Mieszkańców katowickiego Podlesia obudziły w środku nocy głośne huki i syreny straży pożarnej. Okazało się, że na terenie jednej z firm zapaliły się dwie naczepy. Na szczęście nikt nie ucierpiał, a strażacy wykluczyli wyciek niebezpiecznych substancji.
Nadal wiele osób zastanawia się, co działo się w środku nocy z niedzieli na poniedziałek. 6 lipca około godz. 3.40 służby otrzymały zgłoszenie o pożarze naczep. Ogień pojawił się na terenie firmy przy ul. Uniczowskiej.
Po około 10 minutach na miejscu pojawiły się pierwsze wozy strażackie. W akcji uczestniczyły dwa zastępy PSP i jeden z OSP Podlesie. Łącznie pracowało 14 strażaków. Interweniowała również policja.
Jak informuje mł. kpt. Jakub Tondos, oficer prasowy KM PSP w Katowicach, pożar objął dwie naczepy – cysternę oraz naczepę typu firanka. Na miejscu nie stwierdzono osób poszkodowanych.
- Działania polegały na zabezpieczeniu miejsca zdarzenia, ugaszeniu pożaru przy użyciu dwóch prądów wody, schłodzeniu nagrzanej cysterny oraz sprawdzeniu jej pod kątem ewentualnych wycieków - przekazuje mł kpt. Tondos. Nie doszło do wycieku substancji niebezpiecznych. Według informacji przekazanych przez właściciela, cysterna była pusta i od dłuższego czasu nie była użytkowana.
Naczepy zostały częściowo spalone. Głośne huki, które słyszeli mieszkańcy, były najprawdopodobniej odgłosami pękających opon. Na razie nie jest znana przyczyna pożaru.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Rzeczywiście - huk w nocy był wyraźnie słyszalny - dobrze że naczepy były puste , bo mogłoby się to gorzej skończyć .
Rzeczywiście - huk w nocy był wyraźnie słyszalny - dobrze że naczepy były puste , bo mogłoby się to gorzej skończyć .