Jak podaje Zarząd Transportu Metropolitalnego, w 2025 roku kontrolerzy przeprowadzili w autobusach, tramwajach i trolejbusach rekordową liczbę kontroli biletów. Efektem tego był wzrost liczby pasażerów przyłapanych na jeździe bez biletu.
Kontrole dla ZTM przeprowadza obecnie ponad 130 osób. Są to zarówno pracownicy zatrudnieni bezpośrednio przez organizatora komunikacji miejskiej, jak i osoby ze spółki Serwis GZM, współpracujące głównie na podstawie umów zleceń.
W 2025 r. kontrolerzy przeprowadzili ponad 324 tys. kontroli. Przez jedną kontrolę rozumiane jest każde wejście kontrolera do pojazdu i rozpoczęcie sprawdzania biletów. To najwyższy wynik w historii ZTM. Dla porównania, w 2024 r. liczba kontroli wyniosła ok. 175 tys., a w 2022 r. 126 tys.
Wzrost liczby kontroli to efekt zarówno zwiększenia ogólnej liczby kontrolerów, jak i większej intensywności ich pracy, czyli większej liczby przepracowanych godzin przez kontrolerów współpracujących z Serwisem GZM.
Większa liczba kontroli przełożyła się na wzrost liczby ujawnionych przypadków jazdy bez biletu. W 2024 r. było to około 102 tys. osób, natomiast w 2025 r. około 153 tys., co oznacza wzrost o ok. 50 procent.
Jednocześnie dane pokazują wyraźny spadek udziału gapowiczów wśród wszystkich skontrolowanych pasażerów. Jeszcze w 2022 r. statystycznie w każdym pojeździe wykrywano średnio 0,83 osoby jadącej bez biletu. W 2024 r. wskaźnik ten wynosił 0,60, a w 2025 r. spadł do 0,48.
Poprawa efektywności widoczna jest również w zakresie windykacji należności. Wzrosła liczba spraw kierowanych na drogę postępowania sądowego, z ok. 9 tys. w 2024 r. do prawie 14 tys. w 2025 r. To wzrost o około 54 procent.
Znacząco zwiększyła się także liczba wysyłanych wezwań do zapłaty, z prawie 40 tys. do niemal 65 tys., czyli o około 65 procent. Największy wzrost odnotowano w przypadku opłat dodatkowych skierowanych do postępowania sądowego, z ponad 12 tys. w 2024 r. do prawie 24 tys. w 2025 r. (wzrost o ok. 97 procent).
Wzrosły również wpływy finansowe z tytułu opłat dodatkowych. W 2024 r. łączny dochód z tego źródła wyniósł 14,5 mln zł, natomiast w 2025 r. około 18,5 mln zł. Oznacza to wzrost o prawie 27 procent.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Przecież my, mieszkańcy metropolii finansujemy komunikację i jeszcze dostajemy za to mandaty!?
Czyli wpływy z gapowiczów to jakieś 1,4%. A wpływy z biletów i gapowiczów to jakieś... 12,3% względem całego budżetu, bo to około 160 mln względem 1,3 mld. Pamiętam, że jeszcze kilka lat temu było to 25% i to było mało. Tak naprawdę zmierzamy w kierunku darmowego transportu publicznego. Chyba, że na siłę będziemy brnęli w coraz bardziej drogie bilety. Jeśli zachować by stały procent udziału przychodów z biletów względem całego budżetu to koszt jazdy samochodem względem jazdy komunikacją publiczną będzie się zmniejszał, a ilość pasażerów będzie malała. W drugim przypadku ten procent będzie malał, więc wielkość dopłat będzie rosła. Darmowa komunikacja jest nieunikniona. W środkach transportu ilości wolnego miejsca jest bardzo duża. Gdyby zlikwidować koszty sprzedaży biletów i windykacji, brygad korkowych, których z każdym miesiącem jest coraz więcej, do tego optymalizacja sieci połączeń, która dzisiaj jest mało atrakcyjna dla pasażera, a jeszcze mniej efektywna ekonomicznie to okazało by się pewnie, że nie trzeba do niej dopłacać więcej niż obecnie. Byłoby mniej korków, które dzisiaj zalewają region, mniej hałasu, syfu ze spalin, ludzie byliby zdrowsi i mieli więcej czasu, i pieniędzy. No, ale po co jak może być tak jak jest?
