Tylko dwa drzewa, ale ponad 30 krzewów i 5 domków dla motyli. To efekt akcji przeprowadzonej dzisiaj na terenie kampusu Uniwersytetu Śląskiego. O tym, że dzikie zapylacze są ważne dowiedzieli się uczniowie z katowickich szkół. - Na pewno miasto nie jest miejscem przyjaznym dla motyli. Wystarczy spojrzeć na trawniki, które są najczęściej krótko wykoszone i rzadko kiedy uchroni się na nich stokrotka czy koniczyna. Własnymi rękami zabieramy motylom schronienia, to warto też własnymi rękami te schronienia przywrócić - mówi dr Agnieszka Babczyńska z Wydziału Nauk Przyrodniczych UŚ.
Takie schronienia pojawiły się dzisiaj pomiędzy parkingiem Centrum Informacji Naukowej i Biblioteką Akademicką a Wydziałem Prawa i Administracji. Pięć drewnianych budek z wąskimi szczelinami jest wypełnionych patyczkami, gałązkami i korą. W środku motyle mogą się uczepić, złożyć skrzydła i przezimować. - Są zapylaczami bez których człowiek nie dałby sobie rady na planecie. Ja wiem, że my jesteśmy niezwykle aroganccy i przekonani jako ludzie, że damy sobie radę. Ale jak to powiedzieli kiedyś Indianie, pieniędzy się nie da jeść - mówi Jacek Bożek, prezes Klubu Gaja. Na trawniku przygotowany został też zakątek dla motyli. Budki są otoczone niezbędnym dla nich pożywieniem. Oprócz dwóch brzóz, będą tu rosły krzewy: bez czarny, budleje, kaliny i barbule.
Pomysłodawcy akcji apelują, żeby każdy, kto ma swój własny ogródek, pozostawiał nieskoszoną przestrzeń. W takich miejscach będą mogły żyć owady. Najlepiej jeśli na mini łące są posadzone rośliny, których okres kwitnienia przypada w różnym czasie. Tak, aby zawsze były tam kwiaty, czyli pożywienie dla owadów. Kolejne rośliny mają się pojawiać przy okazji kolejnych odsłon Święta Drzewa.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze