W obecności ponad 50 tysięcy widzów Polska wygrała na Stadionie Śląskim w Chorzowie z Finlandią 3:1. Gole dla polskiej reprezentacji strzelili Matty Cash, Robert Lewandowski i Jakub Kamiński.
Polacy przystępowali do tego meczu podbudowani remisem z Holandią 1:1 i chęcią zrewanżowania się Finom za porażkę na wyjeździe 1:2. Porażkę, która przesądziła los poprzedniego trenera reprezentacji Michała Probierza.
Kiedy ten zrezygnował z prowadzenia kadry, postanowił do niej wrócić Robert Lewandowski. Z Holandią nasz najlepszy zawodnik zbyt wiele nie pokazał. Przez pierwsze 45 minut meczu z Finlandią też nie błyszczał, ale w doliczonym czasie gry strzelił gola. Spokojnie wykorzystał prostopadłe podanie od Piotra Zielińskiego. Pytany później na konferencji prasowej o tę sytuację trener Jan Urban bardzo chwalił zagranie Zielińskiego. - Tam było co najmniej pięciu Finów, a tym podaniem wyprowadził Roberta sam na sam bramkarzem - mówił Urban.

W tym momencie było już 2:0 dla Polski, bo pierwszego gola strzelił w typowy dla siebie sposób Matty Cash. Po podaniu od Jakuba Kamińskiego, przyjął piłkę i kopnął prawą nogą w długi róg. Na drugą połowę Cash już nie wyszedł, bo po jednym z fauli miał mocno stłuczony mięsień uda.
Mimo dwubramkowego prowadzenia to wcale nie była jakaś szczególnie dobra połowa w wykonaniu Polaków. Dostrzegł to również trener kadry. - Mieliśmy problem z budowaniem akcji w ataku pozycyjnym, bo Finowie wyszli wysoko i nie dawali nam za dużo miejsca. Kiedy analizowaliśmy ich grę, aż tak bardzo tego nie robili.
Może i momentami Finowie grali pressingiem, ale ogólnie byli bardzo słabi. W pierwszej połowie nie stworzyli żadnego zagrożenia pod bramką Polaków.
Mecz został rozstrzygnięty na początku drugiej połowy. Lewandowski dobrze się zastawił i przejął piłkę na własnej połowie. Podał do Kamińskiego, a ten odegrał mu w pole karne. Strzał napastnika Barcelony bramkarz jeszcze zdołał odbić, ale przy dobitce Kamińskiego nie miał szans. 3:0 i wiadomo było, że nic złego Polsce stać się nie może.
Przy tak wysokim prowadzeniu Polacy cofnęli się, a Jan Urban zaczął przeprowadzać zmiany. Zeszli m.in. Lewandowski, Zalewski i słaby dziś Slisz. Gra Polaków siadła zupełnie. Nic do gry nie wnieśli Kamil Grosicki, Karol Świderski i Adam Buksa. Zresztą, Jan Urban nie ukrywał, że nie był zadowolony z gry zmienników.
Pod koniec meczu kilka razy groźnie zaatakowali Finowie i w końcu udało im się strzelić honorowego gola. W 88. minucie dośrodkowanie z prawej strony wykorzystał Benjamin Kallman, który jeszcze w rundzie wiosennej grał w Cracovii.
Po chwili nasi rywale jeszcze raz trafili do siatki, ale przed strzałem fiński napastnik faulował i gol nie mógł zostać uznany. - Za bardzo uwierzyliśmy, że mecz jest pod kontrolą, bo był. Uwierzyliśmy, że oni nam nie mogą nic zrobić. W piłce nożnej podejście mentalne to jest niesamowicie ważna rzecz - komentował trener Polaków.
Po 5 meczach Polacy mają 10 punktów, czyli tyle samo, ile Holandia, która jednak rozegrała jeden mecz mniej. Trzecia Finlandia ma 7 pkt. Kolejny mecz Polacy zagrają 12 października na wyjeździe z Litwą.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Wyjdą z grupy ..... a potem jak zwykle będzie lanie i zaraz odpadną .... ( w sumie to tylko o to chodzi PZPNow trochę kasy wpadnie , bo skarbiec jest pusty )
Wyjdą z grupy ..... a potem jak zwykle będzie lanie i zaraz odpadną .... ( w sumie to tylko o to chodzi PZPNow trochę kasy wpadnie , bo skarbiec jest pusty )