Bardzo dobrze,że są masowe kontrolę bo albo płacomy wszyscy albo nikt. Z drugiej strony nie można dojechać bezpiśrednio z Rudy Śląskiej do Tychów bo ktoś wpadł ga cudowny pimysł aby zlikwidować jedyną linię 82 łączącą Rudę Śląską z Tychami. Pewnie można na przesiadkę tylko przy -15 stopniach to żadna przyjemność. Nie wspominając już o tym,że trzeba godzinę wcześniej wstać bo połączenia innego brak. A w niedzielę to tylko przez Katowice bo połączenia na 6:00 przez Mikołów brak!
Przedstawione dane ze "skuteczności" kontroli bez przedstawienia kosztów są mylące i są formą manipulacji. Bo co jeśli koszt zatrudnienia tych 130 kontrolerów, kilkudziesięciu pracowników do obsługi windykacji, spraw sądowych, kosztów wysyłki powiadomień i całej z tym związanej biurokracji jest wyższy niż wpływy z biletów czy mandatów ? To może policzmy. 130 kontrolerów, plus cała obsługa biurowa. Pewnie cały wydział razem z 200 osób. Zarobki liczmy skromnie, uśredniając 6000 zł brutto dla wszystkich. Czyli 200 osób * 6000zł brutto = 1 200 000 zł brutto na miesiąc. Ale jeszcze dochodzi brutto pracodawcy 20%. Czyli 1 440 000 zł * 12 miesięcy = 17 280 000 rocznie. Czy sam koszt zatrudnienia, bez żadnych innych kosztów operacyjnych jest wyższy o około 20% niż wpływy z opłat mandatowych. Zaraz jednak ktoś powie, że część kontroli robi spółka zewnętrzna. No tak, ale tam jest dodatkowy prezes, zarząd, księgowa, sekretarki, pracownicy, samochody firmowe, itp. Więc taniej nie będzie, ale łatwiej wygenerować i ukryć koszty. Gdy wcześniej było tylko około 30 kontrolerów i mniej "mandatów" to i koszty były dużo mniejsze. Może i wpływy z biletów też mniejsze, ale jeśli by się okazało, że mimo wszystko bilans jest dodatni, więc warto się zastanowić nad jakimś złotym środkiem. A może by się okazało, że opcje w postaci darmowego transportu albo tańszego biletu są możliwe. Ale artykuł wygląda dobrze - jest sukces, jest czym się pochwalić.
Przecież my, mieszkańcy metropolii finansujemy komunikację i jeszcze dostajemy za to mandaty!?
Czyli wpływy z gapowiczów to jakieś 1,4%. A wpływy z biletów i gapowiczów to jakieś... 12,3% względem całego budżetu, bo to około 160 mln względem 1,3 mld. Pamiętam, że jeszcze kilka lat temu było to 25% i to było mało. Tak naprawdę zmierzamy w kierunku darmowego transportu publicznego. Chyba, że na siłę będziemy brnęli w coraz bardziej drogie bilety. Jeśli zachować by stały procent udziału przychodów z biletów względem całego budżetu to koszt jazdy samochodem względem jazdy komunikacją publiczną będzie się zmniejszał, a ilość pasażerów będzie malała. W drugim przypadku ten procent będzie malał, więc wielkość dopłat będzie rosła. Darmowa komunikacja jest nieunikniona. W środkach transportu ilości wolnego miejsca jest bardzo duża. Gdyby zlikwidować koszty sprzedaży biletów i windykacji, brygad korkowych, których z każdym miesiącem jest coraz więcej, do tego optymalizacja sieci połączeń, która dzisiaj jest mało atrakcyjna dla pasażera, a jeszcze mniej efektywna ekonomicznie to okazało by się pewnie, że nie trzeba do niej dopłacać więcej niż obecnie. Byłoby mniej korków, które dzisiaj zalewają region, mniej hałasu, syfu ze spalin, ludzie byliby zdrowsi i mieli więcej czasu, i pieniędzy. No, ale po co jak może być tak jak jest?
Bardzo dobrze,że są masowe kontrolę bo albo płacomy wszyscy albo nikt. Z drugiej strony nie można dojechać bezpiśrednio z Rudy Śląskiej do Tychów bo ktoś wpadł ga cudowny pimysł aby zlikwidować jedyną linię 82 łączącą Rudę Śląską z Tychami. Pewnie można na przesiadkę tylko przy -15 stopniach to żadna przyjemność. Nie wspominając już o tym,że trzeba godzinę wcześniej wstać bo połączenia innego brak. A w niedzielę to tylko przez Katowice bo połączenia na 6:00 przez Mikołów brak!