Reklama

Straż Miejska w Katowicach w stanie rozkładu, ale prezydent snuje plany rozwoju tej formacji

Prezydent Katowic zapowiedział zwiększenie liczby etatów w Straży Miejskiej, urządzenie stałego posterunku na południu Katowic i czasowego przy stawach Borki i Morawa. Tymczasem od ponad półtora miesiąca SM nie ma komendanta, strażnicy masowo odchodzą z pracy, a na dodatek od września w straży trwa spół zbiorowy. - Władza oderwała się od obywateli. Głównym zajęciem pana Krupy jest teraz lobbowanie za zniesieniem kadencyjności. Nie rozmawia z nikim, tym bardziej z obywatelami i pracownikami samorządowymi - mówi strażnik Piotr Kret, przewodniczący Wolnego Związku Zawodowego "Jedność Pracownicza".

Komendant odchodzi

- Zostawiam straż w dobrej kondycji. Mamy dobre wyniki, a i atmosfera w straży jest całkiem dobra - mówił nam pod koniec września Paweł Szeląg, odchodzący komendant SM w Katowicach. Wygląda na to, że robił dobrą minę do złej gry. Od września w straży trwa bowiem spór zbiorowy. Do tego, czego domagają się związkowcy, jeszcze wrócimy.

Szeląg kierował SM w Katowicach osiem lat. Wcześniej był szefem katowickiej policji. - Nie chcemy już emerytowanych policjantów na kierowniczych stanowiskach - mówi mi jeden ze strażników.

Reklama

- Dlaczego i pan, i ja mamy się składać na emeryturę dla byłych policjantów. Skoro przeszli na emeryturę, to znaczy, że nie mogli już dłużej pracować w Policji. I co, nagle drugiego dnia są gotowi do pracy w Straży Miejskiej? - dodaje Piotr Kret, przewodniczący Wolnego Związku Zawodowego "Jedność Pracownicza", który doprowadził do sporu zbiorowego w SM.

"Przyjaciele z różnych służb"

Strażnicy nie bez powodu mówią o byłych policjantach. Prezydent Katowic Marcin Krupa nie ukrywa, że namawia, jak to określił w rozmowie z nami, "przyjaciół z różnych służb" do przyjścia do SM. Wszystko dlatego, że od początku października straż nie ma szefa.

Reklama

Wprawdzie na ogłoszony we wrześniu konkurs zgłosiło się 5 osób (4 spełniły wymogi formalne), ale żaden z kandydatów nie spodobał się władzom Katowic. Wprawdzie konkurs nie został jeszcze formalnie unieważniony, ale wszystko do tego zmierza. - Będziemy chcieli wybrać najlepszą z najlepszych osób. Ten konkurs, który się odbył, ma pewne typy, ale nie jest to jeszcze ta osoba, której szukamy. Będziemy chcieli albo ten konkurs powtórzyć, albo skorzystać z doświadczenia naszych przyjaciół z różnych służb, którzy mogliby w tym zakresie nam pomóc. Musi to być człowiek z dużym doświadczeniem. Do tej pory wszyscy komendanci w SM to były osoby z wielkim doświadczeniem i umiejętnościami kierowania taką jednostką i nie chcemy tego poziomu zatracić. Będziemy namawiali wszystkich, którzy naszym zdaniem, i nie tylko naszym, mają potencjał, żeby kierować Strażą Miejską w Katowicach - powiedział nam prezydent Katowic.

Reklama

Strażnicy odchodzą z pracy

Tymczasowo SM kieruje zastępca komendanta Piotr Piętak, ale to sytuacja przejściowa. Niezależnie kto ostatecznie zostanie szefem strażników, od razu stanie przed bardzo trudnym zadaniem. Po pierwsze, ze straży masowo odchodzą pracownicy, a nowych na horyzoncie nie widać. Ogłoszony w lipcu 2025 nabór na 9 wolnych stanowisk nie doprowadził do zatrudnienia ani jednej osoby. Kolejny nabór SM ogłosiła 21 października, ale tym razem do obsadzenia jest już 13 wakatów, co oznacza, że w krótkim czasie odeszły kolejne cztery osoby. Co ciekawe, prezydent Katowic ogłosił, że od stycznia liczba etatów w SM wzrośnie o 10, co oznacza (licząc obecne wakaty), że do obsadzenia będą 23 miejsca pracy. - Moim zdaniem, na początku roku wakatów będzie jeszcze więcej. Szacuję, że dobijemy do około 35 - mówi Piotr Kret, płynnie przechodząc do powodów swojego pesymistycznego podejścia. - Po 18 latach pracy w straży, a 35 latach pracy w ogóle, mam na rękę około 4200 zł. Inni mają jeszcze mniej. Ci, którzy dopiero zaczynają, mają najniższą krajową (czyli około 4670 zł brutto - przyp. red.). Doszło do sytuacji, że wielu strażników pracuje na dwóch etatach, bo pensja w straży nie pozwala na przeżycie. Podwyżka, której się domagamy, oznacza jakieś 1570 zł na rękę, więc to nie są jakieś oszałamiające pieniądze - wylicza Kret.

