
Akurat tamtędy przejeżdżałem i widziałem leżący samochód, karetkę, straż pożarną. Zastanawiałem się jak na tym zakręcie można aż tak wylecieć. Oczywiście zawsze ktoś może zasłabnąć, ale to raczej rzadka sytuacja. A tu droga nie była śliska, zakręt jest ostry, więc każdy kto ma choć trochę oleju w głowie zwolni, natomiast informacja o 2,5 promila wszystko tłumaczy, brak słów. To naprawdę szczęście, że nikt nie jechał z naprzeciwka, nie szedł chodnikiem albo nie siedział na tej ławce, bo to się mogło skończyć naprawdę tragicznie.
Biedny brumek. pewnie pieszy, rowerzysta i drzewo wbiegli mu przed maskę :(
Boli mnie taki kompletny brak wyobraźni u ludzi. Na co on liczył? Że "jakoś się uda" i przemknie niezauważony? Przy dwóch i pół promilach?