Reklama

Związkowcy chcą też przygotowania regulaminu premiowania i awansów. - Żeby każdy wiedział kiedy i jak może awansować oraz za co może dostać premię - tłumaczy przewodniczący WZZ "Jedność Pracownicza". Nie ma też wątpliwości, że bez podwyżek zwiększenie liczby strażników w Katowicach pozostanie tylko marzeniem prezydenta i jego doradców. - Z naszych postulatów ma zostać spełniony jeden, o zwiększeniu z 300 do 500 zł brutto dodatku dla pracujących w terenie. To tyle co nic. adnego dodatku nie dostają dyżurni, którzy siedzą po 12 godzin i odbierają telefony od mieszkańców. Przykładowo, w takiej Rudzie Śląskiej dyżurni dostają dodatkowo kilkaset złotych - zauważa Kret.

Podwyżek w SM nie będzie

Reklama

Władze Katowic nie dają strażnikom żadnych nadziei na zrealizowanie postulatów płacowych. - Mamy taką zasadę w całym ekosystemie urzędowym - to są decyzje prezydenta - że wszystkie jednostki miejskie, urząd miasta i zakłady, otrzymują zwiększanie wynagrodzenia analogicznie. Czyli nie ma jednostek, które są traktowane lepiej lub gorzej. Poziom, który dzięki prezydentowi jest zapewniony, jest wystarczający. Liczba pracowników nas satysfakcjonuje i jeżeli porównujemy liczbę wakatów do innych miast, nie jest ona ani szczególnie większa, ani mniejsza. Rotacja pracowników w SM, można powiedzieć, jest naturalna. To 10-13 wakatów. Nie jest to sytuacja zagrażająca funkcjonowaniu Straży Miejskiej - uważa Maciej Stachura, wiceprezydent Katowic.

- Gdyby zrobić zestawienie z ostatnich 5 lat, jeśli chodzi o fluktuację pracowników, to kto wie, czy u nas nie jest ona największa w kraju. Szkolimy pracowników, a oni od razu odchodzą. Wydajemy pieniądze, a ludzi po chwili już nie ma - odpowiada Piotr Kret.

Reklama

Posterunek bez ludzi

Kiedy strażnicy, z którymi rozmawiamy, słyszą o pomyśle uruchomienia stałego posterunku na południu Katowic oraz sezonowego w rejonie kąpielisk Borki i Morawa, tylko się uśmiechają. - Jeden patrol mamy uziemiony na stałe na rynku. Drugi na placu Szewczyka. W nocy na całe miasto jest jeden patrol. To teraz jeszcze uziemimy kolejny patrol na południu, gdzie nie ma zbyt wielu wykroczeń, a latem jeszcze jeden nad wodą. To wszystko przy tych 20-30 wakatach. To mógł wymyślić tylko ktoś, ktoś jest zupełnie oderwany od rzeczywistości - mówi nam jeden ze strażników.

Reklama

W podobnym tonie wypowiada się Piotr Kret. - Głównym zajęciem pana Krupy jest teraz lobbowanie za zniesieniem dwukadencyjności. Nie rozmawia z nikim, tym bardziej z obywatelami i pracownikami samorządowymi. Tak się oderwał i gdzieś pędzi, ale sam nie wie gdzie.

 

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 18/11/2025 08:51
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Stefek albo Wandzia - niezalogowany 2025-11-18 06:47:39

    Fajnie by było, gdyby te patrole na rynku i na placu szewczyka cokolwiek robily, a nie siedziały tylko w samochodzie. Przy rynku to jest parodia, menele się ze sobą biją, a oni siedzą na tiktoku i udają że nic się nie dzieje

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • kukura - niezalogowany 2025-11-18 07:28:37

    Za 4500 też bym nic nie robił. Niech Krupa ze Stachura za tyle robią.

    • Zgłoś wpis
  • Paweł - niezalogowany 2025-11-18 08:33:53

    A to nie jest tak że jeśli coś się dzieje to straż miejska musi wzywać policje ba straż miejska nawet legalnie nie może wylegitymować kogoś, więc muszą wzywać policje. Niech straż zajmuje się parkowaniem a nie pilnowaniem porządku to przynajmniej łatwiejsza robotę będą mieć i może ktoś się zgłosi za minimalną.

    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo katowice24.info




Reklama
Najnowsze wiadomości